
Dziś szczególny dzień. Jednego dnia w dwóch różnych miejscach w Polsce odbyły się kongresy dwóch najważniejszych według sondaży partii. Politycy rządzącego PiS i opozycyjnej Platformy mówili o Polsce i... o Prawie i Sprawiedliwości.
REKLAMA
Mówiąc językiem sportowym wygląda na to, że Platforma Obywatelska została zepchnięta do narożnika. Brak jej inicjatywy, brak pomysłów jak odnaleźć się w opozycji. Jedyne czym się zajmuje to krytyka obecnej władzy. Nawet jeśli jest słuszna, jeśli jedynym pomysłem na odzyskanie władzy w nadchodzących wyborach ma być straszenie Prawem i Sprawiedliwością, to można zacząć się już bać nie tylko o wynik tych wyborów, ale o losy Polski.
To, że na kongresie PiS kolejni ministrowie występowali i chwalili się dokonaniami, zapowiadali kolejne wielkie pomysły nikogo nie powinno dziwić. Od miesięcy PiS karmi elektorat nachalną propagandą, budując swoją pozycję na obietnicach, zapowiedziach i pozorowanych ruchach. Oprócz tego, że PiS zdemolował Trybunał Konstytucyjny, a z zasady trójpodziału władzy uczynił spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością Zbigniewa Ziobry – niewiele więcej partia Jarosława Kaczyńskiego dokonała. Armia zawodowa jest w rozsypce, WOT wcale nie rośnie tak jakby chciał minister Macierewicz, kornika w Puszczy Białowieskiej wciąż nie udało się wyciąć, a z kilkudziesięciu limuzyn rządowych kilka już nie nadaje się do użycia. Przez jakiś czas rodziło się więcej dzieci niż rok wcześniej, ale nawet to wyhamowało, podobnie jak wpływy do budżetu.
Problem w tym, że Platforma Obywatelska nie robi nic, żeby pokazać, iż ma lepszy pomysł na Polskę. Przez kilka godzin w trakcie kongresu kolejni politycy tej partii wstawali i ... mówili o Prawie i Sprawiedliwości. Najczęściej pojawiały się zapowiedzi postawienia przed sądem szkodników z PiS. Żeby to zrobić trzeba będzie jednak najpierw wygrać wybory. Jak tego dokonać politycy PO na kongresie nie pokazali.
