Duchy straszą w okolicach Mielca? Miejska legenda, która żyje już od wielu lat. Policja dostaje nawet zgłoszenia

Opowieści o duchach najczęściej powracają latem.
Opowieści o duchach najczęściej powracają latem. 123RF
Wakacje z duchami? Ten serial kilkadziesiąt lat temu cieszył się dużą popularnością wśród młodzieży, ale jeszcze dziś potrafi przyciągnąć przez ekrany telewizorów. W okolicach Mielca nie trzeba jednak włączać telewizora w poszukiwaniu duchów, wystarczy po zmroku wyjechać na drogę w Biesiadce.


Miejska legenda mówi, że na leśnej drodze w Biesiadce pojawia się duch. Wielu świadków twierdzi, że widziało widmo dziewczynki, która stoi zakrwawiona przy drodze. Podobno nie raz zdarzyło się, że przerażeni widokiem dziewczynki zatrzymywali się, by udzielić jej pomocy, ale wówczas zjawa znikała. – To obala wersję, mówiącą o stojącej przy drodze Ukraińce czy Bułgarce. Te dziewczynki raczej nie znikają tak szybko, gdy jakiś kierowca się zatrzyma – śmieje się Bogdan Żukowski, mieszkaniec pobliskiego Mielca.
O tym, że w okolicznych lasach straszy, słyszało wiele osób. – Nie raz rozmawialiśmy o tym z sąsiadami przy wieczornym grillu – przyznaje Wojtek, mieszkaniec jednej z pobliskich miejscowości. On sam nigdy nie widział ducha, co więcej, wątpi w relacje o pojawiających się przy drodze zjawach. – Nie wierzę w duchy. Ale widziałem kiedyś szkielet żołnierza niemieckiego, który jeszcze po śmierci chciał zrobić krzywdę mojemu koledze – śmieje się.
Podczas kładzenia pod ziemią kabli w okolicach Wisłoki jego kolega zaczepił o coś nogawką spodni. – Gdy pociągnął, posypały się jakieś kości. To był szkielet niemieckiego żołnierza, prawdopodobnie zasypanego przez wybuchającą bombę. A kolega zaczepił spodniami o jego bagnet – opowiada Wojtek. – Potem przyjechała policja, jacyś ludzie z instytutu historycznego i zabrali wszystko, co tam znaleźli. Ale duch Niemca nie straszy nas po nocach – dodaje.


W przeciwieństwie do ducha żołnierza radzieckiego. On też według świadków ma się co jakiś pojawiać w Biesiadce. Okoliczni mieszkańcy opowiadają sobie historię o żołnierzu, który przyszedł ze wschodu i maszerował na Berlin. Gdy jego oddział stacjonował właśnie w Biesiadce, on sam pijany strzelał dla zabawy w kamienną figurę Matki Boskiej w przydrożnej kapliczce. Jeden z pocisków odbił się, trafił żołnierza, a ten zginął na miejscu. – Historia patriotyczna i religijna zarazem, taka ku pokrzepieniu katolickich serc – przekonuje Żukowski.

O duchu dziewczynki wiadomo dużo mniej. W publicznej świadomości ścierają się dwie historie. Jedna mówi o wypadku, w którym zginęła wraz z rodzicami, choć ta wersja nie tłumaczy, dlaczego tylko jej duch pojawia się przy drodze. Druga opowiada historię młodej samotnej kobiety, która urodziła dziewczynkę, po czym poszła do lasu, udusiła noworodka i zakopała między drzewami. Dlaczego duch "dorósł" i nie straszy przyjmując formę niemowlaka? Nie wiadomo.

Policja przez jakiś czas dostawała zgłoszenia od kierowców, którzy jadąc drogą z Mielca do Kolbuszowej widzą "zakrwawioną dziewczynkę". Czasem jednak w opowieściach pojawia się dziewczynka z różańcem w ręku, co zważywszy na to, że widzą ją w środku nocy też budzi ich zaniepokojenie lub strach. – Do tych historii podchodzimy raczej sceptycznie – twierdzi oficer dyżurny z Komendy Powiatowej Policji w Mielcu. – Traktujemy te doniesienia w kategoriach miejskiej legendy – dodaje.


Sprawą duchów z Biesiadki kilka lat temu zajmowała się Fundacja Nautilus, organizacja badająca zjawiska niewyjaśnione. Przyjechała ekipa wraz z jasnowidzem. Duchy żołnierza i dziewczynki gdzieś się schowały, ale zamiast nich wykryto silne pole magnetyczne w okolicach kapliczki.

Co ciekawe, historie o duchach w Biesiadce nasilają się latem. – Zimą nikt tym sobie głowy nie zajmuje, chyba że okolicach 1 listopada. Za to latem nie ma nikogo, kto by nie słyszał albo nie widział na własne oczy, albo na oczy sąsiada lub kolegi – śmieje się Żukowski. Jego zdaniem latem te historie lepiej brzmią. – Przy piwie, gdy jest ciemno dookoła, a jedyne światła to ogniska blask i gwiazdy nad głową, opowieści o duchach mają swój urok. Zimą mało kto grilluje to i opowieści jest mniej – tłumaczy.

Czyżby zatem historie miały związek z piwem, czy ogólniej - alkoholem? Świadkowie, do których dotarli pracownicy Fundacji Nautilus zarzekali się, że bynajmniej nie nadużywali alkoholu. – Trudno też podejrzewać o to kierowców, którzy w środku nocy widzą przy drodze zjawę. Gdyby wszyscy jeździli po spożyciu, to kapliczek i krzyży byłoby tam dużo więcej – twierdzi dr Andrzej Rudziński. Psychiatra nie wyklucza co prawda autosugestii czy zbiorowej psychozy, ale znajduje inne wyjaśnienie tego, dlaczego akurat latem duchy "masowo wychodzą na drogę".

– To proste. Słońce zachodzi później, są lepsze warunki na drodze niż zimą, kierowcy jeżdżą dłużej. Niektórzy unikają jazdy w ciągu dnia z powodu upałów czy korków. A później w nocy są zmęczeni i bardziej podatni na to, żeby "zobaczyć ducha"” – twierdzi Rudziński.
Historie o duchach krążą latem pośród mieszańców. Ale nie tylko historie. Te same duchy, radzieckiego żołnierza i zakrwawionej dziewczynki były niedawno widziane w Przyłęku. To około 3 km na wschód od Biesiadki. – Radziecki żołnierz idzie do domu – śmieje się Bogdan Żukowski. Ale dlaczego ciągnie ze sobą dziewczynkę?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Pisał o "tęczowej zarazie". Stał się męczennikiem na prawicy
0 0Dlaczego wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu