
Każdego dnia zostawiamy w mediach społecznościowych sporą porcję informacji o sobie. Dzielimy się przeżyciami, zamieszczamy linki do piosenek czy po prostu oznaczamy, w jakim mieście, restauracji akurat jesteśmy. Te wszystkie dane są gromadzone i później wykorzystywane. – Facebook jest w stanie przewidzieć, że zerwie pani ze swoją sympatią w najbliższym czasie. On to wie, zanim pani się dowie – mówi nam Lech C. Król, właściciel agencji Adwertajzing i The billion dollar questions.
Facebook zna cię lepiej niż rodzina
"Facebook wie o tobie więcej niż twoja matka" – grzmią coraz częściej specjaliści. Mało tego: wykorzystuje tę wiedzę. David Stillwell z Uniwersytetu w Cambridge i prof. Michał Kosiński z Uniwersytetu Stanforda opublikowali w zeszłym roku badania, które powstały na podstawie analizy profili ponad 4 milionów wolontariuszy. Porównali bowiem to, co o użytkownikach Facebooka sądzą ich znajomi i rodzina z tym, co można wywnioskować na podstawie ich facebookowych polubień. Wniosek przeraża: algorytm portalu bliższy jest prawdy o badanych niż ich rodziny.
Warto zdać sobie sprawę, że Facebook wie o nas mnóstwo, a nasze profilowanie nie dość, że było przedmiotem prac naukowych to podobno zostało wykorzystanie 'gorzej' niż przez reklamodawców – przez politykę. Mam na myśli elekcję Trumpa. Dr Michał Kosiński stworzył algorytm, który na podstawie aktywności na Facebooku tworzy portret psychologiczny użytkownika. Rzekomo ten algorytm został wykorzystany właśnie podczas wyborów prezydenckich w USA.
Lajki to tylko jeden z wielu cyfrowych śladów, nie najlepszy do badania, ludzie nie polubią przecież rzeczy, których nie chcieliby pokazać innym. Na podstawie danych przeglądarki i działalności na Facebooku możemy odgadnąć pani poglądy polityczne, wyznanie, a nawet to, czy pani rodzice są rozwiedzeni. Robiliśmy badania na podstawie języka, historii wyszukiwania, list słuchanej muzyki, bo ludzie mniej nimi manipulują niż lajkami. Nie można na przykład przechowywać danych o pani orientacji seksualnej, ale nasz algorytm rozpozna ją bez trudu po playliście ze Spotify.
Nie tylko Facebook
– Rozmawiałam ze znajomym przez telefon o tym, że myśli, by rozkręcić biznes i zacząć jeździć food truckiem. Chwilę po zakończeniu rozmowy zobaczyłam reklamę tych pojazdów – słyszę od jednej z kobiet. Zdziwiło ją to tym bardziej, że wcześniej nie wyszukiwała tego typu haseł. Inny przykład: – Na messengerze pisaliśmy o osobach LGBT, kilka godzin później widzę reklamę portali dla osób LGBT. Trochę się przeraziłam, bo nie wyszukiwałam wcześniej takich haseł – mówi Agnieszka.
Wyszukiwanie po słowach jest sprawą prostą, ale Facebook wie o nas więcej. Jest w stanie przewidzieć, że zerwie pani ze swoją sympatią w najbliższym czasie. On wie to, zanim pani się dowie. Takich rzeczy jest więcej. Tu mamy do czynienia z całym ogromem analiz behawioralnych. To nie jest takie trywialne, że oni śledzą po słowach, ale składają do kupy pewne typy zachowań, szukają cyfrowych bliźniaków, patrzą potem jak dalej się zachowują. Warto pamiętać, że nie siedzi tam żaden mały, ani wielki człowiek, który czyta dane, to po prostu "mieli" komputer. Poziom dyskrecji jest zachowany, bo i tak to się odbywa między nami a nami, my gadamy do komputera a komputer do nas.
Planowane są zmiany
Jak przypomina Fundacja Panoptykon, wiele ma się zmienić w 2018 roku. Wówczas zacznie obowiązywać Rozporządzenie o ochronie prywatności w łączności elektronicznej (Rozporządzenie ePrivacy). Oba dokumenty nie pozwalają na śledzenie w sieci bez podstawy prawnej (tzn. zgody, relacji umownej). W przytaczanym powyżej tekście stwierdzono, że "ta zasada nie uderzy w firmy, które stawiają na marketing własnych produktów i bezpośrednie, przejrzyste relacje z użytkownikami. Ale z pewnością skomplikuje model biznesowy brokerom danych, do tej pory schowanych na 'zapleczu' internetu".
