Może nie jest to najbardziej palący problem XXI wieku, ale niewątpliwie żyjemy w czasach, które cierpią na niedostatek ludzi uroczych. W tym subiektywnym przeglądzie nie będzie pośladków Brada Pitta, klaty Hugh Jackmana ani gładkiej buźki Pierce’a Brosnana. Przed wami lista dobrych filmów, w których natkniecie się na mężczyzn frapujących, przyciągających wzrok i hipnotyzujących. Takich w których towarzystwie zmiękłyby wam kolana. Oczywiście gdyby nie byli po drugiej stronie ekranu.
REKLAMA
„Samotny mężczyzna” reż. Tom Ford, 2009

Pamiętam, że kiedy jako nastolatka czytałam którąś z książek Helen Fielding o przygodach Bridget Jones, nie mogłam się nadziwić, że bohaterka i jej przyjaciółki wariują na punkcie Colina Firtha, który jako serialowy Pan Darcy wynurzał się półnagi z jeziora. Zachwyt nad oszczędną, męską urodą Anglika był mi obcy jeszcze kilka lat, aż do 2010, kiedy na ekrany polskich kin wszedł film „Samotny mężczyzna”.
W swoim debiutanckim filmie Tom Ford, znany wcześniej jako projektant mody, portretuje George’a, wykładowcę literatury na jednym z amerykańskich uniwersytetów bezpośrednio po stracie ukochanego, z którą próbuje sobie poradzić. Film w wystylizowanym bez fałszywych nut otoczeniu pokazuje dojrzały smutek samotnego mężczyzny. Colin Firth uosabia tu wszystkie wyobrażenia, które podciągamy pod termin mężczyzna z klasą. Bonusowo w jednej ze scen pojawia się tu hiszpański model – Jon Kortajarena. Przede wszystkim zaś „Samotny mężczyzna” to znakomity film.
W swoim debiutanckim filmie Tom Ford, znany wcześniej jako projektant mody, portretuje George’a, wykładowcę literatury na jednym z amerykańskich uniwersytetów bezpośrednio po stracie ukochanego, z którą próbuje sobie poradzić. Film w wystylizowanym bez fałszywych nut otoczeniu pokazuje dojrzały smutek samotnego mężczyzny. Colin Firth uosabia tu wszystkie wyobrażenia, które podciągamy pod termin mężczyzna z klasą. Bonusowo w jednej ze scen pojawia się tu hiszpański model – Jon Kortajarena. Przede wszystkim zaś „Samotny mężczyzna” to znakomity film.
„Utalentowany pan Ripley” reż. Anthony Minghella, 1999

Ojciec Dicka, młodego bon vivanta, który postanowił nie kończyć studiów w Stanach, tylko osiąść we Włoszech na jednym z nowojorskich przyjęć spotyka Toma Ripleya, który rzekomo studiował z jego synem. Wysyła go na Stary Kontynent z misją sprowadzenia Dicka do domu. Nieoczekiwanie chłopaków zaczyna łączyć szczególna relacja balansująca na granicy przyjaźni i nienawiści.
W filmie nieżyjącego już Anthony’ego Minghelli pojawia się cała plejada w 1999 roku dopiero wschodzących gwiazd – Matt Damon jako Ripley, Jude Law jako Dick, a w rolach drugoplanowych Gwyneth Paltrow, Cate Blanchett i Philip Seymour Hoffman. Pytanie czy przystojniejszy na tych włoskich wakacjach jest Jude Law czy Matt Damon pozostawiam widzom. „Utalentowany pan Ripley” to sielska opowieść z cudownymi krajobrazami w tle, która nieoczekiwanie przeradza się w thriller psychologiczny. To ten typ filmu, który można obejrzeć w towarzystwie ośmiorga znajomych różnych płci i gustów i będzie podobał się wszystkim.
W filmie nieżyjącego już Anthony’ego Minghelli pojawia się cała plejada w 1999 roku dopiero wschodzących gwiazd – Matt Damon jako Ripley, Jude Law jako Dick, a w rolach drugoplanowych Gwyneth Paltrow, Cate Blanchett i Philip Seymour Hoffman. Pytanie czy przystojniejszy na tych włoskich wakacjach jest Jude Law czy Matt Damon pozostawiam widzom. „Utalentowany pan Ripley” to sielska opowieść z cudownymi krajobrazami w tle, która nieoczekiwanie przeradza się w thriller psychologiczny. To ten typ filmu, który można obejrzeć w towarzystwie ośmiorga znajomych różnych płci i gustów i będzie podobał się wszystkim.
„The Square” reż. Ruben Östlund, 2017

Film, który trzeba zobaczyć. I to nie tylko dlatego, że jest zdobywcą tegorocznej Złotej Palmy dla najlepszego filmu. „The Square” to subtelnie zabawna komedia dla inteligentów ze szczyptą moralizatorstwa w tle. Christian, dyrektor Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Sztokholmie (w tej roli tyle przystojny, co nonszalancki 50-letni Claes Bang) przygotowuje się do kilku nowych wystaw, które niebawem mają zostać otwarte w muzeum. Między wywiadami, zakupami z nastoletnimi córkami, a spotkaniami z chłopakami z agencji reklamowej, którzy mają sprawić, że o planowanej wystawie będę mówili wszyscy, Christian usiłuje odzyskać skradzione telefon i portfel. „The Square” stawia poważne pytania – o to, po co nam sztuka współczesna i kto jest właściwie jej odbiorcą, ale też o pakiet uprzedzeń wgrywanych nam przez społeczeństwo. Magia polega na tym, że Östlund robi to z niespodziewaną lekkością. Bonusowo jedna z dziwniejszych scen erotycznych w historii kina.
„Arizona dream” reż. Emir Kusturica, 1992

Nie ma chyba kobiety, która kiedyś, na jakimś etapie życia, nie westchnęłaby (choćby i w sekrecie) do Johnny’ego Deppa. Johnny był już wrażliwym artystą, prostodusznym chłopakiem z sąsiedztwa, macho handlującym narkotykami, stylowym cyganem, bogatym kochankiem pięknej Angeliny – można by wymieniać o wiele dłużej. Trudno było wybrać do tego przeglądu jeden film z jego udziałem. Postawiłam na odrobinę nostalgii – ćwierć wieku temu, kiedy Kusturica kręcił „Arizona dream”, gwiazdor miał 29 lat, na koncie kilka gniotów, jeden dobry film („Edwarda nożycorękiego”) i eksperymentalny musical Johna Watersa „Cry baby”.
Bohater jedzie do Arizony na ślub wuja, który usiłuje nakłonić go, żeby przejął po nim salon samochodowy. Nieoczekiwanie wuj umiera, a chłopak trafia do domu za miastem w którym mieszkają zakochane w nim do szaleństwa matka (Faye Dunaway) i córka. Grając w filmie Depp nie mógł jeszcze przypuszczać, jak potoczy się jego kariera i życie osobiste. I miło popatrzeć na niego w takim wydaniu – młodego buntownika i marzyciela. Zarówno w życiu, jak i na ekranie.
Bohater jedzie do Arizony na ślub wuja, który usiłuje nakłonić go, żeby przejął po nim salon samochodowy. Nieoczekiwanie wuj umiera, a chłopak trafia do domu za miastem w którym mieszkają zakochane w nim do szaleństwa matka (Faye Dunaway) i córka. Grając w filmie Depp nie mógł jeszcze przypuszczać, jak potoczy się jego kariera i życie osobiste. I miło popatrzeć na niego w takim wydaniu – młodego buntownika i marzyciela. Zarówno w życiu, jak i na ekranie.
„Drive” reż. Nicolas Winding Refn, 2011

Jeśli, podobnie jak mnie, odstręcza was zestaw z rodzaju twarz dzieciaka + zrobiona na siłowni klata, prawdopodobnie także nie zrozumiałyście o co chodzi z tym szałem na Ryana Goslinga w 2004, kiedy na ekrany kin wszedł „Pamiętnik”, a wszystkie nastolatki tapetowały sobie jego twarzą i/lub klatą pokoje.
Wizualnie Gosling spodobał mi się dopiero w oscarowym „La la land”. Jednak serca kobiet, które wyszły już z wieku nastoletniego podbił rolą w „Drive”. Przestylizowanym filmie udającym kino klasy B. Bohater małomówny, jak na prawdziwego twardziela przystało, przemierza LA w błyszczącej kurteczce ze skorpionem w zębach międląc wykałaczkę. Z czasem imponuje widzowi coraz bardziej. „Drive” to film całkiem tarantinowski, z tą różnicą, że Quentin nie byłby chyba w stanie zrobić tak wysmakowanego wizualnie obrazu.
Wizualnie Gosling spodobał mi się dopiero w oscarowym „La la land”. Jednak serca kobiet, które wyszły już z wieku nastoletniego podbił rolą w „Drive”. Przestylizowanym filmie udającym kino klasy B. Bohater małomówny, jak na prawdziwego twardziela przystało, przemierza LA w błyszczącej kurteczce ze skorpionem w zębach międląc wykałaczkę. Z czasem imponuje widzowi coraz bardziej. „Drive” to film całkiem tarantinowski, z tą różnicą, że Quentin nie byłby chyba w stanie zrobić tak wysmakowanego wizualnie obrazu.
„Niebezpieczne związki” reż. Stephen Fears, 1988

