
Bitwa na zamrożonym jeziorze z przedostatniego odcinka 7. sezonu "Gry o Tron" pozostaje w pamięci na długo i z pewnością przejdzie do historii ze względu na niesamowite napięcie i widowiskowość. To, co na ekranie prezentuje się tak, że szczęka opada, za kulisami wygląda wręcz śmiesznie. Aktorzy "latają" na zielonym pudle, które ma być smokiem, walczą z płonącą kulą czyli nieumarłym niedźwiedziem, a wszystko to na sztucznym jeziorze powstałym... z betonu.
Wielka bitwa z Białymi Wędrowcami przegoniła nawet tę z poprzedniego odcinka. Choć było tam więcej smoków. Nie wdając się w szczegóły, by nie spoilerować: ta była wyjątkowa właśnie przez niezwykłą i nieustępliwą armię nieumarłych oraz zaskakujące zaskoczenie. Póki co nikt w prawdziwym świecie nie widział zombie, więc trzeba było je wygenerować na komputerze i producenci stanęli na wysokości zadania.

Sam niedźwiedź polarny, który zaatakował Jona Snowa i spółkę nim dotarli nad słynne jezioro, już robi wrażenie. A mógł się pojawić o wiele wcześniej, jednak producentka serialu Bernadette Caulfield tłumaczyła się... skromnym budżetem. Na szczęście w tym sezonie HBO postanowiło sypać złotem jak Lannisterowie.
D.B. Weiss
Scenarzysta
Zakulisowa sekwencja walki z zombie-misiem wygląda przekomicznie. Aktorzy tarzają się na ziemi z płonącą kulą trzymaną przez mężczyznę w zielonym wdzianku. Tak właśnie powstają niezwykłe sceny przy użyciu tzw. green screenu.


Niskie temperatury i śnieżne zawieruchy, z którymi zmagała się ekipa, nie były jednak efektem specjalnym. To chleb powszedni na Islandii. – Myślę, że kręcenie w niełatwych okolicznościach jak ograniczona ilość światła słonecznego, lepszych lub gorszych warunkach atmosferycznych, dają wrażenie realizmu – przyznaje Kit Harington czyli Jon Snow. Wtóruje mu towarzysz broni Jorah Mormont, grany przez Iaina Glena – Krajobrazy ze świata "Gry o Tron" przenoszą nas w czasie do czegoś bardzo brutalnego i jałowego – mówi.


Najtrudniej pod względem aktorskim miała Emily Clarke, czyli serialowa Matka Smoków - Daenerys Targaryen. Pozostali grający mogli się bardziej wczuć w role, bo chociaż marzli na dworze. Ona nie dość, że spędziła większość czasu w komfortowym studiu, to w dodatku musiała sobie wyobrazić latającego smoka. – Przede mną stawały różne wyzwania, ale to? Prosiłam "czy mogłabym mieć jakiś ekran z chmurami czy coś takiego?". Przecież nigdy nie leciałam na smoku! – śmieje się Clarke. Jednak ogień i wybuchy jej serialowych, latających dzieci to już sprawka pirotechników.


Nie tylko płomienie smoka powstały "klasycznymi" metodami. Np. ognisty miecz Dondarriona naprawdę płonął. Aktor Richard Dormer zdradził w jednym z wywiadów, że to nie efekt komputerowy.
Richard Dormer
Beric Dondarrion

Jezioro, na którym toczyła się epicka bitwa, tak naprawdę nie istnieje. Producenci stworzyli je z betonu, a skały wokół pomalowali i przyprószyli śniegiem - użyli 3,5 tysiąca worków sztucznego puchu. Mroźna Islandia najwyraźniej jest zbyt mało biała, a tak właśnie wygląda krajobraz za Murem.


Cecha charakterystyczna nieumarłych to niebieskie oczy. Wykorzystano do tego prosty trik, czyli po prostu okulary z diodami, w które wyposażono statystów.


Cały materiał z powstawania przedostatniego odcinka "Gry o Tron" znajdziecie poniżej.
W poniedziałek finałowy odcinek obecnego sezonu. Na ostatni, 8. sezon serialu poczekamy długo. Według różnych doniesień wyemitowany będzie prawdopodobnie na początku 2019 roku.
