Majstersztyk trollingu. O tym, co zrobiła czwórka polskich naukowców, mówi cały świat
Majstersztyk trollingu. O tym, co zrobiła czwórka polskich naukowców, mówi cały świat Fot. http://filozofia.amu.edu.pl/dr-hab-anna-olga-szust/

Poważni naukowcy, z doktoratami, z habilitacjami, a zrobili coś, w czym specjalizują się zwykłe internetowe trolle. A zrobili to tak, że wprawili w osłupienie cały świat. Bo udowodnili, jak łatwo zaistnieć w świecie nauki z byle bzdurą. – Mam nadzieję, że nasze wyniki sprawią, iż naukowcy będą bardziej uważni – mówi naTemat jeden z autorów badań, dr hab. Emanuel Kulczycki.

REKLAMA
Czworo polskich naukowców stworzyło fikcyjną ekspertkę. Już same dane nieprawdziwej badaczki powinny dać do myślenia, że coś jest nie tak: Anna O. Szust. Ale na tej podstawie podejrzeń, że jest to oszustwo, mogli nabrać tylko znający język polski. Tymczasem większość naukowcy pism, do których zgłosiła się dr hab. Anna O. Szust, to zagraniczne periodyki. Ile się ich nabrało? O wiele za dużo.
Wirtualna uczona
Dr hab. Anna O. Szust istniała wyłącznie w internecie. "Narodziła się" w 2015 r. – wówczas powołali ją do życia na niby autorzy tego naukowego śledztwa: dr hab. Piotr Sorokowski z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego, dr hab. Emanuel Kulczycki z Instytutu Filozofii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, dr Agnieszka Sorokowska z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego i dr Katarzyna Pisanski z Instytutów Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego i Uniwersytetu Sussex w Brighton.
Fotografię Anny O. Szust naukowcy kupili w banku zdjęć. Założyli jej konto na Gmailu, Twitterze oraz na portalu społecznościowym dla naukowców Academia.edu. Anna O. Szust miała też wizytówkę na stronie poznańskiego Uniwersytetu (tu wykłada dr Kulczycki), gdzie zamieścili jej "niby" osiągnięcia naukowe: udział w czterech konferencjach naukowych, jedna monografia, parę rozdziałów w jakichś pracach zbiorowych. Generalnie – na pierwszy rzut oka widać, że za mało jak na osobę z doktoratem i habilitacją. A gdyby ktoś sprawdził tytuły tych publikacji, to szybko by się zorientował, że one nie istnieją. Ale kto by sprawdzał...
logo
Jedna monografia, parę rozdziałów w pracach zbiorowych – oto "dorobek"dr hab. Anny O. Szust. Fot. http://filozofia.amu.edu.pl/dr-hab-anna-olga-szust/
Wstydliwy sekret nauki
Po co to wszystko? By tym śledztwem udowodnić, że na świecie są tysiące naukowych pism, które pobierają opłatę za publikację i to jest ich główne źródło ich zarobku. Naukowcy zaś piszą artykuły w tego rodzaju pismach, bo chcą mieć w swoim dorobku dużą liczbę publikacji. W ten sposób są wyżej punktowani przez uniwersytety. A poza tym ten trolling wykazał, że w wielu redakcjach naukowych pism zasiadają osoby zupełnie niekompetentne. I potem mamy sensacje, że "amerykańscy naukowcy ustalili...".
Polscy naukowcy wysłali 360 e-maili do różnych czasopism naukowych. Oczywiście – jako Anna O. Szust. Adresatów dobrano bardzo skrupulatnie. 120 z tych maili trafiło do czasopism z indeksu Journal Citation Report uznawanych za pisma najwyższej jakości; 120 do periodyków z bazy DOAJ stworzonej przez uniwersytet w szwedzkim Lund, do których dostęp jest otwarty i kolejnych 120 do czasopism z tzw. listy Bealla, o której raczej było wiadomo, że są na niej pisma naukowe, których głównym celem jest zarabianie pieniędzy, jakość badań jest zdecydowanie na dalszym planie.
Nadeszło 55 odpowiedzi. Pocieszające jest to, że żadne z pism z prestiżowego indeksu JCR nie przyjęło Anny O. Szust; z pism z bazy DOAJ przyszło 8 pozytywnych odpowiedzi, a z listy Bealla aż 40. Czasem już po paru godzinach od wysłania maila padała propozycja objęcia funkcji redaktora naczelnego takiego pisma i oferta podziału zysków (60 proc. dla pisma, reszta dla fikcyjnej pani doktor). I nikt nawet nie próbował się kontaktować uniwersytetem w Poznaniu, aby sprawdzić, kim jest Anna O. Szust (i czy w ogóle jest). Mało tego – do pani O. Szust zgłosiło się parę redakcji naukowych, do których autorzy eksperymentu nawet nie wysyłali żadnego maila! Dość zaskakujące i przerażające...
Trolling eksperymentalny
Gdy zapytałem współautora badań Emanuela Kulczyckiego, czy przy tym trollingu naukowcy bardziej się bawili, czy bardziej byli przerażeni, odpowiedział, że ani to, ani to...
dr hab. Emanuel Kulczycki
Instytut Filozofii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu

W badaniu ani się nie bawiliśmy, ani nie byliśmy przerażeni. Byliśmy natomiast bardzo poważni i ostrożni – tak powinno być zawsze, kiedy mówimy o praktykach uznawanych za niepożądane. Mam nadzieję, że wyniki naszej pracy sprawią, iż naukowcy będą bardziej uważni, a osoby zarządzające nauką zwrócą na to uwagę. Dobre czasopisma, których nie brakuje, są ostrożne. Inne pewnie dalej będą działały tak, jak teraz.

I nauka z tych badań płynie dla samych naukowców – że powinni odpuścić sobie gonitwę za punktami i publikować gdzie się da i ile się da. – My jako naukowcy możemy po prostu się od tych gorszych pism odwrócić – uważa dr Kulczycki.
Naukowcy uspokajają, że publikacje, jakie oferowała Anna O. Szust szczęśliwie nie były stekiem bzdur – były to prace napisane przez studentów pod kierunkiem jednego ze współautorów badań. Choć gdyby były w tych pracach kompletne idiotyzmy, można podejrzewać, że też nikt by tego nie sprawdzał.
Które dokładnie tytułu naukowe nabrały się na Annę O. Szust – tego polscy naukowcy ujawniać nie chcą. Przede wszystkim dlatego, że owe pisma o niskiej reputacji bardzo często mają nazwy łudząco podobne do czasopism prestiżowych.

Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl