
Akademia Noblowska odetchnęła z ulgą – Bob Dylan w końcu przyjął przyznaną mu pół roku wcześniej nagrodę. Stało się to podczas prywatnej ceremonii w Sztokholmie - artysta wróci stamtąd z medalem, choć bez pieniędzy. Żeby je dostać, musi wygłosić wykład.
REKLAMA
Sara Danius, sekretarz Akademii, opisała ceremonię na swoim blogu. "Panował świetny nastrój. Wypiliśmy szampana. Potem było przyglądanie się z bliska złotemu medalowi" – czytamy. Dylan znalazł czas na to tylko dlatego, że akurat koncertuje w Szwecji.
Wspólne picie szampana i podziwianie medalu mogło dopełnić wręczenie nagrody pieniężnej. Chodzi o sumę 8 mln koron (ponad 830 tys. euro), która zasili konto artysty pod jednym warunkiem. – Odczyt laureata musi się odbyć w terminie do 10 czerwca, jeśli wypłata pieniędzy ma dojść do skutku – mówiła niedawno Danius. Z drugiej strony akademia "ma powody myśleć, iż nagrana wersja odczytu trafi do niej w późniejszym terminie".
Dylan jest pierwszym wyróżnionym Noblem pieśniarzem, nagroda literacka jak dotąd trafiała do takich autorów jak Ernest Hemingway, Thomas Mann, Albert Camus czy Gabriel Garcia Marquez. Dylana zapamięta się jednak nie tylko z tego powodu. Przez 2 tygodnie od ogłoszenia laureatówmilczał jak zaklęty – nie odbierał telefonu i nie odpisywał na wiadomości.
Dylan jest pierwszym wyróżnionym Noblem pieśniarzem, nagroda literacka jak dotąd trafiała do takich autorów jak Ernest Hemingway, Thomas Mann, Albert Camus czy Gabriel Garcia Marquez. Dylana zapamięta się jednak nie tylko z tego powodu. Przez 2 tygodnie od ogłoszenia laureatówmilczał jak zaklęty – nie odbierał telefonu i nie odpisywał na wiadomości.
źródło: theguardian.com
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
