"Założyłam powstańczą opaskę i poszłam. Nie myślałam, że będę przemawiać". Wanda Traczyk-Stawska broni sądów przed PiS

To była spontaniczna decyzja – Wanda Traczyk-Stawska w rozmowie z naTemat o wystąpieniu na manifestacji pod Sejmem.
To była spontaniczna decyzja – Wanda Traczyk-Stawska w rozmowie z naTemat o wystąpieniu na manifestacji pod Sejmem. Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta
Jej słowa poruszyły protestujących pod Sejmem. Dotarliśmy do Wandy Traczyk-Stawskiej, która przemawiała podczas protestu opozycji w obronie trójpodziału władzy. Jej życiorys mówi wszystko o jej poglądach. – Mam pełną świadomość, jako człowiek stary i doświadczony, że sądy muszą być niezależne – podkreśla w rozmowie z naTemat 90-letnia warszawianka.


– Przepraszam, ale jestem bardzo zmęczona po wczorajszym dniu. Bądź co bądź mam 90 lat. Przede wszystkim fizycznie. Nie byłam przygotowana, że będę przemawiać. Szłam przez wielki tłum. Było strasznie duszno, chociaż ludzie rozstępowali się widząc mnie z powstańczą opaską na ramieniu. Nie spodziewałam się, że będę przemawiać. Gdy jednak pomyślałam, że mogę wesprzeć niezależne sądownictwo, no to poszłam na scenę – zaczęła rozmowę.


Czyli to była pani spontaniczna reakcja. Nikt pani nie zaprosił specjalnie (takie komentarze można przeczytać na prawicowych profilach) pod Sejm?

Tak jest.

Dlaczego? Co panią kierowało?

Przeżyłam dwa powstania (drugie, gdy powstała "Solidarność" – przy. red.). Jestem żołnierzem, wydano mi rozkaz, jeszcze nie wypełniłam go do końca. A decyzja o tym, że chcę powiedzieć... Widzi pan, jestem z oddziału, w którym byli wspaniali ludzie. Nie mogę ścierpieć, jak bardzo są zmartwieni, rozpaczają gdy odchodzą, gdy w nas jest niepokój, że Polska jest skłócona.

Mówiła pani pod Sejmem, że jest pani nawet przerażona. To skłócenie panią przeraża?

To skłócenie, ale przede wszystkim sprawa sądów. Mam pełną świadomość, jako człowiek stary i doświadczony, że sądy muszą być niezależne. Druga sprawa, która dla mnie nie jest do przyjęcia to to, że żołnierze nie mogą być w żadnej partii. A po trzecie...
Nie wiem, czy pan wie, że w Muzeum Wojska jest wystawa o szkole młodszych ochotniczek w Palestynie. Ta wystawa powinna mówić też, że Anders wyprowadził ze Związku Radzieckiego tysiące dzieci, młodzieży i kobiet. Umierały od tyfusu, żółtaczki i głodu. On przechodził przez Iran, Irak i Syrię. Ja w tej szkole zrobiłam małą maturę.


Jak to? Czytałem pani biogram, że walczyła pani w powstaniu i została ciężko ranna na Smolnej...

Trafiłam do niewoli. "Maczki" (I Dywizja Pancerna dowodzona przez gen. Maczka – przyp.red.) wyzwoliły nasz obóz karny w Oberlangen pod Holandią. Oni odesłali nas do Andersa. We Włoszech nie było dla nas miejsca. Anders wysłał nas do szkoły. Niewielka grupa dziewczyn- około 40 dołączyła do szkoły, która liczyła około tysiąca osób.

Dlatego mówiła pani o uchodźcach?

Tam... Wszyscy byli dla nas życzliwi i Arabowie, i Żydzi. A teraz jest taki czas, że oni potrzebują pomocy.

Spodziewała się pani, że pod Sejmem zostanie pani z taką uwagą wysłuchana?

Nie! Ja chciałam tylko powiedzieć, że oczekuję w imieniu moich kolegów, iż będziemy mogli spokojnie odejść, nie martwiąc się o to, że Polska jest zagrożona. Tym razem od wewnątrz. Bo taka jest prawda, że jak dwóch się bije, tam trzeci korzysta.

Nie chce pani dłużej męczyć (w głosie pani Wandy słychać wyczerpanie). Ostatnie pytanie, gdzie będzie pani w rocznicę wybuchu powstania?

Na Cmentarzu Powstańców Warszawskich, gdzie wypełniam rozkaz mojego dowódcy. On wyznaczył plutonowego podchorążego "Sokoła" Andrzeja Koryckiego abyśmy razem odnaleźli ciała naszych kolegów, które zniknęły z miejsc pierwotnego pochówku. Dzięki prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu i Hannie Gronkiewicz-Waltz częściowo wypełniliśmy tę misję. Pani prezydent dała grunt. Wie pan, że tam spoczywa 80 tysięcy ludności cywilnej. Im należy się największy szacunek, bez nich nie moglibyśmy trwać 63 dni. Taka jest prawda o Powstaniu Warszawskim. (przez chwilę zapada cisza). Chcę podkreślić, że trzeba walczyć o niezawisłe sądy i bezpartyjne wojsko. To są dwa podstawowe gwaranty naszej wolności i godności człowieczej.

Jej krew wsiąkała w bruk Smolnej

Wanda Traczyk-Stawska, ps. "Pączek", "Atma" (ur. 7 kwietnia 1927 w Warszawie). Wręczała wyroki skazanym na śmierć przez państwo podziemne. W czasie powstania warszawskiego strzelec i łącznik w Śródmieściu Północnym. 6 września ranna na ul. Smolnej. Po wojnie wróciła do Polski, ukończyła psychologię i pracowała z dziećmi upośledzonymi. Działaczka Społecznego Komitetu ds. Cmentarza Powstańców Warszawy. Czytaj więcej

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

TYLKO W NATEMAT

ELIZA MICHALIK 0 0Przestańcie mówić o “farmie trolli”. Oto, czym naprawdę jest afera w resorcie Ziobry
NOWE INFORMACJE 0 0Tak małżeństwo Szmydt wspólnie mogło niszczyć sędziów na Twitterze

DZIEJE SIĘ

0 0"Lodowiec cofnął się o 2 kilometry". Polak na własne oczy widział, co w Arktyce zrobiła zmiana klimatu
0 0Widać dym z kosmosu. Tak płoną lasy w Amazonii i na Syberii. To NIE JEST lokalny problem
0 0Jak ministerstwo mogło płacić za usługi trolli? Detektyw ujawnia możliwe scenariusze
SONDAŻ 0 0PiS jednak nie jest teflonowe? Tąpnięcie poparcia po wybuchu afery Piebiaka