
Katalończycy żądają niepodległości, Madryt sprzeciwia się i neguje wyniki referendum, służby medyczne udzielają pomocy pobitym przez policjantów. Takiemu obrotowi spraw w Hiszpanii w poniedziałkowe popołudnie stanowczo sprzeciwił się Donald Tusk. Szef Rady Europejskiej w tej sprawie rozmawiał już z premierem Hiszpanii Mariano Rajoy'em.
Władze w Madrycie od początku zapowiadały, że nie uznają wyniku ich zdaniem nieważnego referendum w sprawie niepodległości Katalonii. Mimo to sceny, które wydarzyły się w niedzielę nie powinny mieć miejsca. Policjanci siłą blokowali dostęp do urn wyborczych, zamykano lokale wyborcze i zabierano urny z głosami. Około tysiąca osób zostało rannych, część spośród nich to policjanci, ale w zdecydowanej większości to Katalończycy, którzy marzą o niepodległości. Ponad 90 proc. głosujących opowiedziało się za oderwaniem Katalonii od Hiszpanii.
Przeciwko użyciu siły wypowiadają się nie tylko katalońscy opozycjoniści, ale też najwyżsi politycy Unii Europejskich. Stanowczy głos zabrał między innymi Donald Tusk, który osobiście zaapelował do premiera Hiszpanii Mariano Rajoya o znalezienie sposobu, dzięki któremu uda się uniknąć dalszej eskalacji konfliktu i użycia siły.
Warto zauważyć, że Mariano Rajoy, Donald Tusk oraz inni wpływowi przywódcy Europy, jak Jean-Claude Juncker i Angela Merkel należą do tej samej chadeckiej międzynarodówki EPP. W tym kontekście dzisiejsze słowa Tuska wyglądają nie tylko na czczą gadaninę, ale stanowczy komunikat płynący do Madrytu z najbardziej wpływowej grupy europejskich przywódców.
