17-letnia Nikola z Olsztyna odebrała sobie życie przez kolegów. "Codziennie dzwonią do nas dzieci, które chcą się zabić"

Na młodzieżowy telefon zaufania codziennie dzwonią dzieci i młodzież, którzy chcą popełnić samobójstwo.
Na młodzieżowy telefon zaufania codziennie dzwonią dzieci i młodzież, którzy chcą popełnić samobójstwo. Fot. Shutterstock
Koledzy nagrali wideo i wrzucili do internetu. Wcześniej, razem z 17-letnią Nikolą, wspólnie bawili się na na imprezie. Tego samego dnia, gdy film pojawił się w sieci, Nikola odebrała sobie życie. Podobno była na nim naga. Podobno na imprezie ktoś dosypał jej czegoś do napoju. Trwa śledztwo, Olsztyn żyje sprawą tak, jak dwa lata temu sprawą 14-letniego Dominika żył Bieżuń i cała Polska. Eksperci biją na alarm. Młodzieżowy telefon zaufania dzwoni non stop. Coraz częściej słyszą, że nastolatkowie chcą się zabić.

Sprawa Nikoli jest wstrząsająca, jak każda tak potwornie niepotrzebna śmierć. 17-latka była uczennicą LO w Olsztynie. Pochodziła z małej miejscowości, kochająca rodzina, siostry, ale nie na wszystko było ich stać. W liceum trafiła w znacznie zamożniejsze środowisko. "Fakt" twierdzi, że chciała im dorównać, bo koledzy dawali jej odczuć, że jest ze wsi.
"Fakt"

"Nie miała drogich ciuchów kupowanych w modnych sklepach. Jej rodziców nie stać było na to, by kupić córce najnowszego smartfona. Nie bywała też na hucznych imprezach w olsztyńskich apartamentowcach, pod które podjeżdżali licealiści drogimi samochodami rodziców". Czytaj więcej

Podobno wtedy Nikola się zmieniła.

Straciła świadomość
Pod koniec kwietnia poszła na urodziny do koleżanki z klasy. Impreza odbyła się w willi na olsztyńskim osiedlu Likusy. Dzień po niej Nikola już nie żyła. Podobno rano obudziła się w innym mieszkaniu, potem ktoś wrzucił kompromitujące ją nagranie do sieci. Jeszcze tego samego dnia znalazła ją siostra.

Portal Olsztyn.com.pl dostał anonim z danymi rówieśników Nikoli, którzy – jak czytamy – przyczynili się do tego, że "straciła świadomość i poddana została kompromitującemu zdarzeniu, które następnie ktoś nagrał". Wszyscy wiemy, jak okrutni potrafią być dziś młodzi ludzie.
– Badamy wszystkie sygnały dotyczące samobójstwa, które do nas docierają. O imprezie, o tym, że coś jej dosypano, o jej problemach. Przesłuchiwana jest rodzina, znajomi, świadkowie. To bardzo delikatna sprawa – mówi nam sierż. Anna Balińska z olsztyńskiej komendy policji. Nie pamięta podobnej sprawy. Dosypywanie czegoś do drinków? – Nie przypominam sobie – mówi.


Przez 8 lat ponad milion połączeń
Lucyna Kicińska z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę mówi, że w takich sytuacjach wcale nie musi chodzić o dosypywanie czegokolwiek. Niekoniecznie musi chodzić o narkotyki czy inne środki. – Wystarczy zwykły alkohol. Młode osoby spożywając go po raz pierwszy, albo dany typ alkoholu po raz pierwszy, nie znają swoich granic. Najczęściej słyszymy, że młoda osoba była na jakieś imprezie, a potem budzi się w dwuznacznej dla siebie sytuacji. Na przykład była z kimś w łóżku albo sama jest w łóżku, ale naga. I nie bardzo wie, co się z nią działo – mówi naTemat.

Od 8 lat pracuje w młodzieżowym telefonie zaufania. To numer 116 111. Prosi by go nagłaśniać, mówić o nim, przekazywać dalej, by dzieci i młodzież wiedziały, że zawsze mogą znaleźć tu pomoc. Nawet nie wyobrażamy sobie, jak potwornie dużo kilkunastoletnich Polaków dzwoni pod ten numer ze swoimi problemami. – Nasz telefon dzwoni non stop. Przez 8 lat odebraliśmy ponad milion połączeń, otrzymaliśmy ponad 40 tysięcy wiadomości online – mówi.
Zapotrzebowanie jest tak ogromne, że często nie sposób się dodzwonić, bo numer ciągle jest zajęty. – Potem niektórzy mówią, że próbują od trzech godzin, że udało się za 3, a czasem za 8 razem. Jeśli się nie udaje, piszą wiadomości online. Nikogo nie zostawimy bez pomocy – mówi. Również wtedy, gdy młody człowiek powie, że chce się zabić i się rozłączy. Fundacja współpracuje z policją, która namierza numer.

