
Ochroniarz w bloku – dobry, ale wścibski wujek. "Zagląda pod kołdrę" i doskonale wie, co dzieje się za drzwiami niejednego domostwa. Dla niektórych łagodny anioł ułatwiający życie, dla innych – ciekawski diabeł.
Pan Staszek, ochroniarz jednego z ursynowskich bloków, zaczepia Olgę, dziennikarkę, kiedy tylko nadarzy się ku temu okazja.
Nieważne, czy wracam z pracy, imprezy, urlopu. Koniecznie musi zamienić ze mną kilka słów o polityce i próbować wypytać mnie o tajemnice gwiazd TVN. Na przykład docieka, czy Anita Werner naprawdę jest wysoka albo czy prawdą jest, że Magda Gessler była z Adamczykiem.
Wie, kto ma dziecko, kogo nie ma nocami
Bartosz ma w bloku trzech ochroniarzy. Ale osobistą relacje ma z dwoma. Wszystko zaczęło się od tego, że pozwolili mu parkować w podziemnym parkingu na kilku miejscach, które i tak zawsze są wolne. – Czasami nawet sam nie potrzebuję, a wychodzą z inicjatywą i wpuszczają – opowiada. W zamian Bartosz podrzuca im co jakiś czas czekoladę, piwo albo mały upominek na święta. Zdarza się, że mijając budkę ochrony zachodzi, żeby się przywitać lub wymienia się ze stróżującymi uśmiechami.
Wieczorami, gdy jest spokojniejsza chwila, trochę pogadamy. Dużo lepiej mieć taką życzliwą twarz, która może pomóc, czy to w w odbiorze przesyłki, czy czymkolwiek innym. Niedługo zmieniam miejsce zamieszkania i zupełnie szczerze nie wyobrażam sobie mieć na ochronie osoby, którą będzie się mijać bez słowa.
Wie, kto choruje na serce
Pan Sławek o mieszkańcach bloku wie dosłownie wszystko. To od niego Katarzyna dowiedziała się, że przed szczytem NATO ich mieszkanie odwiedziła policja, czy że był odczyt liczników, listonosz. – Donosi o wszystkim jeszcze zanim zobaczę kartkę w drzwiach – zaznacza. Przed parapetówką to właśnie pan Sławek uświadomił Katarzynę i jej chłopaka, komu szczególnie hałas może przeszkadzać.
Po prostu powiedział mi, kto jest chory na serce, z założeniem, że takiemu bardziej przeszkadza hałas. Pan Sławek wie, jak się nazywa kot sąsiadki i ile kotów miała przed nim: jeden wyskoczył przez balkon, drugi wyszedł i nie wrócił, więc ten obecny chodzi tylko po klatce.
Wie, że to obrotna dziewczyna, a tamta zarabia grosze
Pan Stanisław do najmłodszych już nie należy. To siwy, zarośnięty dziadek, z długą brodą i rozbrajającym uśmiechem. Jest wątły, chudy i ma niedowład prawej ręki. To pozostałość po wypadku. Ale najczęściej powtarza jedno zdanie "Życie jest piękne" i prosi, by się za niego wyspać. Stanisław jest ochroniarzem w dużym bloku z płyty, który dumnie stoi w centrum Warszawy. Na co dzień przesiaduje w małej budce – stróżówce, która znajduje się przed budynkiem. Kiedy Ania wprowadziła się do bloku, to od razu pan Stanisław wiedział, że ta panienka jest nową lokatorką. Zagadywał, wypytywał, zapamiętywał.
Zawsze uprzejmy, nigdy nie widziałam go zdenerwowanego. Nawet, gdy źle się czuje, zagada i pożyczy "zdrówka". Dzięki tej uprzejmości ludzie mu ufają i dużo mówią o sobie - a on potem wie, że ten biedny Żyd z piętra któregoś tam ma stwardnienie rozsiane, a taki chłopak fajny
