Premier Beata Szydło "uważa, że Bartłomiej Misiewicz nie ma kompetencji, aby zajmować stanowiska i funkcje, na które dotychczas był powoływany". Dlaczego przez prawie dwa lata wspierała jego zaskakującą karierę?
Premier Beata Szydło "uważa, że Bartłomiej Misiewicz nie ma kompetencji, aby zajmować stanowiska i funkcje, na które dotychczas był powoływany". Dlaczego przez prawie dwa lata wspierała jego zaskakującą karierę? Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Prawo i Sprawiedliwość eskalowało sprawę Bartłomieja Misiewicza, by w ten sposób wreszcie pozbyć się kłopotów wizerunkowych, które ten 27-letni pupil Antoniego Macierewicza sprowadzał na partię rządzącą. Jednak natychmiast kierownictwo PiS weszło na najlepszą drogę ku temu, by... skompromitować się tłumaczeniami w jego sprawie. Najpierw partyjna komisja oznajmiła, że dopiero po latach w PiS zorientowano się, iż Misiewicz nie miał żadnych kwalifikacji, a teraz podobnie kuriozalne tłumaczenia nadeszły z Kancelarii Premiera.

REKLAMA
– Premier Beata Szydło również uważa, że Bartłomiej Misiewicz nie ma kompetencji, aby zajmować stanowiska i funkcje, na które dotychczas był powoływany. Premier uważa i wielokrotnie to podnosiła, iż Misiewicz nie może nadal być zatrudniony w MON, ani żadnej instytucji, która podlega rządowi – stwierdził w czwartkowe popołudnie rzecznik rządu Rafał Bochenek. Jego krótki briefing miał chyba pomóc w kłopotach wizerunkowych rządu, a tylko mocno je pogłębił. Bo wyglądało na to, że politycy Prawa i Sprawiedliwości z premier Beatą Szydło na czele uważają Polaków za głupców.
Przypomnijmy, że Bartłomiej Misiewicz był w PiS od lat. Już jako nastolatek zaczynał partyjną karierę u boku wiceprezesa tej partii Antoniego Macierewicza i zdobywał przychylność we frakcji, nad którą kontrolę sprawuje o. Tadeusz Rydzyk. Został nawet wprowadzony do rady politycznej PiS. Nikt z najważniejszych osób w ekipie "dobrej zmiany" nie mógł więc nie wiedzieć, co to za człowiek. Od kiedy Bartłomiej Misiewicz stał się jednym z najważniejszych beneficjentów zmiany władzy i zaczął zajmować eksponowane stanowiska w spółkach Skarbu Państwa i strukturach rządowych, wiedza o jego kompetencjach stała się już powszechnie znana.
Tymczasem teraz politycy PiS zachowują się tak, jakby dopiero dziś dowiedzieli się, że to 27-latek bez studiów, który przed zajęciem stanowiska rzecznika prasowego Ministerstwa Obrony Narodowej za największe dokonanie zawodowe mógł uznać pracę na zapleczu prowincjonalnej apteki. Tak kuriozalne tłumaczenie wcześniej usłyszeliśmy przecież także z ust Joachima Brudzińskiego. – Komisja negatywnie oceniła postawę Bartłomieja Misiewicza. Nie ma on kwalifikacji do pełnienia funkcji w administracji publicznej – oświadczył wiceprezes PiS na konferencji podsumowującej prace partyjnego organu powołanego ds. wyjaśnienia kariery prawej ręki Antoniego Macierewicza.