
Jego wzruszające wystąpienie z okazji nowego roku szkolnego stało się głośne w całej Polsce. Pedagog wezwał uczniów do przestrzegania Konstytucji i pamiętania o tym, że żyją w państwie prawa. Bogusław Olejniczak, który od 18 lat jest dyrektorem gimnazjum nr 1 w Łodzi, ze smutkiem diagnozuje konsekwencje decyzji politycznych: ta szkoła umiera. W rozmowie z naTemat podkreśla, że chce podtrzymać na duchu młodych ludzi i ich rodziców.
REKLAMA
Co pan czuje w nowym roku szkolnym?
Bogusław Olejniczak: Smutek. Pustkę. Także w dosłownym znaczeniu tego słowa. Do szkoły nie przyszedł nowy rocznik, nagle zrobiło się znacznie więcej miejsca. Zamiast 14 klas, teraz jest 9. Brakuje sześciu nauczycieli. Dwóch z nich nie może znaleźć pracy. Nasza szkoła umiera.
A uczennice i uczniowie?
Myślę, że czują to samo. Po wakacjach młodzież zawsze wraca rozgadana, trudno utrzymać porządek. To naturalne, bo młodzi chcą sobie wszystko opowiedzieć, spotykają dawno niewidzianych kolegów. W tym roku było inaczej.
Jak?
Spokojnie. Cicho. Zbyt cicho. Uczniowie czują, co się dzieje wokół ich gimnazjum.
Niektórzy mówią, że pan przesadził wzywając uczniów do przestrzegania Konstytucji i opowiadając im o państwie prawa. Twierdzą, że młodzi ludzie niewiele z tego zrozumieją.
To bardzo ciekawe zjawisko: zależnie od naszych potrzeb uznajemy 13, 14-latków albo za dorosłych, albo za małe dzieci. A przecież to nie są przedszkolaki. Państwo prawa i Konstytucja są w podstawie programowej. Młodzi ludzie powinni wiedzieć, w jakim państwie żyją.
Po tym, jak PiS rozpoczął likwidację szkół gimnazjalnych, część społeczeństwa odetchnęła z ulgą. "Nareszcie koniec patologii!" – takie głosy można przeczytać w internecie, ale też i w realu od niektórych zwolenników zmian wprowadzanych przez partię rządzącą.
Na taki argument mogę odpowiedzieć tylko tyle, że choć władza likwiduje gimnazja, to przecież nie wysłała w kosmos gimnazjalistów. W Polsce nadal będą młodzi ludzie w okresie dojrzewania, po prostu będą uczęszczać do innej szkoły.
Z pewnością natknął się pan w internecie na filmiki, przedstawiające uczennice i uczniów gimnazjów którzy biją kolegów lub znęcają się nad zwierzętami.
I co ma z tego wynikać? Czy po zmianach w edukacji takie przypadki nagle przestaną się zdarzać? Poza tym proszę zwrócić uwagę, że media nie rozpisują się tak szeroko o pozytywnych wiadomościach.
Na przykład?
Choćby absolwentka naszego gimnazjum, Zuzka. Jesteśmy z niej bardzo dumni. W tym roku zaczęła studia doktoranckie na Harvardzie. Ale nikt nie zrobi z tego newsa.
Jaki ma być uczeń ukształtowany według podstawy programowej PiS?
Posłuszny władzy. Bezrefleksyjny. Płynący z prądem. Szkoda. Zawsze lubiłem uczniów, którzy dyskutują, kwestionują, wątpią.
PiS wygrał wybory i ma prawo do zmian. Ma nawet prawo do wyrzucenia 910 tys. podpisów społeczeństwa za referendum do kosza.
Ależ ja temu nie przeczę, jednak zmiany można było przeprowadzić inaczej, spokojniej. Tymczasem z ust wiceministra edukacji słyszę, że kalendarz zmian w edukacji jest podporządkowany kalendarzowi wyborczemu. Gdzie w tym wszystkim są dzieci? Czym młodzi zawinili, że ich życie ma wyznaczać polityka?
Czy chciałby pan coś powiedzieć uczennicom i uczniom innych likwidowanych szkół? Ich rodzicom?
Nie dajcie sobie wmówić, że jesteście patologią. Jesteście wspaniałymi ludźmi.
