Tym razem chyba coś poszło nie tak, jeśli chodzi o usługi płatnych trolli
Tym razem chyba coś poszło nie tak, jeśli chodzi o usługi płatnych trolli Fot. flickr.com CC-BY 2.0/ twitter.com/bbudka

Walka polityczna w internecie to żadna nowość, i podobnie jak ta na ekranie telewizorów bardzo często używa się brudnych chwytów. A do tego potrzebni są tzw. internetowe trolle. Nikt z polityków oczywiście nie przyznaje się do współpracy z nimi. Aż do teraz.

REKLAMA
Każdy kto używa Facebooka lub Twittera codziennie spotyka się ze zjawiskiem internetowego trollingu, który bardzo przydaje się w świecie polityki i komunikacji z wyborcami. O tym jak to działa, kto tym zarządza, ile można na tym zarobić i kto na tym korzysta, pisaliśmy w tekście o polskiej internetowej rzeczywistości. Oczywiście żaden z polityków ani speców od PR-u i politycznego marketingu oficjalnie nie przyzna się do korzystania i wynajmowania internetowych trolli i hejterów, ale fakty mówią same za siebie. Trzeba mieć dosyć dużą wiedzę o internecie, mediach i polityce, żeby rozróżnić, co w sieci jest prawdziwe, a co sfabrykowane i opłacone przez partie polityczne (zresztą nie tylko przez nie). Jednak ostatnio to swoiste tabu zostało złamane, a politycy przestali ukrywać, że internetową politykę uprawiają za pomocą trolli.
Już bez ogródek, publicznie i na Twitterze, Jolanta Szczypińska i Dominik Tarczyński przyznali, że kontakty z płatnymi trollami nie są im obce.
Posłanka Szczypińska zdecydowała się "podać dalej" apel o pomoc dla twitterowicza, którego konto zostało zablokowane konto. Jakiś czas później "Zwinna Bobrzyca" zgłasza nowe konto swojemu "szefowi" posłowi Dominikowi Tarczyńskiemu, który ten fakt komentuje w swoim, niejednoznacznym stylu.
logo
twitter.com/D_Tarczynski
Nie wiadomo, czy posłanka Szczypińska miała świadomość tego, że retweetując apel o pomoc "Zwinnej Bobrzycy" ustawia się pod ostrzałem.