
Niemal z przymusu i z wielotygodniowym opóźnieniem dwie największe sieci handlowe rozpoczęły truskawkowy biznes. Kto lubi polskie truskawki, ten wie, że najłatwiej jest kupić je w lokalnych warzywniakach, przy szosie niedaleko pola, na ulicznym starganie. Dlaczego nie w sklepie, dokładniej w dwóch największych sklepach?
Polskie truskawki pojawią się już w najbliższych dniach, na początek w wybranych sklepach, a potem stopniowo w większej liczbie placówek. Aktualnie czekamy na pojawienie się na rynku większej liczby odmian. W przypadku tych produktów szczególnie postawiliśmy na drobnych producentów, wspierając ich wiedzą odnośnie jakości i procedur bezpieczeństwa żywności, aby nie tylko mogli dostarczać nam produkty, ale również rozwijać się i umacniać swoją pozycję rynkową.
Uwarunkowania klimatyczne, a z tym związana również sezonowość, z którą mamy do czynienia nie tylko w Polsce, sprawiają, że asortyment Ryneczku Lidla cały czas się zmienia. Zawsze gdy mamy możliwość współpracy z krajowym dostawcą stawiamy na polskie warzywa i owoce. Truskawki, o których Pan wspomina nabywamy od polskich dostawców w sezonie letnim. W sklepach Lidl dostępne będą dla naszych klientów od lipca aż do października. Naszą strategią jest zapewnienie tego produktu na odpowiednią skalę, wysokiej jakości oraz w atrakcyjnych, niskich cenach.
Brak wystarczająco dużego dostawcy, który zapełniłby półki w kilkuset sklepach tym samym dobrej jakości produktem. Nie ma takiej grupy producenckiej, gotowej kilka miesięcy wcześniej podpisać kontrakt opiewający na warte miliony złotych dostawy. – Truskawki trafiają na giełdę owocowo warzywną w Broniszach, a stamtąd mali dostawcy niczym mrówki rozwożą produkt po sklepach. Taki handelek nie jest w naszym stylu – dodaje. Przeczytajcie, że duże sieci handlowe jak już z kimś wchodzą biznes to grubo i za miliony.
– Plantatorzy wiedzą, że Polak zapłaci każdą cenę za swój ulubiony owocowy przysmak. W tym roku nie chcą zejść z cen. Wolą sprzedawać mniej, ale nie dzieląc się marżą ze sklepem. Wolą się męczyć na ulicznych straganach, sprzedając za gotówkę, bez faktur itd. To czas kiedy muszą zarobić na cały rok – opowiada dalej.
Polityka korporacyjna sieci sklepu rygorystycznie zabrania wyrzucania jakiejkolwiek żywności. Truskawka to produkt, który najlepiej sprzedaje się kiedy jest świeży. W przeszłości okazywało się, że produkt który nie został sprzedany, szybko zamieniał się w błoto. – Zdarzało się, że musieliśmy codziennie wyrzucać towar warty ponad 100 tys. złotych. Było to nie do zaakceptowania dla centrali. Problem nie dotyczy truskawek importowanych, to odmiany twardsze i przystosowane do przechowywania – opowiada menedżer, dodając, że wstydzi się, że na półkach miał produkt z Hiszpanii, kiedy na parkingu pod sklepem były truskawki od chłopa. I te brali klienci. Pisaliśmy o fenomenie – jakikolwiek biznes pod popularnym sklepem to żyła złota.
– W porównaniu do polskiego prawa mamy o wiele bardziej rygorystyczne normy dotyczące pozostałości na owocach środków ochrony roślin. Okazało się, że polscy hodowcy (szczególnie ci więksi) nie wyobrażają sobie uprawy bez zabiegów agrotechnicznych – relacjonuje menedżer.
A kiedy sklepowe badania wypadały niekorzystnie fukali ze złością: "co mi Pan tu gada, bez chemii, to się nie uda uzyskać takich ładnych owoców jak wy chcecie".
