Premier Luksemburga Xavier Battel i jego mąż Gauthier Destinay.
Premier Luksemburga Xavier Battel i jego mąż Gauthier Destinay. Fot. Facebook/Xavier Battel

Zdjęcie ze szczytu NATO, na którym mąż premiera Luksemburga pozuje z pierwszymi damami, wywołało ogromne poruszenie. W Polsce, w niektórych kręgach, negatywne. Choćby posłanka PiS Krystyna Pawłowicz, która kpi na Facebooku: "Ale przecież facet określający się jako 'mąż' premiera Luksemburga NIE JEST żadną damą". Tymczasem w Luksemburgu – kraju bardzo tradycyjnym, o katolickich korzeniach – nikt nie widzi problemu. Zresztą to, co tam się dzieje wokół Kościoła i chrześcijańskich wartości, w dzisiejszej Polsce nigdy by nie przeszło.

REKLAMA

Dwa katolickie kraje, o bardzo głębokiej tradycji i zupełnie dwa inne światy. Coś, co dziwi nas, tam przechodzi zupełnie bez echa. Coś, co tam uchodzi za normalne, u nas wywołałoby burzę.

Wicepremier też jest gejem Gdy w 2013 roku gej Xavier Bettel został premierem, nie wzbudziło to wielkich emocji, choć nie ma wielu takich szefów rządów w Europie i na świecie. Nawet później w 2015 roku, gdy poślubił swojego wieloletniego partnera, w kraju nie wywołało to żadnych skrajnych opinii. A Xavier Bettel stał się wtedy pierwszym ( do dziś pozostaje jedynym) europejskim premierem, który podczas pełnienia urzędu poślubił osobę tej samej płci.

– W Luksemburgu nie wzbudza to absolutnie żadnych reakcji. Ani pozytywnych, ani negatywnych. Mieszkańcy to bardzo tolerancyjny naród, nie interesuje ich prywatne życie innych, a tym bardziej preferencje seksualne – potwierdza Marcin Wierzbicki – Polak, który w Luksemburgu mieszka już 13 lat.

Jeśli w ogóle pojawiły się jakiekolwiek wypowiedzi w tej sprawie w prasie luksemburskiej – dotyczyły one raczej faktu niewymienienia nazwiska małżonka premiera Bettela w pierwszej wersji podpisu pod kontrowersyjnym zdjeciem opublikowanym na oficjalnej stronie Białego Domu. Ludzi tutaj tematy czyjejś seksualności po prostu nie zajmują, nie wzbudzają w nich żadnej refleksji, to kwestia innej mentalności.

Marcin Wierzbicki

Dodaje, że premier często zabiera swego małżonka w oficjalne podróże i to za granicą może rzucać się w oczy. Niedawno byli na przykład w Watykanie, na audiencji u papieża Franciszka. Ale gejem w obecnej koalicji rządzącej jest też wicepremier Etienne Schneider. Od listopada 2016 roku jest w oficjalnym homoseksualnym związku małżeńskim.

"Jak ja lubię ten nasz zacofany grajdołek" W Polsce nie zabrakło jednak szyderczych komentarzy. "Premier Luksemburga ma męża. Premier Beata Szydlo ma syna księdza. Jak ja lubię ten nasz zacofany, katolicki, normalny i bezpieczny grajdołek" – wiele komentarzy w takim duchu pojawiło się w sieci. "Takie wartości demokracji PO i N chce wprowadzić w Polsce" – za gejów z Luksemburga dostało się również opozycji. Nie mówiąc o słowach jak te, które pojawiły się na Facebooku Krystyny Pawłowicz.

– Jestem zszokowany. Tutaj to nic nowego – dziwi się w rozmowie z nami inny Polak z Luksemburga. W szerszym kontekście może to brzmieć nawet całkiem zabawnie, bo Luksemburg (trochę więcej niż pół miliona mieszkańców) to bardzo katolicki kraj, a przynajmniej z takiej tradycji wyrósł. Wielki Książę Henryk jest gorliwym katolikiem, niemal wszystkie święta państwowe są związane z religią (nawet Wniebowstąpienie jest tu dniem wolnym od pracy), oficjalne Święto Narodowe (23 czerwca), zwane potocznie "urodzinami Wielkiego Księcia", było do tej pory nierozerwalnie związane z ceremonią Te Deum, obchodzoną w każdym kościele w tym kraju.

