
Męczycie się w tym korku od tylu lat, a nie wiecie co zrobić?– westchnął Eyal Litwin, pochylając się nad mapą Mordoru na Domaniewskiej. – O, tutaj! – wskazał palcem na odkrycie godne Ameryki Kolumba. Wystarczy dobudować kilkaset metrów ulicy Suwak i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawi się sześć nowych wariantów dojazdu na ulicę Domaniewską.
Domaniewska to zakorkowana matnia , w którą niczym śledzie w sieć wpadały samochody białych kołnierzyków, jadących do i z pracy w największym zagłębiu biurowców Warszawy. Stała się symbolem Mordoru na Domaniewskiej – niefajnego miejsca do pracy. Jednocześnie wcześniej na tym problemie poległy najtęższe głowy w urzędach dzielnicy i stołecznego ratusza. "Skąd pieniądze, projekt, trzeba będzie poczekać".
Teraz do akcji wchodzi Eyal Litwin. Szef firmy Adgar Poland, firmy wywodzącej się z Izraela, jest właścicielem i zarządcą budynków biurowych zarówno w Tel Awiwie, jak i na warszawskim Służewcu. Czegóż chce od nieszczęsnego Mordoru? Ano chce zarobić, stawiając w nim kolejny biurowiec. Ale gdyby to zrobił, myśląc tylko o forsie, powiększyłby cierpienia tamtejszych pracowników. Dołożyłby dodatkowy tysiąc dusz powiększając ścisk w tramwajach, ścieżkach rowerowych i korki na ulicach. Tak nie może być.
Sam to przeżył Eyal Litwin sam pracował przez kilka lat w podobnym "mordorze" – Ramat HaHayal to dzielnica biurowa Tel Awiwu. Zna biznes na wylot i wiedział, co robić. Bez lepszej komunikacji kolejni pracodawcy spakowaliby manatki. Około godziny 9 oraz 17 ludzie nie mieszczą się na przystankach tramwajowych, pokonanie kilkusetmetrowej uliczki samochodem zajmuje prawie godzinę, trwa walka o każdy skrawek miejsca do zaparkowania auta.
Niedawno podpisał z miastem Warszawa umowę, że sam dobuduje brakujący fragment ulicy Suwak. Zrobi to, sięgając do własnego portfela i wyciągając niezbędne 5,5 mln złotych.
Eyal Litwin
dyrektor generalny Adgar Poland
Dzięki przedłużeniu ulicy Suwak oraz połączeniu jej z ulicą Cybernetyki kierowcy i rowerzyści zyskają dodatkowe możliwości dojazdu do budynków biurowych i mieszkalnych, co przełoży się na zmniejszenie korków w tym rejonie. Plan wygląda tak:
Warszawski ratusz udostępnił część potrzebnych gruntów, co już okrzyknięto wzorcową umową partnerską. Warto przypomnieć, że cud nastąpił po blisko 20 latach rozwoju tej dzielnicy. Litwin i sympatycy projektu liczyli, że pomysł zachęci innych deweloperów do finansowego wsparcia inwestycji. Przeliczyli się. Do projektu dołączyły jak dotąd dwie firmy Trinity One (należący do funduszu Revetas Capital) oraz Starwood. Tymczasem największy z rekinów branży biurowców się nie dołożył. Wstyd.

Więcej życia Litwin dodaje, że chciałby, aby Biznesowy Mokotów zaczął tętnić życiem przez całą dobę, a nie tylko do godz. 18.00 jak to ma miejsce teraz. Uważa, że w dzielnicy powinno powstać więcej terenów zielonych czy placów zabaw, z których mogłyby korzystać mieszkające tu rodziny z dziećmi. – Dużo by się także zmieniło, gdyby zamiast stołówek i kantyn w biurowcach, powstały różnorodne restauracje, a pracownicy Biznesowego Mokotowa i mieszkańcy dzielnicy umawialiby się tutaj po pracy z rodzinami czy przyjaciółmi. To dodatkowo wpłynęłoby na rozładowanie korków w godzinach szczytu komunikacyjnego – mówi dalej.
Fenomenem biurowej dzielnicy jest to, że pustoszeje już w piątek wieczorem. To tu znajduje się jedna z nielicznych kawiarni Starbucks zamknięta w niedzielę. To czas, kiedy w biurach zostają tylko portierzy, dozorcy, operatorzy szlabanów oraz ci, którzy przez korki nie zdążyli wyrobić się z robotą.
