
Poważni naukowcy, z doktoratami, z habilitacjami, a zrobili coś, w czym specjalizują się zwykłe internetowe trolle. A zrobili to tak, że wprawili w osłupienie cały świat. Bo udowodnili, jak łatwo zaistnieć w świecie nauki z byle bzdurą. – Mam nadzieję, że nasze wyniki sprawią, iż naukowcy będą bardziej uważni – mówi naTemat jeden z autorów badań, dr hab. Emanuel Kulczycki.
Dr hab. Anna O. Szust istniała wyłącznie w internecie. "Narodziła się" w 2015 r. – wówczas powołali ją do życia na niby autorzy tego naukowego śledztwa: dr hab. Piotr Sorokowski z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego, dr hab. Emanuel Kulczycki z Instytutu Filozofii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, dr Agnieszka Sorokowska z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego i dr Katarzyna Pisanski z Instytutów Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego i Uniwersytetu Sussex w Brighton.
Po co to wszystko? By tym śledztwem udowodnić, że na świecie są tysiące naukowych pism, które pobierają opłatę za publikację i to jest ich główne źródło ich zarobku. Naukowcy zaś piszą artykuły w tego rodzaju pismach, bo chcą mieć w swoim dorobku dużą liczbę publikacji. W ten sposób są wyżej punktowani przez uniwersytety. A poza tym ten trolling wykazał, że w wielu redakcjach naukowych pism zasiadają osoby zupełnie niekompetentne. I potem mamy sensacje, że "amerykańscy naukowcy ustalili...".
Gdy zapytałem współautora badań Emanuela Kulczyckiego, czy przy tym trollingu naukowcy bardziej się bawili, czy bardziej byli przerażeni, odpowiedział, że ani to, ani to...
W badaniu ani się nie bawiliśmy, ani nie byliśmy przerażeni. Byliśmy natomiast bardzo poważni i ostrożni – tak powinno być zawsze, kiedy mówimy o praktykach uznawanych za niepożądane. Mam nadzieję, że wyniki naszej pracy sprawią, iż naukowcy będą bardziej uważni, a osoby zarządzające nauką zwrócą na to uwagę. Dobre czasopisma, których nie brakuje, są ostrożne. Inne pewnie dalej będą działały tak, jak teraz.
Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl
