
Projekty ustaw dotyczących reformy sądownictwa prezydenta Andrzeja Dudy zakładają pozbycie się większości sędziów i nową Izbę Dyscyplinarną. W wielu aspektach nie różnią się od tego, czego w wyniku reformy sądownictwa chcieliby Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro.
REKLAMA
– Na zbity pysk bym wyrzucił każdego sędziego, który demonstrował na ulicy przeciwko reformom. Wyrzuciłbym całe to towarzystwo, niezależnie od tego, ile oni mają lat – mówi portalowi gazeta.pl osoba z Pałacu Prezydenckiego. Są to słowa, które można interpretować jako skierowane do prof. Małgorzaty Gersdorf, I prezes Sądu Najwyższego, która uczestniczyła w protestach przeciwko reformie sądownictwa.
Prawdą jest też, że Prawo i Sprawiedliwość nie zgodzi się na ustawy, które będą jedynie pudrować sądownictwo. Chodzi tu o skład personalny Sądu Najwyższego i jego strukturę. Dlatego też prezydenckie projekty ustaw nie mogą całkowicie rozmijać się z rządowymi. Jak wygląda kształt ustawy o SN na podstawie oficjalnych sugestii i nieoficjalnych doniesień?
To prezydent ma zyskać nowe uprawnienia, a nie minister sprawiedliwości. Ale już postulat PiS o czystce wśród sędziów SN ma szansę się spełnić. Nawet połowa sędziów mogłaby bowiem odejść, jeśli osiągną wiek 65 lat. Dotyczyć by to mogło prof. Małgorzaty Gersdorf, która w listopadzie skończy właśnie 65 lat. Tacy sędziowie mogliby dalej orzekać tylko wtedy, gdyby zgodził się na to prezydent.
W ustawie prawdopodobnie znajdzie się zapis o sędziach, którzy mają co najmniej 60 lat. Mogliby na własną prośbę odejść w stan spoczynku, co byłoby dla nich opłacalne. Można to nazwać "marchewką" z jeszcze jednego powodu: szybsza emerytura za te same pieniądze jest atrakcyjną perspektywą dla niechcianych przez władze sędziów.
PiS nie zrezygnuje też z powołania Izby Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym. Jest ona przedstawiana jako bat na nieuczciwych sędziów. Sędziowie z izby mają zarabiać o 40 proc. więcej niż pozostali.
Prof. Michał Królikowski, który pracuje nad prezydenckimi projektami ustaw, ostatnio wypowiada się o sędziach w ostrzejszym tonie niż samo Prawo i Sprawiedliwość. Jeszcze w lipcu mówił, że nie twierdzi, że pion dyscyplinarny wystarczał, ale nie jest tak, że nie działa.
Ostatnio dla "Dziennika Gazety Prawnej" wypowiedział się już bardzo ostro. – Sama potrzeba zmian kadrowych wydawała mi się nadmierna, dopóki nie przyjrzałem się osobom orzekającym w Sądzie Najwyższym. (...) Czy to możliwe, by ci ludzie odeszli dobrowolnie, skoro przez 27 lat nie widzieli takiej potrzeby? Może trzeba ich po prostu usunąć? – powiedział. Ponadto doradca prezydenta sugeruje, a nie ma tego w projektach PiS, że warto do Izby Dyscyplinarnej wprowadzić swoisty "głos ludu", czyli ławników.
źródło: Gazeta.pl
