
W ZUS-ie też są ludzie pany i przejrzeli na oczy. Niedawno okazało się, że nie opłaca się karać polskich "biedaprzedsiębiorców" za spóźnienie i błędy w składaniu deklaracji do ZUS. Powód? Mandaty nie tylko nie przynoszą efektów, ale koszty obsługi pism ściągania należności itd, są trzy-, czterokrotnie wyższe wyższe od nominalnych kar.
Do tej pory było tak: jeśli przedsiębiorca spóźnił się ze złożeniem deklaracji o składkach emerytalnych za zatrudnionych pracowników i siebie, ZUS nie ścigał go i nakładał odsetki karne. To jednak nie wszystko, wychowawczo, prewencyjnie dla odstraszenia innych nakładał opłatę dodatkową w wysokości około 100 złotych. To samo w przypadku popełnienia błędu w deklaracji. Do wyboru jest przecież multum druczków: ZUS ZUA, imienny raport miesięczny ZUS RCA, oraz deklaracja rozliczeniowej ZUS DRA. Napiszesz coś nie tak, urzędnik ma zły dzień, i bęc... jesteś biedniejszy o 50 czy 100 złotych.
Grzmocenie po portfelach nie tylko nie przynosiło oczekiwanego efektu, ale jeszcze ZUS dopłacał do interesu. Obsługa imiennych decyzji, ściąganie należności kosztowało zakład trzy-, czterokrotnie krotnie więcej niż nominalna wartość kar. Przy 12 tys. kar rocznie ZUS dopłacał około pół miliona złotych, podaje serwis zus.pox.pl.
Realizacja naliczania i wymierzania dodatkowej opłaty jest bardzo nieefektywna(…) Na przykład zostały wydane 4 172 decyzje wymierzające opłatę dodatkową w stosunku do 1 132 podmiotów, na kwotę 56 053 zł, z czego opłacona została w wyznaczonym terminie kwota 37 692 zł. Do OFE przekazano kwotę 84593 zł, na rzecz 3561 ubezpieczonych, co daje średnią kwotę rekompensaty przypadającą na ubezpieczonego w wysokości 24 zł. Jednocześnie, przeciętny koszt wydania jednej decyzji wyniósł 111 zł, co oznacza, że łączny roczny koszt naliczenia opłaty dodatkowej i wydania decyzji wyniósł blisko 724 053 zł.
Było więc dokładnie tak, jak z najgłupszym podatkiem w Polsce – wprowadzonym przez Tuska i Rostowskiego, bo obrazili się na nieprzychylnych im publicystów i komentatorów.
Sprawa "strat ZUSu" już w ubiegłym roku zainspirowała grupę posłów, którzy zaproponowali w przygotowywanej nowelizacji "Ustawy o ubezpieczeniach społecznych" rewolucyjny zapis, aby w ogóle skończyć z karaniem. Swoją drogą, to świetnie, że nikt nie wpadł na to, aby kary podwyższyć. Za to losy projektu mają dość zabawny przebieg. Ostatnio ustawę poprawiano w 2016 roku. Wtedy posłowie tak szybko głosowali, a prezydent Andrzej Duda, tak szybko podpisał, że nie zdążono wprowadzić jeszcze 12 innych ważnych zmian (historia tutaj) . Nowiuśka ustawa będzie cerowana na najbliższych posiedzenia Rady Ministrów. A potem w koło Macieju posłowie i "prezydent notariusz".
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl
