
"Ze zwykłej opinii stylizacji, opinii jakich wiele na moim profilu, zrobiła się afera polityczna. Tylko dlatego, że skrytykowałam ubiór Pani Premier jestem nie tylko wyzywana, ale i zastraszana" – skarży się stylistka Dorota Wróblewska. Po tym, jak napisała o ubiorze Beaty Szydło, spłynęła na nią fala hejtu, w tym gróźb.
REKLAMA
Internauci hejtują stylistkę grożąc jej ogoleniem na łyso, gwałtem i śmiercią. Kobieta zgłosiła groźby karalne na policję. Jej zdaniem nic nie usprawiedliwia fali nienawiści która popłynęła w jej kierunku. Podkreśla, że jej krytyka ubioru premier Szydło była kulturalna i konstruktywna. Zapowiada też, że nie zamierza zaprzestać swojej działalności mimo pogróżek. Poszło o ten post z Facebooka z 20 sierpnia.
Wróblewska pisze wprost, że "premier tak nie powinna wyglądać". Do komunikatu stylistka dołączyła zdjęcia Beaty Szydło w dżinsach i granatowej marynarce. To strój, w jakim premier pojawiła się na konferencji prasowej w Chojnicach, gdy opowiadała o działaniach rządu po nawałnicach, które spustoszyły wiele miejscowości w województwie pomorskim. "Pani premier może zachować swój styl i wyglądać odpowiednio do stanowiska. Premier to nie sołtys" – napisała Wróblewska, po czym zaczęła otrzymywać nienawistne wiadomości i groźby. Sprawą zajmuje się już policja.