Wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński próbował przywrócić spokój na sali plenarnej dzwoniąc tak intensywnie, że... aż zepsuł marszałkowski dzwonek.
Wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński próbował przywrócić spokój na sali plenarnej dzwoniąc tak intensywnie, że... aż zepsuł marszałkowski dzwonek. Fot. Sejm

Gdy Jarosław Kaczyński wpadł w dziki szał po przypomnieniu, że śp. prezydent Lech Kaczyński zawsze stał na straży demokracji i praworządności, niełatwe zadanie stanęło przed prowadzącym obrady wicemarszałkiem Sejmu Joachimem Brudzińskim. Posłowie PiS i opozycji się przekrzykiwali, a w ławach doszło do scysji prezesa Kaczyńskiego z posłem Nowoczesnej Witoldem Zembaczyńskim. Brudziński to wszystko próbował uspokoić dzwoniąc w marszałkowski dzwonek. Dzwonił i dzwonił, aż... dzwonek zniszczył.

REKLAMA

Trochę uśmiechu w tych zatrważających czasach? Proszę bardzo! Okazję do rozchmurzenia się daje to, co przydarzyło się wczorajszej nocy wicemarszałkowi Joachimowi Brudzińskiemu. Okazało się, że ma on taką krzepę w dłoniach, że przywołując posłów do porządku zniszczył marszałkowski dzwonek. Choć na sali działy się sceny bardzo smutne, Brudziński musiał zapanować nad tym, by nie wybuchnąć śmiechem.

Na szczęście okazało się, że Joachim Brudziński był przygotowany na wypadek awarii dzwonka. Gdy szybko posprzątał ten zepsuty, sięgnął po zapasowy i dzwonił dalej. Spokój na sali plenarnej udało mu się przywrócić jednak dopiero po kilku minutach.

A wszystko zaczęło się od spokojnego wystąpienia wiceprzewodniczącego Platformy Obywatelskiej Borysa Budki. – Dopóki był śp. Lech Kaczyński, pan nie odważył się podnieść ręki na wymiar sprawiedliwości. Bo na szczęście był ktoś, kto rozumiał na czym polega trójpodział władzy – mówił. To Jarosław Kaczyński uznał za obelgę wobec jego zmarłego brata. Prezes PiS samowolnie wtargnął na trybunę sejmową i wpadł tam w szał. – Nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego śp. brata! Niszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami! – krzyczał. Wyglądało to tak: