
Na wieść o ataku na polskich turystów w Rimini do Włoch pojechał prokurator i policjanci. Niemal każdego dnia słyszeliśmy oficjalne komunikaty przedstawicieli rządu w tej sprawie i widać było, jak władze mocno się w tę historię zaangażowały. Minister sprawiedliwości i prokurator generalny natychmiast zresztą nakazał rozpocząć śledztwo. "W Polsce nadzwyczajna mobilizacja" – czytamy w najnowszym "Newsweeku". Tygodnik postanowił zestawić tamto wydarzenie z innymi. Takimi, które praktycznie na co dzień mają miejsce w Polsce.
Najpierw przypomnienie, jak było w przypadku Rimini. Małgorzata Święchowicz i Paula Szewczyk przypominają mobilizację na szczeblu prokuratorskim, cytują Patryka Jakiego, który na Twitterze napisał o karze śmierci dla "tych bydlaków", albo o torturach.
A potem pojawia się zestawienie z naszym polskim podwórkiem. Gdzie takie zdarzenia to przecież nic nowego. O nich jednak tak głośno się nie mówi. Nie widać też w takich przypadkach ani tak wielkiej mobilizacji władz, ani tak wielkiego napiętnowania. Dlatego, że gwałcicielami nie okazują się imigranci? Sprawcami gwałtów na Polkach w kraju w ogóle rzadko bywają osoby zupełnie obce. To najczęściej ktoś z grona rodziny lub znajomych.
"Skoro to Polka zgwałcona przez Polaka, to nie ma o czym mówić" Jak mówią eksperci, cytowani przez "Newsweek", w większości przypadków odmawia się wszczęcia postępowania albo potem się je umarza, twierdzą, że dopiero, gdy sprawą zajmują się dziennikarze, "sprawę podejmuje też minister Ziobro".
– Gdy usłyszałam, że wysyła się śledczych do Rimini, pomyślałam: powinni wziąć się do roboty tu, w Polsce. To nagłe poruszenie, to rzucenie sił za granicę, jest tylko populistycznym posunięciem, włoskie służby same by sobie poradziły – mówi "Newsweekowi" Agnieszka Grzybek z Fundacji na rzecz Równości i Emancypacji STER. Z badań tej fundacji wynika, że co piąta Polka ma za sobą doświadczenie gwałtu.
A dla gwałciciela bardzo często szuka się w Polsce usprawiedliwienia. – Jednak skoro to Polka zgwałcona przez Polaka, to nie ma o czym mówić. To jakby nie gwałt. Bo może ona tego chciała? Może sama jest sobie winna? Pewnie się zgodziła, tylko zapomniała – mówi tygodnikowi Joanna Piotrowska z Feminoteki.
Fragment artykułu
"Nikt się nie zainteresował" Są też przypadki cudzoziemek. Jak Swietłany z Mołdawii, która przyjechała do Polski popracować przy zbiorze truskawek. I która po bestialskim gwałcie od 30 maja leży w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku. Piotr Olech z gdańskiego urzędu miasta mówi, że ze strony rządu nie było żadnego zainteresowania jej sprawą. Choćby ministra zdrowia w kwestii finansowania leczenia. Pomogli dobrzy ludzie, samorządowcy, organizacje.
Fragment artykułu
"Newsweek"

"Newsweek" przedstawia też historie innych kobiet. Więcej w najnowszym numerze tygodnika.
