Fot. Shutterstock.com
Fot. Shutterstock.com

Każdego dnia zostawiamy w mediach społecznościowych sporą porcję informacji o sobie. Dzielimy się przeżyciami, zamieszczamy linki do piosenek czy po prostu oznaczamy, w jakim mieście, restauracji akurat jesteśmy. Te wszystkie dane są gromadzone i później wykorzystywane. – Facebook jest w stanie przewidzieć, że zerwie pani ze swoją sympatią w najbliższym czasie. On to wie, zanim pani się dowie – mówi nam Lech C. Król, właściciel agencji Adwertajzing i The billion dollar questions.

REKLAMA
O tym, jak wiele wiedzą o nas administratorzy aplikacji czy serwisów społecznościowych, z których przecież tak często korzystamy, przekonała się niedawno jedna z użytkowniczek Tindera. Kobieta poprosiła właścicieli mobilnej aplikacji randkowej o udostępnienie danych, które zostały zgromadzone na jej temat. Przesłano jej aż 800 stron informacji. Mogła wiele przeczytać, np. o tym, jakie ma zainteresowania, jakiej muzyki słucha, jakie są jej preferencje dotyczące jedzenia, a także przypomnieć sobie, jakie miejsca odwiedzała. Na tym nie koniec, w zestawieniu pojawiły się informacje na temat liczby lajków na Facebooku czy zdjęcia z Instagrama, które w tym czasie publikowała. Przerażające. Zwłaszcza, jeśli liczbę tych stron przemnoży się przez liczbę aktywnych użytkowników aplikacji. "Business Insider" w lutym pisał o dziesiątkach milionów osób, które na całym świecie z niej korzystają. A według najnowszych danych, Facebook ma już blisko 2 miliardy użytkowników.
"Czytając 1700 komunikatów, które opublikowałam od 2013 roku, odbyłam wycieczkę w moje nadzieje, obawy, preferencje seksualne i najgłębsze tajemnice. Tinder zna mnie tak dobrze" – oceniła kobieta. Sprawę opisał "The Guardian". A cytowany przez dziennik socjolog powtórzył, że na podobnej zasadzie działa większość aplikacji. – Jestem przerażony, ale zupełnie nie zaskoczony ilością tych danych. Każda aplikacja, z której regularnie korzystasz na smartfonie, zbiera podobne dane na twój temat. Facebook ma tysiące stron o jednej osobie – komentował Olivier Keyes, analityk danych z University of Washington.

Facebook zna cię lepiej niż rodzina

"Facebook wie o tobie więcej niż twoja matka" – grzmią coraz częściej specjaliści. Mało tego: wykorzystuje tę wiedzę. David Stillwell z Uniwersytetu w Cambridge i prof. Michał Kosiński z Uniwersytetu Stanforda opublikowali w zeszłym roku badania, które powstały na podstawie analizy profili ponad 4 milionów wolontariuszy. Porównali bowiem to, co o użytkownikach Facebooka sądzą ich znajomi i rodzina z tym, co można wywnioskować na podstawie ich facebookowych polubień. Wniosek przeraża: algorytm portalu bliższy jest prawdy o badanych niż ich rodziny.
Marcin Kalkhoff
strateg, autor bloga BrandDoctor.pl

Warto zdać sobie sprawę, że Facebook wie o nas mnóstwo, a nasze profilowanie nie dość, że było przedmiotem prac naukowych to podobno zostało wykorzystanie 'gorzej' niż przez reklamodawców – przez politykę. Mam na myśli elekcję Trumpa. Dr Michał Kosiński stworzył algorytm, który na podstawie aktywności na Facebooku tworzy portret psychologiczny użytkownika. Rzekomo ten algorytm został wykorzystany właśnie podczas wyborów prezydenckich w USA.

Na podstawie polubień administratorzy są w stanie wyciągnąć daleko idące wnioski, np. określić typ osobowości. Pracownicy Fundacji Panoptykon odsyłają nas do raportu "Śledzenie w sieci według nowych reguł gry: jakie scenariusze rozwoju wydarzeń są możliwe?". W materiale wyliczono, jakie informacje ma o nas Facebook. Wiek, płeć, miejsce zamieszkania, sprzęt, z którego korzystamy – to akurat standard. Ale już fakt, że dosyć dobrze wiedzą, jakie są nasze zainteresowania, sytuacja życiowa, majątkowa, historia zakupów, a nawet cechy osobowości, może być niepokojący.
Prof. Michał Kosiński
jeden z autorów badań w rozmowie z Aleksandrą Ptak na łamach „Press”

Lajki to tylko jeden z wielu cyfrowych śladów, nie najlepszy do badania, ludzie nie polubią przecież rzeczy, których nie chcieliby pokazać innym. Na podstawie danych przeglądarki i działalności na Facebooku możemy odgadnąć pani poglądy polityczne, wyznanie, a nawet to, czy pani rodzice są rozwiedzeni. Robiliśmy badania na podstawie języka, historii wyszukiwania, list słuchanej muzyki, bo ludzie mniej nimi manipulują niż lajkami. Nie można na przykład przechowywać danych o pani orientacji seksualnej, ale nasz algorytm rozpozna ją bez trudu po playliście ze Spotify.

