Za tym budynkiem mieści się Teatr WARSawy. Możliwie, że już niedługo...
Za tym budynkiem mieści się Teatr WARSawy. Możliwie, że już niedługo... Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

To miała być bardzo prosta operacja. Miasto miało przejąć na własność lokal po dawnym kinie Wars, w którym dziś występuje Teatr WARSawy i który mógłby ugościć jeszcze teatry BAJ i Ateneum, a w zamian właściciel budynku miał dostać pustą działkę obok budynku Arsenału i dopłacić kilkanaście milionów złotych. I nagle radni Warszawy wbrew umowie i prezydent miasta porzucają wszelką dyskusję na ten temat, a teatrowi grozi eksmisja.

REKLAMA
Kino Wars zostało oficjalnie otwarte w 1956 roku i działało nieprzerwanie do 2004 roku. W ostatnich latach swojej działalności kino było własnością Instytucji Filmowej Max-Film, która podlegała władzom Mazowsza. Firma wsławiła się tym, że doprowadziła do zamknięcia takich kin warszawskich, jak Relaks, Ochota i Skarpa. W przypadku Warsa dzierżawiła lokal Romanowi Gutkowi, który chciał uczynić na Nowym Mieście kino studyjne z prawdziwego zdarzenia.
Był to jednak trudny czas dla tego typu przedsięwzięcia. W Warszawie na potęgę budowano wtedy różnego rodzaju multiplexy i Gutek uznał, że na kino studyjne w starym stylu nie ma już w Warszawie miejsca. Lokal przez kilka lat pozostawał pusty. – Były fotele, pamiętam rozerwany ekran, to wszystko porastało kurzem – wspomina Monika Sarnecka, przedstawiciel firmy Serenus.
logo
Ostatni seans w kinie Wars odwoływał się do historii tego miejsca Fot. Piotr Bernaś / AG
W końcu władze spółki Max-Film uznały, że czas wprowadzić „program naprawczy” i … sprzedać lokal. Ogłoszono przetarg i za 6 mln zł kupiła go Serenus, należąca do firmy deweloperskiej BBI. Według naszych informatorów na umowie pojawia się nazwisko Lecha Jaworskiego, który podpisywał dokumenty w imieniu firmy Max-Film. Nazwisko to jeszcze będzie się pojawiać w tej historii.
Teatr zamiast kina
Serenus chciał powtórzyć ten sam scenariusz, jaki spotkał kino Skarpa – budynek kina miał zostać rozebrany, a na jego miejscu miał być wybudowany apartamentowiec. W podziemiach planowano powstanie sali kinowej, był to zresztą jeden z punktów umowy z Max-Filmem. Ostatecznie jednak inwestor zrezygnował z tych planów.
W budynku kina przez kilka lat nic się nie działo. W końcu do właściciela zgłasza się jeden z lokalnych działaczy kulturalnych z propozycją, żeby przywrócić miejscu dawny blask. Deweloper zgadza się, ale zamiast kina powstaje teatr. W tym samym czasie miasto negocjuje z właścicielem umowę, na mocy której nieruchomość ma niezmiennie prowadzić działalność kulturalną.
– Nie byliśmy zainteresowani prowadzeniem teatru, spółka zajmuje się zupełnie innego rodzaju działalnością. Ale nie chcieliśmy też, żeby lokal stał odłogiem – twierdzi Monika Sarnecka z Serenusa. – Zgodziliśmy się na to, żeby wprowadził się do lokalu teatr. Jednocześnie toczyły się rozmowy na temat zamiany nieruchomości. My mieliśmy oddać Warsa, a w zamian mieliśmy dostać inną działkę – tłumaczy przedstawicielka Serenusa.
Jak podkreśla Sarnecka, utrzymywanie teatru nie jest ich celem. Ponoszą z tego tytułu więcej kosztów niż korzyści, ale są związani umową z miastem dotyczącą zamiany nieruchomości. – Działamy w dobrej wierze i wciąż mamy nadzieję, że miasto wywiąże się ze swojej części umowy – twierdzi przedstawicielka dewelopera. Ratusz Warszawy co roku podpisuje z Serenusem list intencyjny, w którym obie strony potwierdzają gotowość do zamiany nieruchomości. – Ostatni taki dokument podpisano w grudniu zeszłego roku – przyznaje Sarnecka.
Umowa zamiany
Wstępnie przedstawiono im listę potencjalnych nieruchomości. Wybrali jedną, jednak radni Bielan nie zgodzili się na rozporządzanie ich działką przez miasto. Szybko wycofaliśmy się, wietrząc duże kłopoty w przyszłości – wspomina Sarnecka. Przedstawiono drugą listę, z której wybrali działkę przy skrzyżowaniu ulic Długiej i Bohaterów Getta, do której deweloper miał dopłacić jeszcze kilkanaście milionów złotych.
Dziś jest tam parking, ale przed wojną w tym miejscu stał pierwszy żelbetonowy budynek Warszawy, Pasaż Simonsa. Deweloper chciał odtworzyć bryłę historycznego budynku. Porozumiał się w tej sprawie nie tylko z władzami miasta, ale też ze środowiskami powstańczymi. W nowym budynku zaplanowali prezentacje multimedialne nawiązujące do historii tego miejsca. Pasaż Simonsa w trakcie wojny bombardowany był dwukrotnie, raz w we wrześniu 1939 roku, drugi raz w trakcie Powstania Warszawskiego. Pod gruzami zginęło ponad 200 osób, głównie żołnierzy batalionu Chrobry.
logo
Wizualizacja budynku, jaki planowano postawić na działce u zbiegu ulic Długiej i Bohaterów Getta Materiały Serenus
Rozmowy dotyczące zamiany rozpoczęto w 2009 roku. Przez osiem lat do zamiany nie doszło, od roku temat jakby nie istniał. A teatr wciąż działa, choć nikt nie jest właściwie w stanie powiedzieć, jakim prawem i na jakiej zasadzie.
W 2014 roku przy Rynku Nowego Miasta rozgościł się teatr Konsekwentny. Tułał się przez lata po całej Warszawie, wystawiał sztuki w Starej Prochowni, Teatrze Staromiejskim, Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki, dawnej fabryce Konesera na warszawskiej Pradze i na deskach Teatru na Woli. W końcu osiadł na Nowym Mieście i zmienił nazwę na Teatr WARSawy.
Teatr rotacyjny
Przy okazji ostatniej przeprowadzki pojawił się pomysł, żeby w lokalu stworzyć teatr rotacyjny. Koncepcja opierała się na założeniu, że scena będzie przyjmować wszystkie warszawskie teatry, które z jakichś powodów nie mogą wystawiać przedstawień w swoim macierzystym miejscu. Przykładem może być Teatr Żydowski, który od pół roku błąka się po mieście. Póki było ciepło, organizowano przedstawienia na… placu Grzybowskim. Dopóki nie powstanie nowa siedziba los teatru zależy jedynie od dobrej woli dyrektorów innych placówek.
Ale Żydowski nie jest jedynym, który mógłby zagościć na jakiś czas na Nowym Mieście. Tylko patrzeć, jak bez dachu nad głową zostanie teatr Baj, który musi opuścić siedzibę na Jagiellońskiej na czas remontu. Ten według zapowiedzi ma potrwać około dwóch lat. Dyrekcja teatru zgłosiła się nawet do dewelopera z prośbą o to, żeby mogli na czas remontu sprowadzić się na Nowe Miasto, ale nie dostali zgody. Już Teatr WARSawy jest tam w tej chwili trochę „na wyrost” i z dobrej woli. Tymczasem już za chwilę powinien się też rozpocząć remont teatru Ateneum. Są już środki na przeprowadzenie prac budowlanych, tylko nie ma sceny zastępczej. Sytuacja staje się absurdalna, wygląda to tak, jakby ktoś z władz miasta chciał scedować na dewelopera odpowiedzialność za politykę kulturalną w stolicy.
W Ratuszu znają problem. – Gdyby to zależało wyłącznie od pani prezydent, to wiem, że sprawa byłaby już załatwiona – twierdzi sekretarz Nowoczesnej z Warszawy Sławomir Potapowicz. – Niestety sprawa utknęła w Radzie Warszawy, która musiała zatwierdzić umowę. A rada nie zatwierdziła. Nikt nie wie dlaczego, a radni nabrali wody w usta. – Niby wszyscy są za zamianą, a jak dochodzi do głosowania, to nie ma komu – twierdzi Potapowicz.
Po prostu temat został zdjęty z obrad rady. Rok temu. I już nigdy więcej nie pojawił się na porządku dziennym – mówi Potapowicz. Nowoczesna nie ma swoich radnych w Warszawie, działacz tej partii interesuje się sprawą „prywatnie”. Pikietuje, listy pisze i pyta, kto stoi za tym, że od od roku nic się wokół nieruchomości na Nowym Mieście nie dzieje.
