
Jedna informacja o rzekomej awarii w belgijskiej elektrowni wystarczyła, by Polacy masowo ruszyli po płyn Lugola i jod. Największe zatrzęsienie apteki przeżyły na początku tygodnia. Jeden z farmaceutów wyliczył, że tylko jednego dnia o preparaty z jodem zapytało aż 50 osób. – Kupowali, panika jest. Ludzie naczytają się głupot w internecie i od razu do aptek. Teraz od dwóch dni jest spokój – słyszę od innej pracowniczki apteki.
"Picie płynu Lugola może powodować podrażnienia błon śluzowych, zapalenie skóry, swędzenie czy nadżerki. Występują również: gorączka, powiększenie węzłów chłonnych i wysypka. Przyjęcie zbyt dużej dawki jodu może skutkować też zatruciem jodem, ciężkimi zaburzeniami oddychania oraz serca". Czytaj więcej
Tego pędu Polaków do aptek nie zatrzymały nawet zapewnienia Państwowej Agencji Atomistyki, która wydała oświadczenie i uspokajała w nim, że żadnej awarii nie było i żadne zagrożenie radiacyjne na terenie Polski nie istnieje. PAA w komunikacie wyraźnie napisała, że: "dystrybucja tabletek ze stabilnym jodem na terenie okolic elektrowni jest działaniem wynikającym z polityki bezpieczeństwa i nie wynika z jakiejkolwiek sytuacji awaryjnej". Poza tym, PAA przestrzega przed przyjmowaniem na własną rękę preparatów z jodem. O to samo apelowało zresztą polskie Ministerstwo Zdrowia. – Jod, jak każdy lek, może powodować działania niepożądane, dlatego nie należy przyjmować go na własną rękę – ostrzegali przedstawiciele resortu.
Masowe ruszenie
Ale co tam oświadczenia, zapewnienia i ostrzeżenia ministerstwa, PAA. Polak swoje wie, i to najlepiej. Dlatego już w piątek mieszkańcy różnych polskich miast udali się do farmaceutów.
– Zaczęło się w okolicach piątku, soboty. Od poniedziałku, a także we wtorek i środę co druga osoba pytała o Lugol. Z 50 osób dziennie – wylicza farmaceuta z Wrocławia. Podkreśla, że w hurtowniach zabrakło i jednego, i drugiego preparatu.
Panie z hurtowni przez infolinię w poniedziałek pytały, co to za epidemia nastąpiła.
Była taka pogłoska, że lekarz przekazał informacje, by zabezpieczyć się w preparaty z jodem. Klienci nie mieli recept, ale tego rodzaju preparaty, myślę o płynie Lugola, ogólnie są dostępne bez recepty. I płynu Lugola, i suplementów na bazie jodu zabrakło w aptekach. Ale już jest spokojniej.
Ludzie byli przekonani, że była awaria elektrowni. I bardzo często przychodzili do aptek po jod, płyn Lugola. To była epidemia. Nawet jak mówiliśmy, że nie ma zagrożenia i że w Niemczech rozdawali tabletki, ale nie kazali łykać, to niektórzy byli bardzo oburzeni. Odradzaliśmy im.
Mieliśmy wzmożone zapytania. Argumentacja była rożna. Niektórzy po prostu nie podawali żadnych powodów. Niektórzy mówili, że słyszeli o awarii. Bez problemu można kupić jod, ale potrzebna jest recepta. Ci, którzy nie mieli recepty, poszli się o nie starać do swoich lekarzy rodzinnych. Produktów zabrakło nam na bardzo krótko. Generalnie można powiedzieć, że nie było takiego problemu. Teraz to ucichło.
