
Niezwykłe emocje wśród opinii publicznej wywołało krótkie nagranie z obchodów 7. rocznicy katastrofy smoleńskiej, na którym widać, że pełniąca funkcję premiera Beata Szydło dosłownie jest na każde skinienie Jarosława Kaczyńskiego. Kiedy na te sceny spojrzy się jednak dokładniej, wyjątkowo wymowne są też wydarzenia drugiego planu. Szczególnie mina szefa MSWiA Mariusza Błaszczaka, który wyraźnie posmutniał, gdy okazało się, że to nie jego przywołuje prezes PiS.
REKLAMA
Beata Szydło kiedyś może się wreszcie wkurzyć. Joachim Brudziński ma zakusy na przejęcie władzy w partii. Antoni Macierewicz jest nieprzewidywalny, a Mariusz Kamiński od służb wie zbyt wiele. A tymczasem Mariusz Błaszczak... Tak, to najwierniejszy człowiek w najbliższym otoczeniu Jarosława Kaczyńskiego. Jego rzeczywista pozycja i zachowanie względem lidera Prawa i Sprawiedliwości naprawdę nie różni się zbyt mocno od tego, jak przedstawiany jest w "Uchu prezesa".
Dlatego wielkim błędem było, że na słynnym już nagraniu z obchodów 7. rocznicy katastrofy smoleńskiej wszyscy zwróciliśmy uwagę tylko na przywołaną jednym skinieniem prezesa Kaczyńskiego premier Beatę Szydło. Bo smutniejąca na ten widok, pełna zazdrości mina ministra spraw wewnętrznych i administracji równie wiele mówiła o tym, jak wygląda dziś sytuacja na szczytach władzy. Rzućcie okiem na tę scenę jeszcze raz:
Przypomnijmy, iż o powodach oddania Mariusza Błaszczaka dla Jarosława Kaczyńskiego w jednym z ostatnich wywiadów mówił były premier rządu PiS w latach 2005-2006 Kazimierz Marcinkiewicz. – Zakon Porozumienia Centrum, karierę zawdzięczają wyłącznie Kaczyńskiemu. Nie mają talentów, ani zawodów. Nieważne, jakie mają poglądy. Bez Kaczyńskiego ich nie ma – stwierdził w rozmowie z Dominiką Wielowieyską i Adamem Michnikiem z "Gazety Wyborczej".