"Wódz Niemieckich Kibiców" - jeden z niewielu radosnych kibiców Die Mannschaft, którego można było spotkać dziś na ulicach Gdańska
"Wódz Niemieckich Kibiców" - jeden z niewielu radosnych kibiców Die Mannschaft, którego można było spotkać dziś na ulicach Gdańska Fot. Jakub Noch / naTemat

Według oficjalnych wyliczeń, w Gdańsku powinno pojawić się dziś kilkadziesiąt tysięcy kibiców. Niemców jest podobno 30 tys., ale może być nawet 50 tys. Podobno, bo na ulicach Gdańska trudno uwierzyć, że jesteśmy kilka godzin przed ostatnim meczem Euro 2012 w tym mieście.

REKLAMA
Mecz z Grekami ma być dla Niemców formalnością, którą rozpoczną właściwą drogę po wymarzony przez nich Puchar Henri Delaunay'a. Jak powiedział Zbigniew Boniek, Die Mannschaft wylosowali "wolny los", trafiając na uznawaną za najsłabszą w ćwierćfinałach drużynę Grecji. Nic zatem dziwnego, że po dwóch tygodniach, podczas których mecze kadry Joachima Loewa trzeba było oglądać na Ukrainie, Niemcy tłumnie postanowili przybyć do Gdańska na ostatni mecz mistrzostw, który odbywa się w stolicy Kaszub. Poza tym, ich ukochana drużyna ma tu przecież swoją bazę, w spokojnej, zielonej dzielnicy Oliwa.
Tropem niemieckich wycieczek
logo
Fot. Jakub Noch / naTemat
Pomyliłby się jednak ten, kto myśli, że Gdańsk jest dziś cały w barwach schwarz-rot-gold. - Był pan tu, gdy byli Hiszpanie i Irlandczycy? - pyta pani Mariola, która na gdańskim Długim Targu prowadzi sklep z pamiątkami. Jak przyznaje, interes się wciąż kręci, ale atmosfery, którą robili na mieście kibice drużyn grających tutaj w fazie grupowej, nic już raczej nie przywróci. A na pewno nie Niemcy. - Z Niemiec przyjechali sami emeryci, jak zawsze - żali się jedna ze sprzedawczyń w sklepie pani Marioli. - O tej porze Hiszpanów było już na ulicach pełno, Irlandczycy też bawili się przez cały dzień. A gdzie są ci wszyscy Niemcy, gdzie oni się pochowali - zastanawia sklepikarka.
Gdy jednak pospaceruje się trochę po Starym Mieście, niemiecki słychać na każdym kroku. Właściwie słynna ul. Długa i jej okolice mogłyby być dziś bez problemu wzięte za Hamburg, czy Kolonię. Czy każde inne niemieckie miasto w zwykły, nudny powszedni dzień. Tłumnie przybyli Niemcy w znakomitej większości spokojnie siedzą bowiem w knajpkach, popijając kawę, lub zwiedzają Gdańsk z przewodnikiem. Na pierwszy rzut oka trudno uwierzyć, że to ludzie, którzy wieczorem pójdą na mecz, że przyjechali tu dopingować swoją drużynę. - Przecież oni wszyscy pamiętają, jak Beckenbauer grał w juniorach - żartuje znajomy pracujący na tutejszej starówce.
Kibice przed meczem Niemcy-Grecja
na PGE Arena w Gdańsku

I w południe rzeczywiście trudno było znaleźć na ulicach Gdańska kibiców, którzy przypominaliby choć trochę tych, którzy wyjechali stąd razem z reprezentacjami Hiszpanii, Irlandii, czy Chorwacji. Kolorowych, radosnych, gotowych do zabawy niezależnie, czy padał rzęsisty deszcz, czy z nieba lał się skwar. A Niemcy cały czas tylko zwiedzają i zwiedzają. Cudem było znalezienie wśród nich człowieka takiego, jak "Wódz Niemieckich Kibiców". Bo tak przedstawił mi się Niemiec w średnim wieku, który przebrany za Indianina w niemieckich barwach narodowych, z wielkim bębnem u boku próbował rozgrzać nieco swoich rodaków. Większym zainteresowaniem ciesząc się jednak ze strony Polaków.
- Jestem w Polsce od dwóch godzin, ale uważam, że to wspaniałe miejsce. Gdańszczanie są świetni, radośni, żywiołowi i z tego, co widzę bardzo otwarci. "Wódz Kibiców" nie był jednak w stanie odpowiedzieć, dlaczego reszta jego rodaków jest wciąż tak niemrawa. -Zdobyłem bilet na ten mecz i mam nadzieję, że na stadionie doping dla naszej drużyny będzie wyśmienity - stwierdza. Dodając, że nie ma oczywiście żadnych wątpliwości, że jego ukochana drużyna pokona Greków i to bardzo wysoko.
Grek pilnie poszukiwany
Zupełnie innego zdania na temat wyniku drugiego ćwierćfinału tegorocznych mistrzostw Europy jest tymczasem Janis i jego przyjaciele z Grecji. Na których jakimś cudem udało mi się wpaść w tłumie niemieckich emerytów na gdańskim Targu Węglowym. Jeżeli to bowiem prawda, że kibice są podczas meczu dwunastym zawodnikiem, szkoleniowiec Grecji Fernando Santos może chyba o wystawieniu tego zawodnika zapomnieć. - My jesteśmy wiernymi kibicami i przyjechaliśmy tu za naszą drużyną, ale wielu Greków nie miało takich możliwości, jak Niemcy - mówi Janis, gdy pytam go czemu dokoła tylu podstarzałych Niemców i tylko oni mają na sobie greckie barwy narodowe (robiąc skądinąd w czwórkę więcej zamieszania, niż tysiąc kibiców zza Odry).
- Oni mają tu o krok. Jest mnóstwo lotów z Niemiec do Gdańska, wielu pewnie dojeżdża dopiero samochodami. No a my musimy pokonać tysiąc kilometrów - tłumaczy Grek. Zarówno Janis, jak i jego koledzy nie mają jednak cienia wątpliwości, że nawet garstka fanów greckiej drużyny zrobi wieczorem na PGE Arenie doping lepszy niż cała rzesza niemrawych Niemców. - Zupełnie nie boję się o naszą drużynę. Dopiero teraz zobaczycie, że mamy silną reprezentację, najlepszą w Europie - odgrażają się greccy kibice zagłuszając stojącego nieopodal przewodnika niemieckich turystów.