
Minister Mariusz Błaszczak ogłosił, że do końca sierpnia potrwa szacowanie strat, jakie poniesiono w związku z nawałnicą. Gdy już wszystko zostanie policzone, rząd wystąpi do Funduszu Solidarności Unii Europejskiej o wsparcie finansowe.
REKLAMA
Trudno oprzeć się wrażeniu, że w oczach polityków Prawa i Sprawiedliwości Unia Europejska jest złem. Uwziął się na nas przewodniczący parlamentu europejskiego, przyjeżdżają członkowie Komisji Weneckiej, krytykują prezydent Francji i kanclerz Niemiec. Wielu obserwatorów polskiej sceny politycznej łapie się za głowę i zastanawia, często na głos, czy działania rządu nie zmierzają przypadkiem do tergo, żeby wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej. Ignorujemy w jawny sposób zarządzenia i zalecenia Unii, jak choćby w przypadku wstrzymania wycinki w Puszczy Białowieskiej czy przyjęcia do Polski umówionej liczby imigrantów z Bliskiego Wchodu.
Gdy jednak sami znaleźliśmy się w kłopotach, ministrowi Błaszczakowi nawet powieka nie drgnęła, gdy zapowiadział, że Polska zwróci się o pomoc finansową do Fundusz Solidarności Unii Europejskiej. Można się spodziewać, że nastąpi to na początku września. Do końca sierpnia ma potrwać szacowanie strat, jakie ponieśliśmy w ostatniej nawałnicy.
W ogóle trudno nie zauważyć braku spójności w przekazach, jakie płyną w związku z tragedią, jaka nawiedziła liczne miejscowości. Gdy marszałek województwa raportował o gigantycznej skali zniszczeń, wojewoda nie widział potrzeby ogłoszenia stanu klęski żywiołowej. Gdy liczni mieszkańcy domagali się pomocy ze strony wojska, marszałek tłumaczył w mediach, ze w Rytlu i innych miejscowościach trwa usuwanie liści.
Później dowiedzieliśmy się, że odpowiedzialność za nawałnicę ponosi totalna opozycja, dziś Mariusz Błaszczak przekonywał w TVP Info, że sytuacja w województwie pomorskim wynika z tego, że jest ono zdominowane przez samorządowców z partii opozycyjnych. Wygląda na to, że wszyscy są winni, tylko nie rząd.