Na scenie pojawia się nowy gracz
Jak nie wiadomo o co chodzi, to… no chyba każdy zna to powiedzenie – śmieje się osoba związana z Teatrem WARSawy. A inni nasi rozmówcy mówią o plotkach, które krążą na ten temat. Podobno nieruchomością przy ulicy Długiej interesuje się Dembud, jedna ze znanych spółdzielni związanych ze środowiskiem warszawskiej Platformy Obywatelskiej. Plotki potwierdzają się o tyle, że Dembud dostał… prawa zabudowy dla działki przy ulicy Długiej. Udało mu się nawet kupić fragment działki, na którym do niedawna znajdował się mały warsztat samochodowy. – Jak się dowiedzieliśmy, właściciel warsztatu niedługo wcześniej uwłaszczył się na zajmowanym terenie, po czym sprzedał działkę – mówi jeden z naszych rozmówców.
Sprawą Teatru Warsawy powinna się zajmować Komisja Kultury i Promocji Miasta. To jej powinno najbardziej zależeć na utrzymaniu placówki kulturalnej w staromiejskiej części Warszawy. I tak przez jakiś czas było, ale potem zamianą zajęła się Komisja Ładu Przestrzennego. Nasi rozmówcy wskazują, że w obu ważną osobą jest ten sam radny – Lech Jaworski. Tak, ten sam, który wiele lat temu podpisywał się pod dokumentem sprzedaży kina. Działacz Platformy Obywatelskiej, były członek rady nadzorczej TVP, wpływowy polityk PO w Warszawie. Warszawscy radni wyznają anonimowo, że to za jego sprawą już się nie mówi o zamianie nieruchomości. Zamiast tego Rada Miasta przygotowała dokument, z którego wynika, że lokal po dawnym kinie Wars trzeba po prostu kupić.
– Ponieśliśmy duże koszty w związku z działką przy Długiej – mówi osoba związana z Teatrem WARSawy i wylicza koszty projektu budynku, zmian w planie zagospodarowania przestrzennego, wyceny rzeczoznawców. – Nie jesteśmy zainteresowani sprzedażą, bo to nie wróci nam poniesionych kosztów, zarówno tych związanych z nieruchomością na Nowym Mieście, jak i przyszłą inwestycją przy Długiej – dodaje. Co ciekawe, miasto zdaje się tym nie przejmować.
Teatr WARSawy dostał właśnie 3,5 mln dotacji z miasta na prowadzenie działalności. Kwota ta została przyznana na trzy lata i nikt nawet się nie zająknął na temat tego, że teatr właściwie siedzi na walizkach. Urzędnicy optymistycznie założyli, że nikt WARSawy z lokalu nie wyrzuci. – Rzeczywiście podpisaliśmy z najemcą nową umowę o najem na czas nieokreślony – mówi anonimowy rozmówca. – Oznaczyliśmy miesięczny okres wypowiedzenia i jakby sami sobie narzuciliśmy, że przynajmniej do końca marca najemcy umowy nie wypowiemy. Cały czas liczymy na to, że miasto wywiąże się z umowy, ale nie możemy czekać w nieskończoność – dodaje.
Co dalej z WARSawą?
Taki stan rzeczy jest bardzo wygodny dla miasta – komentuje sprawę Grzegorz Gruchalski, działacz społeczny, lider Warszawskiego Forum Samorządowego, zaangażowany w obronę teatru. – Na mapie kulturalnej Warszawy jest placówka, którą można się pochwalić, a koszty jej utrzymania w większej części ponosi właściciel lokalu, który w żaden sposób nie jest związany z miastem i tylko z dobrej woli zgadza się je ponosić. Ale przecież nie musi być zainteresowany mecenatem, więc los WARSawy wisi na włosku. Trochę przykre, że transparentne sprawy procedowane są wiele lat, a te szemrane kilka tygodni – tłumaczy Gruchalski.
– Odgrzebaliśmy to miejsce z gruzów cztery lata temu. Wszystko było w strasznym stanie, wszystkie remonty przeprowadziliśmy z własnych środków – tłumaczy Adam Sajnuk, dyrektor teatru. Trudno powiedzieć, jakie będą dalsze losy placówki, ale dyrektor jest pełen czarnych myśli. Jak przyznaje, nie ma już sił starać się o nową lokalizację, prędzej zamknie teatr.

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl