W serialu Alternatywy 4, gospodarz domu Stanisław Anioł razem z żoną Mieczysławą kontrolowali korespondencję mieszkańców. Nigdy ich nie przyłapano.
W serialu Alternatywy 4, gospodarz domu Stanisław Anioł razem z żoną Mieczysławą kontrolowali korespondencję mieszkańców. Nigdy ich nie przyłapano. screen: Youtube.com

Tajemnica korespondencji to kwestia drażliwa chyba dla każdego. Mamy prawo do swojej prywatności i kropka. Odpowiedni zapis znajduje się nawet w Konstytucji. Jeśli ktoś naruszy naszą tajemnicę, może iść siedzieć. Nawet na dwa lata. Czyli możemy czuć się bezpieczni pod tym względem np. w miejscu pracy? No, nie do końca.

REKLAMA

Bogdan Bărbulescu, obywatel Rumunii, wykorzystywał służbowe konto na komunikatorze internetowym do kontaktów z bratem i narzeczoną. Zapytany o to przez pracodawcę - zaprzeczył. Szef pokazał wydruki z kilku dni, udowodnił wpadkę i wywalił na bruk, argumentując, że używał internetu niezgodnie z wewnętrznym regulaminem firmy.

Poczta elektroniczna... Bărbulescu zdenerwowany i rozgoryczony, że pracodawca go szpiegował, zgłosił się do sądu pracy. I przegrał. Poskarżył się Europejskiemu Trybunałowi Praw Człowieka w Strasburgu i... znowu przegrał. Trybunał uznał, że nie nastąpiło naruszenie prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego ani nie naruszono tajemnicy korespondencji.

Zdaniem sędziów ze Strasburga, pracownik może oczywiście oczekiwać uszanowania prywatności, a pracownik powinien być uprzedzony o jej naruszeniu. Jednak nie ma co oczekiwać poszanowania tajemnicy korespondencji, gdy pracownik korzysta ze służbowego sprzętu, a używanie komputerów w celach prywatnych jest niezgodne z wewnętrznym regulaminem. No i pozamiatane.

– Korzystając ze służbowej poczty, pracownik przestaje być osobą prywatną, a staje się przedstawicielem firmy – podkreśla radca prawny Witold Walkowski z kancelarii Walkowski i Kuczera Adwokaci i Radcowie Prawni. – Wersja optymalna byłaby taka, że pracodawca informuje oficjalnie, o kontrolowaniu poczty, a pracownik podpisuje dokument, że o tym wie. Ale życie nie jest optymalne i musimy się liczyć z możliwością, że nasz służbowy mail jest sprawdzany – przyznaje Walkowski.

Poczta tradycyjna... Tu, przynajmniej teoretycznie, sprawa jest inna. Nasza paczka, naszą świętością. Jeśli np. zamawiamy do pracy przesyłkę, która jest wyraźnie opisana i skierowana do konkretnego odbiorcy. – Jej otwarcie to naruszenie prywatności i nastąpić nie powinno – przekonuje Walkowski. Przyznaje jednak, że życiowa praktyka rozmija się z literą prawa i to nawet choćby w kancelariach prawnych. – Korespondencja, której charakter wskazuje, na to, że jest służbowa zwykle jest przed rozniesieniem otwierana – mówi radca.

Burza w Trybunale Konstytucyjnym Jak ustalił "Dziennika Gazeta Prawna", cała korespondencja przychodząca do TK, zanim trafi do rąk odbiorców, ląduje na biurku Mariusza Muszyńskiego, najbliższego człowieka nowej prezes Julii Przyłębskiej.

Wojciech Muszyński – to on otrzymał od prezes Przyłębskiej specjalne uprawnienia w sprawie korespondencji w TK.
Wojciech Muszyński – to on otrzymał od prezes Przyłębskiej specjalne uprawnienia w sprawie korespondencji w TK. Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca twierdzą prawnicy, tyle że sam Muszyński poinformował o tym fakcie pracowników Trybunału w specjalnym mailu. Jak ustalił "Newsweek" napisał w nim, że: "Cała korespondencja przychodząca do TK jest korespondencją urzędową i jest otwierana przez pracownika kancelarii (…). Jeśli ktoś z Państwa korzysta z adresu Trybunału dla odbioru korespondencji prywatnej (na co można się grzecznościowo zgodzić), musi uwzględniać powyższy fakt i możliwe konsekwencje w postaci otwarcia takiej korespondencji".

A co jeśli tylko podejrzewamy, że pracodawca nas kontroluje? No cóż, można iść na policję. W przypadku udowodnienia, że nasza korespondencja jest kontrolowana, szefowi grozi odpowiedzialność karna. Ale najlepiej zrezygnować z używania służbowego maila do celów prywatnych. A paczki odbierać w domu. Wtedy grozi nam jedynie kontrola ze strony najbliższych. No, ale to już bardziej kwestia wzajemnego zaufania.

Napisz do autora: przemyslaw.penconek@natemat.pl