Mieszkańcy Poznania na próżno wczoraj czekali na patrol policyjny.
Mieszkańcy Poznania na próżno wczoraj czekali na patrol policyjny. Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Uwaga mieszkańcy Poznania, wasze dzieci mogą zostać zabite w tym niebezpiecznym mieście – tymi słowami rozpoczyna się opowieść o zdarzeniu, jakie miały miejsce wczoraj wieczorem. Dwóch mężczyzn biło się na ulicy, a policjanci nie podjęli interwencji.

REKLAMA
Historię opisała na Facebooku Ewa Wójciak, działaczka opozycyjna z czasów pierwszej Solidarności, później dyrektorka Teatru Ósmego dnia w Poznaniu. Przestrzega mieszkańców Poznania, by uważali na ulicy. Jej zdaniem w mieście jest niebezpiecznie, bo była świadkiem sytuacji, gdy policja nie zrobiłą nic, żeby złapać bandytę.
Wójciak opowiada, że mężczyzna przechodzący ulicą obezwładnił łysego napastnika, który bił chłopców. Jeden ze świadków zdarzenia wezwał policję, by zatrzymała agresora.
I... nic się nie stało. Według Wójciak oficer dyżurny obiecał, że wkrótce przyjedzie patrol, ale gdy radiowóz pojawił się w okolicy, to policjanci nie uznali za stosowne zatrzymać się i sprawdzić, co się dzieje. Później policja przestała nawet odbierać telefony na komendzie, a wszyscy świadkowie zdarzenia, jak i sami zainteresowani, zostali pozostawieni samym sobie. W końcu mężczyzna, który stanął w obronie młodych chłopców, został odciągnięty przez swoją dziewczynę, a napastnik wstał, otrzepał ubranie i odszedł spokojnie. Policja się nie pojawiła.
Wójciak zauważa, żeby gdyby ktoś wezwał patrol do zatrzymania jakiejś anarchistki to z pewnością szybko by przyjechali. Ale nie uznali za stosowne zatrzymać łysego bandyty. Czyżby ostatnie wydarzenia we Wrocławiu aż tak sparaliżowały funkcjonariuszy, że teraz boją się własnego cienia, czy to zwykła obojętność?