Czy dla premier Beaty Szydło najważniejsza jest po prostu internetowa sława? Można mieć takie obawy...
Czy dla premier Beaty Szydło najważniejsza jest po prostu internetowa sława? Można mieć takie obawy... Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Kiedy premier Beata Szydło ni stąd, ni zowąd do debaty nad wotum nieufności wobec Antoniego Macierewicza wplotła swój głośny już występ pt. "Dokąd zmierzasz Europo?", wielu pukało się w głowę i zadawało zgoła inne pytania. Głównie o to, czemu to wszystko miało służyć. Teraz odpowiedź zdaje się dawać rządowy spec od wizerunku Paweł Szefernaker. I z jego słów wynika, że takimi wystąpieniami premier Szydło po prostu chce osiągnąć sławę w internecie.

REKLAMA
Paweł Szerefnaker
sekretarz stanu w Kancelarii Premiera na antenie TVP Info

Nie wygralibyśmy wyborów bez wsparcia w internecie. Będzie dużo więcej anglojęzycznych materiałów w sieci. Od początku kadencji premier nakazała, by powstał anglojęzyczny profil Kancelarii, ale żadne kanały oficjalne nie rozchodzą się tak bardzo, jak oddolne inicjatywy...

W ten sposób Paweł Szefernaker odniósł się m.in. do ostatniego głośnego materiału "Wiadomości", które odtrąbiły sukces Beaty Szydło, gdy jej wezwanie" Europo, powstań z kolan i obudź się z letargu, bo będziesz codziennie opłakiwała swoje dzieci" znalazło poklask u pewnej grupy anglojęzycznych blogerów i użytkowników mediów społecznościowych. Teraz Szefernaker zapowiada więc "więcej anglojęzycznych materiałów w sieci".
"Oddolne inicjatywy"...?
Pytanie tylko, na ile za ostatnimi rzekomymi internetowymi sukcesami Beaty Szydło w ogóle stoją "oddolne inicjatywy", o których w środowy poranek minister mówił na antenie TVP Info. Przypomnijmy bowiem, że Prawo i Sprawiedliwość jest powszechnie uznawane za partię najchętniej korzystającą z usług wyspecjalizowanej grupy trolli. – To jeden z rodzajów aktywności w internecie – przyznawał Paweł Szafernaker w rozmowie z naTemat już podczas kampanii wyborczej Andrzeja Dudy.
We wrześniu 2015 roku obszernie tę sprawę opisywał także Witold Głowacki na łamach dziennika "Polska. The Times". "Internetowa armia PiS jest prawdopodobnie w większości zawodowa lub półzawodowa. Znaczną część jej szeregów zapełniają pracownicy biur poselskich i regionalnych struktur partii. Są też trolle werbowani i opłacani przez co najmniej dwie pracujące dla PiS agencje interaktywne" – dowiadywaliśmy się z jego materiału.