Protestujący w Sądzie Najwyższym krewki zwolennik prawicy chciał odebrać broń policjantowi. Jak na razie usłyszał jednak tylko zarzuty za... zrzucenie czapki funkcjonariuszowi i użycie przemocy w celu zmuszenia go do zaniechania czynności służbowych.
Protestujący w Sądzie Najwyższym krewki zwolennik prawicy chciał odebrać broń policjantowi. Jak na razie usłyszał jednak tylko zarzuty za... zrzucenie czapki funkcjonariuszowi i użycie przemocy w celu zmuszenia go do zaniechania czynności służbowych. Fot. Twitter.com/TomaszSkory

Bezsilność i bezkarność – oto dwa najważniejsze zjawiska, które zdają się towarzyszyć bulwersującym wydarzeniom, do których doszło w środę w Sądzie Najwyższym, gdy jeden z zakłócających posiedzenie zwolenników prawicy próbował wyrwać policjantowi broń. Mężczyzna usłyszał zarzuty, ale... ma odpowiedzieć jedynie za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza i użycie przemocy w celu zmuszenia go do zaniechania czynności służbowych.

REKLAMA
Człowiek, który w Sądzie Najwyższym chciał zdobyć broń, wyrywając ją z kabury policjanta i robił to w świetle kamer, ma więc odpowiedzieć właściwie tylko za to, że wcześniej strącił funkcjonariuszowi czapkę i utrudniał wyprowadzanie prowodyra całych zajść, czyli byłego posła Adama Słomki. Policja okazała się bowiem bezsilna w najpoważniejszej kwestii i nie potrafiła znaleźć podstaw prawnych, które pozwoliłyby uniemożliwić krewkiemu prawicowcowi pozostanie bezkarnym za najbardziej bulwersujący czyn.
Jak wskazywaliśmy w naTemat już wczoraj, od początku funkcjonariusze byli dość pobłażliwi dla mężczyzny, który chciał odebrać broń jednemu z nich. W najgroźniejszym momencie policjant jedynie odepchnął napastnika i szybko powrócił do wyprowadzania Słomki. Kiedy po niego powrócono i również chciano wyprowadzić, policjanci odstąpili nawet od użycia kajdanek, gdy człowiek ten zaczął na nich głośno krzyczeć, a jego towarzysze wznosili okrzyki "Panie Błaszczak, Panie Błaszczak!".
– W USA taka sytuacja, jaka miała dziś miejsce w gmachu Sądu Najwyższego, jest nie do pomyślenia. Tam napastnik, jeśli nie zostałby na miejscu zastrzelony, to natychmiast zostałby rzucony na ziemię i skuty kajdankami. Kolejnym krokiem jest areszt, proces i wyrok skazujący bez taryfy ulgowej – tak te sceny komentował w rozmowie z naTemat wieloletni korespondent polskich mediów w USA Bartosz Węglarczyk.