– Wielkiemu Księciu śpiewano specjalnie w tym celu skomponowane "Domine salvum fac" (odpowiednik brytyjskiego "God save the Queen"). Katolickie tradycje kultywowane są jeszcze do dziś w szkołach, bardzo żywa jest tradycja odpustów (Kiirmes), które dla wielu gmin są nadal największym świętem – słyszę.

Jako ciekawostkę Marcin Wierzbicki podaje książkę o luksemburskich tradycjach i zwyczajach, która niedawno ukazała się w księgarniach. – Jak się jej przyjrzeć, to już w tytule wymieniono kilka zwyczajów, które są związane z religią katolicką. Należy do nich np. Klibberen, wg której w Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę dzieci biegają po wsiach z klekotkami i śpiewają czy raczej wykrzykują krótki związany z tą tradycją wiersz. Według innej – Liichten – w święto Matki Boskiej Gromnicznej dzieci chodzą z lampionami (wykonanymi wcześniej na zajęciach w szkole), zbierają cukierki. To nadal bardzo żywe tradycje – mówi. Choć, paradoksalnie – o czym dalej – w Luksemburgu niedawno postanowiono usunąć religię ze szkół.

Rozdział Kościoła od państwa Bo w tym kraju dzieją się rzeczy, które w katolickiej Polsce byłyby nie do pomyślenia. Pomijając sam fakt wyboru premiera geja, co – według niektórych, mieszkających tu Polaków – jest tylko czubkiem góry lodowej. Tradycje są silne, ale rzeczywistość robi swoje. I wcale nie musi przekładać się na praktykę w postaci np. udziału we mszy św. A nawet może doprowadzić do tego, że tutejsza kultura, wyrosła na tradycjach katolickich, może w ogóle przejść do historii.

Przede wszystkim premier bardzo szybko umożliwił rodakom tej samej płci zawieranie związków małżeńskich, a potem adopcję dzieci przez pary homoseksualne. To były jedne z pierwszych jego decyzji, wcześniej w Luksemburgu było to nie do pomyślenia. Teraz nastąiło praktycznie z pełną akceptacją społeczeństwa, przynajmniej oficjalną, bo protesty w Luksemburgu prawie się nie zdarzają.

Wreszcie postanowił przeprowadzić rozdział Kościoła od państwa i od dwóch lat konsekwentnie wciela swoje decyzje w życie. Jak widzą to zwykli mieszkańcy, państwo przestaje płacić księżom "pensje" i w ogóle finansować Kościół. Wreszcie postanowili usunąć religię ze szkół. Jak słyszę, też bez protestów.

Choć struktura tutejszego Kościoła jest inna niż w Polsce, to i tak można znaleźć wspólny mianownik. Tym bardziej, że kilkanaście lat temu odsetek praktykujących wiernych był tu ogromny. Dziś bywa, że do kościoła w małej miejscowości chodzi po kilka osób.

Do obecnej sytuacji przyczyniają się jednak także sami wierni, których odsetek jeszcze kilkanaście lat temu był tu ogromny (a przynajmniej tak głosiły oficjalne statystyki). W ostatnich latach zauważa się tu jednak odwrót od kościoła co najmniej w aspekcie praktyk religijnych. Choć msze, szczególnie w mniejszych miejscowościach, już od kilku lat zdarzają się rzadziej niż raz w tygodniu (stoi za tym z kolei brak powołań, a więc i niedobór kapłanów), to i tak bywa, że na taką jedną czy dwie w miesiącu msze przychodzi zaledwie po kilka osób.

Marcin Wierzbicki

"Nie wyobrażam sobie takich zmian w Polsce" Choć to katolicki kraj, to czuć mocno, że nie tak jak Polska. Tu już w 2009 roku wybuchła polityczna afera, gdy parlament postanowił przyjąć ustawę o eutanazji, a Wielki Książę – z powodu przekonań religijnych – odmówił złożenia podpisu. Efekt? Zmiany w konstytucji, mniejsze uprawnienia księcia, zgoda na eutanazję. W ten sposób katolicki Luksemburg stał się trzecim krajem UE, który ją zalegalizował.

– W Luksemburgu mają miejsce szalone zmiany. Nie wyobrażam sobie takich Polsce – mówi nam teraz inny z mieszkających tu Polaków. On z kolei zastanawia się, czy to wynik ducha czasów, czy po prostu mieszkańcy głosowali w ostatnich wyborach na Bettela, bo mieli już dość silnych wpływów Kościoła.