Z całą sympatią dla osoby i kunsztu aktorskiego Johna Malkovicha, trudno powiedzieć o nim, że jest przystojnym mężczyzną. Miałam pewne opory przed włączeniem do niniejszego przeglądu filmu, w którym odgrywa obok Glenn Close i Michelle Pfeiffer główną rolę. Jednak Malkovich wciela się w postać Wicehrabiego Sébastiena de Valmonta, uwodziciela i libertyna tak przekonująco, że po kilkunastu minutach nie zastanawiamy się nad symetrią jego twarzy, ale wraz z naiwną Madame de Tourvel dajemy się zaczarować. Gdzież te subtelne, ale nieodarte z erotyzmu zaloty rozgrywające się w spojrzeniach gdzieś między przechadzką w ogrodzie z przyzwoitką, a popołudniową herbatą w towarzystwie matki?
Fabuła zostaje zawiązana wokół salonowej intrygi – Markiza de Merteuil (Close) zakłada się ze swoim dawnym kochankiem, Valmontem, że prześpi się z nim, jeśli uda mu się uwieść bogobojną mężatkę (Pfeiffer). Choć pobieżne streszczena fabuła mogłaby z równym powodzeniem być kanwą romansu dla nastolatek, w „Niebezpiecznych związkach” nie ma ani jednej fałszywej nuty. To film, który trzyma w napięciu, wciąga i porusza.
Fabuła zostaje zawiązana wokół salonowej intrygi – Markiza de Merteuil (Close) zakłada się ze swoim dawnym kochankiem, Valmontem, że prześpi się z nim, jeśli uda mu się uwieść bogobojną mężatkę (Pfeiffer). Choć pobieżne streszczena fabuła mogłaby z równym powodzeniem być kanwą romansu dla nastolatek, w „Niebezpiecznych związkach” nie ma ani jednej fałszywej nuty. To film, który trzyma w napięciu, wciąga i porusza.
„American Honey” reż. Andrea Arnold, 2016

Star jest dojrzewającą dziewczyną z patologicznej rodziny mieszkającej na przedmieściach. Pierwsze dni wakacji schodzą jej na opiece nad młodszym rodzeństwem i lawirowaniu między agresywnym bratem, a wiecznie podpitą matką. Pewnego dnia w markecie poznaje bandę podróżujących vanem nastolatków, na których czele stoi charyzmatyczny i Jake (Shia LaBeouf). Dziewczyna ucieka z domu i dołącza do grupy, która podróżuje przez Stany sprzedając od drzwi do drzwi prenumeraty magazynów. Wkrótce Jake i Star zostają kochankami.
Sceny erotyczne z ich udziałem to jedne z najnaturalniejszych ujęć tego typu jakie można było zobaczyć ostatnio na ekranach kin. Shia LaBeouf ze swoją aurą mężczyzny poczciwego, ale postrzelonego hipnotyzuje od momentu w którym pojawia się na ekranie, aż do samego końca. Niebanalny film o dorastaniu nie do końca dla dorastającyh. W tle Stany – u Arnold brzydkie, biedne i prowincjonalne.
Sceny erotyczne z ich udziałem to jedne z najnaturalniejszych ujęć tego typu jakie można było zobaczyć ostatnio na ekranach kin. Shia LaBeouf ze swoją aurą mężczyzny poczciwego, ale postrzelonego hipnotyzuje od momentu w którym pojawia się na ekranie, aż do samego końca. Niebanalny film o dorastaniu nie do końca dla dorastającyh. W tle Stany – u Arnold brzydkie, biedne i prowincjonalne.
„Lolita” reż. Adrian Lyne, 1997

Dla tych z was, którzy jakimś cudem nie wiedzą o co chodzi – film z Ironsem to druga w historii ekranizacja powieści o tym samym tytule autorstwa Vladimira Nabokova. Opowiada o francuskim pisarzu, który przenosi się do Stanów. Pragnie zaszyć się na prowincji, gdzie mógłby w spokoju dokończyć prace nad książką. Zamieszkuje w pokoju wynajętym mu przez Panią Haze, ponieważ w jej 12-letniej córce, Dolores widzi ucieleśnienie swojej pierwszej i jedynej miłości, zmarłej młodo Annabeli. Wkrótce matka dziewczyny wyznaje mu miłość i stawia ultimatum – ślub albo wyprowadzka. Humbert, który nie wyobraża sobie bycia oddzielonym od dziewczynki godzi się na warunki Pani Haze. Wkrótce potem małżonka ginie pod kołami samochodu, a pisarz odbiera Dolores z obozu letniego i udaje się z nią w podróż po Stanach, podczas której zostają kochankami.
Ironsowi udało się oddać co do joty całą subtelność postaci stworzonej przez Nabokova. Jego Humbert Humbert ożył we wszystkich wymiarach – wrażliwego na piękno intelektualisty, łagodnego opiekuna, ale i lubieżnego kochanka. Patrząc na szlachetne rysy dojrzałego Ironsa i słuchając dalekich od próby wybielenia się wyzwań bohatera, nie łatwo zobaczyć w nim potwora. Nie tak wyobrażamy sobie filmy o pedofilu. „Lolita” to „Romeo i Julia” XX wieku.
Ironsowi udało się oddać co do joty całą subtelność postaci stworzonej przez Nabokova. Jego Humbert Humbert ożył we wszystkich wymiarach – wrażliwego na piękno intelektualisty, łagodnego opiekuna, ale i lubieżnego kochanka. Patrząc na szlachetne rysy dojrzałego Ironsa i słuchając dalekich od próby wybielenia się wyzwań bohatera, nie łatwo zobaczyć w nim potwora. Nie tak wyobrażamy sobie filmy o pedofilu. „Lolita” to „Romeo i Julia” XX wieku.
