Korek na tym odcinku Wisłostrady w sobotnie popołudnie zdarza się niezwykle rzadko.
Korek na tym odcinku Wisłostrady w sobotnie popołudnie zdarza się niezwykle rzadko. naTemat

Weekend, marzę tylko o tym, żeby szybko wyjechać z miasta, a tu korek. Pierwsza myśl – "wypadek". Zwłaszcza, że w oddali widzę błyskające niebieskie światła. Po chwili jednak okazuje się, że trasa szybkiego ruchu została zablokowana nie przez policję zabezpieczającą miejsce kolizji czy służby medyczne zabezpieczające ofiary, tylko przez straż pożarną. Nie, nie było żadnego wypadku.

REKLAMA
Wisłostrada jest dla Warszawy tym, czym obwodnica dla Gdańska – trasą, która pozwala w miarę szybko i bezpiecznie przejechać przez miasto z północy na południe. Jeśli się gdzieś przycina, to raczej w okolicach Starego Miasta i niemal wyłącznie w godzinach szczytu. W sobotnie popołudnie, jeśli akurat nie biegnie jakiś maraton lub nie doszło do poważnego wypadku drogowego, trasą można przemieszczać się naprawdę sprawnie.
Tym bardziej zdziwiłem się, gdy utknąłem w korku. Kiedy w oddali, jakieś 800 metrów przed sobą zobaczyłem błyskające niebieskie światło pomyślałem, że komuś się jednak nie udał weekend, pewnie właśnie zbiera resztki rozbitego samochodu. O ile ratownicy nie zbierają właśnie jego ciała na nosze. Gdy jednak zbliżyłem się na odległość około 200 metrów stwierdziłem, że ogromny korek na Wisłostradzie spowodowali strażacy, którzy dość niefrasobliwie zajęli dwa pasy z trzech, żeby… przyciąć gałęzie drzew rosnących w pobliżu.
logo
Wszystko przez strażaków, którzy postanowili zablokować dwie trzecie szerokości trasy. naTemat
Pomijam fakt, że można to było zrobić nawet nie wjeżdżając na trasę szybkiego ruchu. Wzdłuż Wisłostrady, która na tym odcinku stoi na słupach ciągnie się mało uczęszczana ścieżka rowerowa, postawienie na niej wozu strażackiego nie byłoby może łatwiejsze, ale z pewnością mniej uciążliwe dla ruchu drogowego. Jednak pomysł, żeby zablokować dwa pasy z trzech, w dodatku bez barierek ochronnych wydaje mi się zgoła karkołomny. Ktoś powinien wysłać strażaków do Niemiec na szkolenie, żeby zobaczyli, jak takie wycinki organizuje się za Odrą.