
Pracownicy jednego ze sklepów sieci Lidl tak się śpieszyli do domów na święta, że zapomnieli zamknąć drzwi do sklepu. I pewnie nikt by tego nie zauważył, gdyby nie ulewny deszcz.
REKLAMA
Sklep powinien być zamknięty i na pierwszy rzut oka takim był. Zgaszone światła, pusty parking, nic nie wskazywało na to, że można wejść do środka. A jednak. Przekonali się o tym przypadkowi przechodnie, którzy przed ulewą zapragnęli schować się pod daszkiem nad wejściem do sklepu.
I wtedy okazało się, że Lidl, choć nie było w nim żadnego pracownika, sam wita ich, otwierając automatyczne drzwi na oścież. Można było wynieść nie tylko świąteczne wędliny i sery, ale dosłownie wszystko, razem z lodówkami. Wprawdzie mówi się, że okazja czyni złodzieja, ale w tym wypadku ci, którzy mieli okazję na darmowe zakupy, stanęli na wysokości zadania i wezwali policję.
źródło: poscigi.pl
AKTUALIZACJA
O tym, jak po świętach Lidl wyjaśnia całą tę sytuację, piszemy tutaj.
