Prezydent Andrzej Duda przekonywał, że "wiedział, gdzie przychodzi", ale jasno dał do zrozumienia, że jego obecna pozycja konstytucyjna raczej mu nie odpowiada.
Prezydent Andrzej Duda przekonywał, że "wiedział, gdzie przychodzi", ale jasno dał do zrozumienia, że jego obecna pozycja konstytucyjna raczej mu nie odpowiada. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

– Nie mam poczucia jakichkolwiek spętanych rąk. Wiedziałem, gdzie przychodzę – powiedział prezydent Andrzej Duda w wywiadzie udzielonym w piątek radiostacji RDC i portalowi 300polityka.pl. I ta rozmowa zdawała się świetnie tłumaczyć jego obecne podejście do prezydentury, oraz motywację do niespodziewanej walki o zmianę konstytucji.

REKLAMA
W najnowszym wywiadzie głowa państwa narzekała na "pewne mankamenty i niedostatki" w swojej konstytucyjnej pozycji. Jednocześnie Andrzej Duda podkreślił, iż miał świadomość tego, o jaki rodzaj władzy walczył w kampanii prezydenckiej. – Wcześniej przez ponad dwa lata pracowałem u boku prezydenta Lecha Kaczyńskiego i urząd prezydenta jako taki jest mi znany – zaznaczył. Utyskiwał jednak na "mało konkretny" sposób w jaki konstytucja normuje podział kompetencji między organami władzy wykonawczej.
Prezydent ocenił, iż to "niedostatki" dzisiejszej konstytucji, które wynikają z prezydentury Lecha Wałęsy i czasów obowiązywania tzw. małej konstytucji. – To bardziej dojrzali słuchacze to pamiętają, młodzi nie, ale Wałęsa miał takie skłonności, żeby siekierką robić porządek w Rzeczpospolitej. Niektórzy byli tym przestraszeni i zaczęli gwałtowanie ograniczać kompetencje prezydenta w nowej konstytucji, dzielić je. Często w sposób absolutnie dysfunkcyjny, co mogę powiedzieć z doświadczenia prawie dwóch lat piastowania urzędu – stwierdził.
Te "mankamenty" związane z konstytucyjną pozycją prezydenta mogą być więc najważniejszymi motywami, które pchnęły Andrzeja Dudę do zaskakującej deklaracji o konieczności przeprowadzenia referendum w sprawie zmiany konstytucji. – Chciałbym, żeby rodacy m.in. w tej kwestii się wypowiedzieli, jakiego prezydenta chcą. Czy chcą prezydenta, który ma silny urząd, a wybór w wyborach powszechnych ten silny urząd uzasadniania. Czy też chcą, żeby to był bardziej prezydent symboliczny, ceremonialny. Wtedy polski parlament mógłby wybierać prezydenta – tłumaczył Andrzej Duda.