
Już o tym zapomnieliśmy, choć moment, gdy Jerzy Buzek – jako pierwszy i jedyny dotąd Polak – został szefem Parlamentu Europejskiego był wielkim momentem chwały, a nawet politycznej jedności polskiego narodu, nie mówiąc o prestiżu. Wszyscy go popierali, była akcja lobbowania, szukania sojuszników. I choć Buzek startował z list PO, PiS też stanął za nim murem. Był rok 2009 i wszyscy czuli, jak ważna to chwila dla Polski. "Nasze głosy ma" – ogłosił wtedy Jarosław Kaczyński. Dziś zabrzmiałoby to pewnie: "Naszych głosów nie ma". Aż trudno uwierzyć, że tak to się zmieniło.
Przypomnijmy tamte wybory na szefa Parlamentu Europejskiego. Była połowa 2009 roku. To sam Jarosław Kaczyński wezwał wtedy PO do szybkiego zgłoszenia kandydatury Buzka. – Powinien być zgłoszony. Trzeba przejść do wyraźnej ofensywy. Nasze głosy ma – pośpieszał Platformę. Mówił też, że będzie namawiał brytyjskich konserwatystów i Czechów z ODS do głosowania na Polaka.
"Nie będzie dwóch głosów w tej sprawie. Byłoby niedobrze, gdyby tutaj był jakikolwiek dysonans. Nie będzie go, i z mojego punktu widzenia jest to wsparcie prezydenta, i to duże". Czytaj więcej
Dziś wydaje się to zaskakujące? – Wybór Jerzego Buzka był docenieniem dorobku politycznego całej Europy Środkowo-Wschodniej. Wtedy nie było żadnego konfliktu. Było oczywiste, że wszyscy poprą Buzka, był wspólny interes polityczny. Dziś PiS realizuje swój interes. I dla tej swojej polityki nie próbuje szukać partnerów ani w Polsce, ani w Europie – mówi w rozmowie z naTemat poseł PO Sławomir Nitras. Wtedy, w 2009 roku, był europosłem i doskonale pamięta silne wsparcie dla Buzka.
Żeby nie było za różowo. Internauci różnie komentowali tamto wsparcie PiS dla Buzka. "Wszyscy na wyścigi deklarują poparcie jego kandydatury na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, a jednocześnie atakują PO, że nie zgłosiła oficjalnie jego kandydatury. To jest perfidna taktyka mająca uzmysłowić wyborcom, że jeśli Buzek zostanie wybrany to dzięki naciskom PiS i dzięki jego poparciu" – pisał jeden z nich. Również Grzegorz Schetyna mówił, że Buzkowi może zaszkodzić wsparcie ze strony prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
" Po tym, jak z satysfakcją prezydent opisywał szanse Sikorskiego na stanowisko sekretarza generalnego NATO i porównywał je do swoich występów na olimpiadzie w Londynie w skoku wzwyż, uważam, że w sposób stonowany i spokojny będziemy promować kandydaturę Jerzego Buzka". Czytaj więcej
Teoretycznie Lech Kaczyński mógł mieć nawet osobiste podstawy do niechęci wobec Buzka. Kilka lat wcześniej był ministrem sprawiedliwości w jego rządzie i został przez niego odwołany, gdyż – jako podano – "wypowiedzi i zachowania ministra Lecha Kaczyńskiego nie dają się pogodzić z jego pracą na stanowisku ministra sprawiedliwości w kierowanym przez niego [Buzka]rządzie".
Napisz do autorki: katarzyna.zuchowicz@natemat.pl