– Dzięki naszej interwencji na miejsce błyskawicznie dociera karetka. Nikt nie zostanie bez pomocy czy informacji. Niestety, ani dzieci, ani rodzice, nie wiedzą, że można usunąć z sieci kompromitujące nagrania. Nasi eksperci podpowiedzą, jak to zrobić – słyszę. Z takiej pomocy trzeba korzystać. Wiedzieć, że jest taka możliwość.

Niektórzy nie mogą wydusić z siebie głosu
Wielu rodziców nie ma jednak absolutnie zielonego pojęcia, co dzieje się z ich dziećmi. Przerażający obraz wyłania się z tej naszej rozmowy, włos jeży się na głowie. To nastolatkowie najczęściej w wieku 12-18 lat. Niektórzy nie mogą wydusić z siebie głosu, nie są w stanie się odezwać, czasem zdarzają się głuche telefony. Inni przez kilkadziesiąt minut opowiadają o problemie. Dzwonią kolejny raz.

– W ubiegłym roku mieliśmy ponad 2 tysiące kontaktów od dzieci, które miały myśli samobójcze. To 5,6 telefonów czy wiadomości dziennie. Polskie dzieci mają straszne problemy. Mają obniżone poczucie wartości, towarzyszy im smutek, tysiące się samookalecza, są w permanentnym stresie, poszukują sensu życia. Obserwujemy ogromny wzrost rozmów i wiadomości na temat zdrowia psychicznego. Od ubiegłego roku to najczęstsza przyczyna, dla której dzieci i młodzież do nas dzwonią i piszą – słyszę. (tu pisaliśmy więcej o wzroście samobójstw w Polsce)

Materiały wideo, jak ten w przypadku Nikoli, czy inne kompromitujące zdjęcia, materiały, wcale nie są takie częste. One oznaczają dramat dla młodego człowieka, to najbardziej drastyczne przypadki. Ale do dramatu wystarczą też inne sytuacje.

– Gdy po alkoholu znajdą się w niekomfortowej dla siebie sytuacji, dzwonią do znajomych, żeby zapytać, co się stało, bo nie pamiętają. Ale nikt nie odbiera od nich telefonów. Albo znajomi mówią, że nie chcą z taką osobą rozmawiać, że "tego" się po niej nie spodziewali. Takie telefony otrzymujemy znacznie częściej niż gdy jest podejrzenie dosypania czegoś do napoju. Bardzo często nie ma żadnego materiału wideo, a dziecko i tak nie radzi sobie z taką sytuacją. Bo są plotki, domysły, poczucie utraty kontroli nad tym, co się działo – mówi Lucyna Kicińska.

Ukrywają myśli samobójcze i samookaleczenia
Co robić? Najważniejsze, żeby młody człowiek nie miał poczucia, że jest sam. Eksperci radzą, by zawsze zastanowił się, komu można powiedzieć o problemie. Banalne?

Bardzo często dzieciaki mówią przez telefon, że nie chcą rozmawiać z rodzicami, bo boją się, że nie dostaną od nich wsparcia.
Lucyna Kicińska
Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę

Mają w głowie taką obawę. Nasz telefon to pokazuje. Słyszę to w dziesiątkach tysięcy telefonów. Ukrywają myśli samobójcze i samookaleczenia przed rodzicami, bo boją się, że rodzic ich nie zrozumie, że załamią go, sprawią mu kłopot. Rodzice często reagują słowami: "Po co tam szłaś", "Po co to robiłaś", "Nie rób tego więcej", "A nie mówiłam?". A to moment, by na chwilę porzucić rolę rodzica, nie wychowywać, na to przyjdzie czas. Być dorosłym, który wspiera, pomaga. To jest moment, by docenić, że dziecko w ogóle nam powiedziało.

I jeszcze jedno. Często w mediach, w internecie, gloryfikuje się samobójstwo. Tak było w przypadku Dominika z Bieżunia. Młodzi myślą potem, że to sposób na rozwiązanie ich problemów. A tak nie jest. Tak być nie powinno. Dlatego trzeba im wbijać do głowy, że są ludzie i miejsca, gdzie zawsze znajdą pomoc. Muszą o tym wiedzieć.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...