Plantatorzy i sadownicy narzekają na brak pracowników. Mają problem m.in. ze zbiorem malin.
Plantatorzy i sadownicy narzekają na brak pracowników. Mają problem m.in. ze zbiorem malin. Fot. Screen/Agroconsult Polska/https://youtu.be/UBaoO_sbMSE

Trzy czwarte naszych rozmówców potwierdziło coraz bardziej niepokojący trend. W różnych częściach Polski. O tej porze roku niektóre owoce powinny być już zebrane, bo w każdej chwili mogą być przymrozki, a wciąż maliny, czy borówki amerykańskie, wiszą na krzakach. Nie ma ludzi, coraz trudniej znaleźć pracowników sezonowych. – Szukałam nawet przez znajomych, ale usłyszałam, że mają 500+ i nie potrzebują pracy – mówi nam jedna z plantatorek z centralnej Polski.

REKLAMA

Narzekamy, że owoce są drogie. W tym roku kosmiczne były np. ceny wiśni, teraz słychać, że jabłka są o połowę droższe. Wiadomo, pogoda, gorsze zbiory. Ale może nie bez znaczenia jest też fakt, że nie ma kto ich zbierać? – Brakuje ludzi i ten trend się nasila – jeden za drugim powtarzają plantatorzy. Z kilku powodów, ale 500+ najczęściej pierwsze ciśnie im się na usta.

Pani Magda z centralnej Polski jeszcze niedawno szukała kogoś do pomocy. Ma niedużą plantację malin. Nie może nikogo znaleźć. – Dawałam ogłoszenie, pytałam wśród znajomych, ale bez skutku. Usłyszałam, że jest 500+ to nie muszą. Jest ogromny problem i będzie jeszcze gorzej – mówi. I absolutnie nie jest jedyna. O problemie alarmuje w sieci również Janusz Piechociński.

"Aż się przeżegnał na widok malin na krzaku" Wójt gminy Mokrsko prowadzi wraz z żoną duże gospodarstwo rolne, a na nim szkółkę truskawek i malin. Mówi, że taki trend obserwuje już trzeci rok, ale w tym roku problem jest naprawdę duży. Brakuje ludzi. – Nie zebraliśmy wszystkich owoców i zostało ich na krzakach całkiem sporo. Z sadzonkami jakoś walczymy, ale na pewno w tym roku nie zwiększę areałów. Raczej część wykopię i ograniczymy ich ilość – mówi. Jego szkółkę właśnie odwiedził twórca polskiej maliny. – Był wczoraj i jak zobaczył te niezebrane owoce, to aż się przeżegnał. Że takie ładne i niezebrane – mówi naTemat Tomasz Kącki.

Jak podsumowuje, na dzień dzisiejszy ma o 15 pracowników za mało. Musiał wybrać – albo nowe sadzonki albo owoce. Wybrał to pierwsze. – Od 15 września zaczęliśmy kopać sadzonki truskawek. Gdybym miał więcej ludzi to część mogłaby zbierać owoce, a część kopać. Ale nie mam aż tylu. Sami z żoną też chwyciliśmy za nożyczki – przyznaje. Normalnie w sezonie powinno być u niego 40 osób codziennie dyspozycyjnych do pracy. – W najlepszym momencie udaje nam się dojść do 30 – przyznaje.

W sieci, choćby na Facebooku, mnóstwo znajdziemy takich ogłoszeń.

Fot. Screen/Facebook

Powód, dla którego nie można znaleźć ludzi? Na pierwszym Tomasz Kącki miejscu wymienia 500+. – Może wcale program 500+ nie byłby przeszkodą, żeby ludzie chcieli pracować. Gdyby nie było wyliczenia dochodów na pierwsze dziecko. A tak powoduje to, że część z nich nie podejmie pracy, jak sobie policzy, że oznacza to utratę świadczeń. Im się po prostu pracować nie opłaca. Mając takie pieniądze kobiety na pewno nie podejmą pracy – mówi.

Tomasz Kącki, jako wójt, obserwuje skalę zjawiska jeszcze w inny sposób. Sam zresztą zna w swojej gminie sporo takich osób. – Mamy zapewnić dzieciom przedszkole od 3 roku życia. Gdy pojawiło się 500+ i zaczęliśmy robić 9-godzinne przedszkola, to okazało się, że nagle jest w nim pełno dzieci. Państwo powiedziało, że to bezpłatne i taki mamy efekt. Dzieci są w przedszkolu, mamy nie pracują, tylko siedzą na Facebooku. Przy szkolnych dzieciach mają jeszcze pretensje, że lekcje w świetlicy nie są odrobione. Dobrobyt robi swoje – kwituje.

Teraz wszyscy się denerwują To samo słychać w innych rejonach. Wczoraj mówiła nam o tym właścicielka gospodarstwa rolnego z Pomorza. – 500+ rozbestwiło wszystkich tak, że rolnicy nie mogą znaleźć pracowników do prac sezonowych. Czemu w tym roku tyle truskawek nie zebranych? Maliny opadają, nie ma komu zbierać. Lenistwo totalne się rozprzestrzeniło – mówiła Elżbieta Szczukowska.

Wielu rolników przyznaje, że w tym roku szczególnie widać, jak duży jest problem z pracownikami. – Dużo jest wśród sadowników i plantatorów opinii, że to efekt 500+. Tak z drwinami to komentują – mówi naTemat Zdzisław Majlert z Gospodarstwa Ogrodniczego Rysiny. Często jeździ na giełdę, słyszy o czym się rozmawia. – Teraz wszyscy się denerwują, bo przychodzi okres przymrozkowy, trzeba szybko zbierać owoce, a nie ma komu. Na wschodzie, czy bliżej Skierniewic powstały bardzo duże plantacje borówki amerykańskiej, i tam potrzeba bardzo dużo ludzi, bo owoce zbierane ręcznie – mówi.

A jego sąsiad miał dopiero co taki problem: – Miał kukurydzę cukrową i jednocześnie miał do zebrania pory. Nie mógł sobie poradzić, musiał sobie jedno odpuścić, bo nie mógł zorganizować ludzi do pracy.

"Takiego roku jeszcze nie było. Nie dość, że nie ma chętnych do pracy to oczekiwania finansowe są nawet dwukrotnie wyższe niż w normalnych latach. Zwykle w sezonie zatrudnialiśmy około 10 osób. W tym roku mamy pięcioro i nie zapowiada się, żeby ktoś miał dojechać. Na ogłoszenia nikt nie odpowiada, a przewoźnicy osób z Ukrainy przyznają, że nie ma kogo przywozić. Ukraińcy nie chcą pracować przy zbiorze jabłek". Czytaj więcej

Sadownik z powiatu grójeckiego

sadyogrody.pl

"U nas ludzie nie wyjeżdżają w pole, tylko do Niemiec" Ale 500+ to nie wszystko. Dużo słyszę o młodzieży. Kiedyś ta szkolna często dorabiała sobie w sadach. Teraz, jak trafi się chętny, to albo szybko się zmęczy i już po 4 godzinach chce dniówki, albo ma Bóg wie, jakie wymagania. No i wielu Polaków wciąż wyjeżdża do pracy na Zachód. Wbrew opiniom rządzącym, trend wciąż jest bardziej wyjazdowy niż powrotny.

– Nasz region jest "eksportowy". U nas ludzie nie wyjeżdżają w pole, tylko do Niemiec. W Niemczech jest bardzo duży popyt na Polaków. Większość osób w wieku emerytalnym, zwłaszcza kobiety, wolą jechać do Niemiec, bo tam zarobią 3 razy tyle. Nas nie stać, by dawać im takie wysokie stawki – przyznaje wójt Kącki.

Jak sobie radzi? Gdzie szuka ludzi? Akurat w jego regionie jest wiele fabryk, do których ściągani są Ukraińcy. I to im proponuje dodatkową pracę, ale i z tym jest coraz trudniej. – Chcieliśmy ostatnio ściągnąć do siebie 15 osób, ale ci, którzy szukali ich dla nas, stwierdzili, że już nikogo nie znajdą, bo i na Ukrainie brakuje chętnych – mówi.

Posiłki i woda Na około 10 plantatorów, z którymi rozmawiam, tylko jeden stwierdza, że nie ma problemu. Mówi, że ma stałą ekipę, o którą dba, jak może. Zapewnia im m.in. posiłki i butelkowaną wodę.

Inny, ze środkowej Polski: – Bardzo odczuwalny brak pracowników sezonowych i borykamy się z tym, że ich liczba zmniejsza się z każdym rokiem. My pozyskujemy pracowników z Ukrainy, ale i stamtąd pracowników jest coraz mniej. Każdy na rynku odczuwa dziś brak rąk do pracy. Również z powodu 500+ i innych świadczeń.

Co ciekawe, okazuje się, że Ukraińcy też wyjeżdżają z Polski. – Bardzo dużo tych z zachodniej Ukrainy, pojechało dalej na Zachód. Do nas przyjeżdżają teraz ci ze wschodniej części kraju, ale oni nie są tak zdyscyplinowani i pracowici jak ci z zachodniej – zauważa Zdzisław Majlert.

"Rozdawnictwo nie jest dobre" Teraz najgorszy okres, właściwie ostatni moment, by zebrać to, co jeszcze na plantacjach, czy w sadach zostało. Przymrozki mogą pojawić się w każdej chwili. Już jednak pojawiają się obawy, co będzie za rok. Zdzisław Majlert wspomina jak było jeszcze trzy, cztery lata temu. Z pobliskiego Domu Samotnej Matki oraz Markotu przychodzili do niego ludzie i prosili o jakąkolwiek pracę, żeby zarobić choćby na papierosy.

– W tej chwili nikogo to nie interesuje. Poprawiły się warunki bytowe i nie ma zainteresowania ciężką pracą. Wszyscy mówią, że jest problem i to się będzie pogłębiało. Rozdawnictwo nie jest dobre – kwituje.