Kulisy powstawania "Gry o Tron" są równie ciekawe jak sam serial.
Kulisy powstawania "Gry o Tron" są równie ciekawe jak sam serial. Screen z YouTube / Game of Thrones

Bitwa na zamrożonym jeziorze z przedostatniego odcinka 7. sezonu "Gry o Tron" pozostaje w pamięci na długo i z pewnością przejdzie do historii ze względu na niesamowite napięcie i widowiskowość. To, co na ekranie prezentuje się tak, że szczęka opada, za kulisami wygląda wręcz śmiesznie. Aktorzy "latają" na zielonym pudle, które ma być smokiem, walczą z płonącą kulą czyli nieumarłym niedźwiedziem, a wszystko to na sztucznym jeziorze powstałym... z betonu.

REKLAMA

Wielka bitwa z Białymi Wędrowcami przegoniła nawet tę z poprzedniego odcinka. Choć było tam więcej smoków. Nie wdając się w szczegóły, by nie spoilerować: ta była wyjątkowa właśnie przez niezwykłą i nieustępliwą armię nieumarłych oraz zaskakujące zaskoczenie. Póki co nikt w prawdziwym świecie nie widział zombie, więc trzeba było je wygenerować na komputerze i producenci stanęli na wysokości zadania.

Na samym planie wszystko wygląda dość skromnie.
Na samym planie wszystko wygląda dość skromnie. Screen z YouTube / Game of Thrones

Sam niedźwiedź polarny, który zaatakował Jona Snowa i spółkę nim dotarli nad słynne jezioro, już robi wrażenie. A mógł się pojawić o wiele wcześniej, jednak producentka serialu Bernadette Caulfield tłumaczyła się... skromnym budżetem. Na szczęście w tym sezonie HBO postanowiło sypać złotem jak Lannisterowie.

"Sporo przeszliśmy by ten niedźwiedź trafił do serialu. Wymyśliliśmy go cztery sezony temu i za każdym razem próbowaliśmy wpleść do produkcji, tylko po to by Bernie i ekipa od efektów wizualnych odpowiadała nam w jak najmilszy możliwy sposób "Pie***cie się, nie stać nas na zombie-niedźwiedzia polarnego". W tym roku miało to jednak więcej sensu, więc zaparliśmy się i powiedzieliśmy "Cholera, chcemy tego zombie niedźwiedzia polarnego"."

D.B. Weiss

Scenarzysta

Zakulisowa sekwencja walki z zombie-misiem wygląda przekomicznie. Aktorzy tarzają się na ziemi z płonącą kulą trzymaną przez mężczyznę w zielonym wdzianku. Tak właśnie powstają niezwykłe sceny przy użyciu tzw. green screenu.

Zombie-miś na ekranie wygląda przerażająco.
Zombie-miś na ekranie wygląda przerażająco. Kadr z "Gry o Tron"
Na planie w ogóle nie przypomina niedźwiedzia.
Na planie w ogóle nie przypomina niedźwiedzia. Screen z YouTube / Game of Thrones

Niskie temperatury i śnieżne zawieruchy, z którymi zmagała się ekipa, nie były jednak efektem specjalnym. To chleb powszedni na Islandii. – Myślę, że kręcenie w niełatwych okolicznościach jak ograniczona ilość światła słonecznego, lepszych lub gorszych warunkach atmosferycznych, dają wrażenie realizmu – przyznaje Kit Harington czyli Jon Snow. Wtóruje mu towarzysz broni Jorah Mormont, grany przez Iaina Glena – Krajobrazy ze świata "Gry o Tron" przenoszą nas w czasie do czegoś bardzo brutalnego i jałowego – mówi.

Mróz to jeden z niewielu "prawdziwych" efektów w serialu.
Mróz to jeden z niewielu "prawdziwych" efektów w serialu. Screen z YouTube / Game of Thrones
Twórcy umiejętnie łączą efekty komputerowe ze specjalnymi.
Twórcy umiejętnie łączą efekty komputerowe ze specjalnymi. Screen z YouTube / Game of Thrones

Najtrudniej pod względem aktorskim miała Emily Clarke, czyli serialowa Matka Smoków - Daenerys Targaryen. Pozostali grający mogli się bardziej wczuć w role, bo chociaż marzli na dworze. Ona nie dość, że spędziła większość czasu w komfortowym studiu, to w dodatku musiała sobie wyobrazić latającego smoka. – Przede mną stawały różne wyzwania, ale to? Prosiłam "czy mogłabym mieć jakiś ekran z chmurami czy coś takiego?". Przecież nigdy nie leciałam na smoku! – śmieje się Clarke. Jednak ogień i wybuchy jej serialowych, latających dzieci to już sprawka pirotechników.

Jak wyobrazić sobie smoka?
Jak wyobrazić sobie smoka? Screen z YouTube / Game of Thrones
Smocze płomienie i wybuchy były już prawdziwe.
Smocze płomienie i wybuchy były już prawdziwe. Screen z YouTube / Game of Thrones

Nie tylko płomienie smoka powstały "klasycznymi" metodami. Np. ognisty miecz Dondarriona naprawdę płonął. Aktor Richard Dormer zdradził w jednym z wywiadów, że to nie efekt komputerowy.

"Za każdym razem te płomienie są prawdziwe. Trwa to około 2 minut, dlatego tylko przez tyle czasu mogłem go używać, a potem musieliśmy zaczynać od nowa. Musiałem też spowolnić ruchy ręki z mieczem o jakieś 20 procent. Gdybym się ruszał i robił zamach normalnym mieczem, byłyby to szybkie ruchy, ale z ognistym tak się nie da, bo płomień zgaśnie. Więc musiałem poruszać się nieco wolniej, ale włożyć w to więcej wysiłku, rozumiecie? Dodatkowo ta broń waży trzy razy więcej niż zwykły miecz, więc to naprawdę wielka rzecz."

Richard Dormer

Beric Dondarrion

Płonący miecz Dondarriona to nie efekt komputerowy.
Płonący miecz Dondarriona to nie efekt komputerowy. Kadr z "Gry o Tron"

Jezioro, na którym toczyła się epicka bitwa, tak naprawdę nie istnieje. Producenci stworzyli je z betonu, a skały wokół pomalowali i przyprószyli śniegiem - użyli 3,5 tysiąca worków sztucznego puchu. Mroźna Islandia najwyraźniej jest zbyt mało biała, a tak właśnie wygląda krajobraz za Murem.

Zamarznięte jezioro powstało z betonu.
Zamarznięte jezioro powstało z betonu. Screen z YouTube / Game of Thrones
Kiedyś trawę malowano na zielono, teraz na biało.
Kiedyś trawę malowano na zielono, teraz na biało. Screen z YouTube / Game of Thrones

Cecha charakterystyczna nieumarłych to niebieskie oczy. Wykorzystano do tego prosty trik, czyli po prostu okulary z diodami, w które wyposażono statystów.

Oczy nieumarłych to tak naprawdę diodki.
Oczy nieumarłych to tak naprawdę diodki. Screen z YouTube / Game of Thrones
"Widzę martwych ludzi".
"Widzę martwych ludzi". Screen z YouTube / Game of Thrones

Cały materiał z powstawania przedostatniego odcinka "Gry o Tron" znajdziecie poniżej.

W poniedziałek finałowy odcinek obecnego sezonu. Na ostatni, 8. sezon serialu poczekamy długo. Według różnych doniesień wyemitowany będzie prawdopodobnie na początku 2019 roku.