Taką wiedzę wykorzystują później reklamodawcy. Pracownicy Fundacji Panoptykon przypominają, że często dochodzi np. do "dyskryminacji cenowej". "A więc te same produkty (np. laptop, bilet lotniczy) lub usługi (np. abonament telefoniczny) są oferowane konsumentom na tym samym rynku (w ramach danego kraju czy nawet tego samego segmentu usług) po różnych cenach, uzależnionych od ich unikatowych cech (np. klasy urządzenia, z którego korzystają, ofert, jakie przeglądali wcześniej w sieci, czy ustalonego profilu osobowościowego)” – czytamy w opracowaniu fundacji.

Nie tylko Facebook

– Rozmawiałam ze znajomym przez telefon o tym, że myśli, by rozkręcić biznes i zacząć jeździć food truckiem. Chwilę po zakończeniu rozmowy zobaczyłam reklamę tych pojazdów – słyszę od jednej z kobiet. Zdziwiło ją to tym bardziej, że wcześniej nie wyszukiwała tego typu haseł. Inny przykład: – Na messengerze pisaliśmy o osobach LGBT, kilka godzin później widzę reklamę portali dla osób LGBT. Trochę się przeraziłam, bo nie wyszukiwałam wcześniej takich haseł – mówi Agnieszka.
– Moim zdaniem jest to czysty przypadek – ocenia Tomasz Bartnik, właściciel agencji One Eleven. – Na pewno analizują nasze teksty i zachowania – uważa Lech C. Król.
Lech C. Król
The billion dollar questions

Wyszukiwanie po słowach jest sprawą prostą, ale Facebook wie o nas więcej. Jest w stanie przewidzieć, że zerwie pani ze swoją sympatią w najbliższym czasie. On wie to, zanim pani się dowie. Takich rzeczy jest więcej. Tu mamy do czynienia z całym ogromem analiz behawioralnych. To nie jest takie trywialne, że oni śledzą po słowach, ale składają do kupy pewne typy zachowań, szukają cyfrowych bliźniaków, patrzą potem jak dalej się zachowują. Warto pamiętać, że nie siedzi tam żaden mały, ani wielki człowiek, który czyta dane, to po prostu "mieli" komputer. Poziom dyskrecji jest zachowany, bo i tak to się odbywa między nami a nami, my gadamy do komputera a komputer do nas.

Ale nie tylko Facebook wie o nas wiele. – Google śledzi każdy nasz ruch dzięki aplikacjom takim jak Google Maps – poniekąd świadomie mu na to pozwalamy; na każdym prawie rogu śledzą nas kamery monitoringu miejskiego, część z nich transmituje ciągły obraz do internetu – poniekąd świadomie godzimy się na to w imię bezpieczeństwa albo chęci oglądania sypiącego śniegu... – zauważa strateg Marcin Kalkhoff.

Planowane są zmiany

Jak przypomina Fundacja Panoptykon, wiele ma się zmienić w 2018 roku. Wówczas zacznie obowiązywać Rozporządzenie o ochronie prywatności w łączności elektronicznej (Rozporządzenie ePrivacy). Oba dokumenty nie pozwalają na śledzenie w sieci bez podstawy prawnej (tzn. zgody, relacji umownej). W przytaczanym powyżej tekście stwierdzono, że "ta zasada nie uderzy w firmy, które stawiają na marketing własnych produktów i bezpośrednie, przejrzyste relacje z użytkownikami. Ale z pewnością skomplikuje model biznesowy brokerom danych, do tej pory schowanych na 'zapleczu' internetu".
– Naszym zdaniem ta reforma to szansa dla tych użytkowników, którzy chcą sami decydować, komu i w jakim celu (także reklamowym) będą udostępniać dane na swój temat – uznali przedstawiciele Fundacji Panoptykon. Co zrobić, by Facebook i inne aplikacje społecznościowe nie zbierały na nasz temat tak wielu danych? Takie pytanie na łamach magazynu "Komputer Świat" postawił Jakub Szczęsny. "Jeżeli chodzi o nieoczywiste dla większości użytkowników metadane, nie ma możliwości ominięcia tego mechanizmu działania Facebooka" – pisze Szczęsny. Dodaje, że najprościej byłoby zamknąć konto w serwisie i "nigdy z niego nie korzystać", bo będąc zarejestrowanym nie mamy możliwości, by uchronić się przed zbieraniem danych na nasz temat.