"Podobał mi się Botoks". Oni po filmie Vegi nie wyszli z kina zażenowani, wręcz przeciwnie

"Botoks" zaliczył rekordowe otwarcie w kinach, jak i rekordowo niską ocenę w internecie.
"Botoks" zaliczył rekordowe otwarcie w kinach, jak i rekordowo niską ocenę w internecie. Kadr z filmu "Botoks"
Patryk Vega dopiął swego. O "Botoksie" mówił, że "nie będzie kijem włożonym w mrowisko, ale całą armią kijów!". I faktycznie. Ludzie mówią, a zazwyczaj nie szczędzą słów krytyki. Są jednak i tacy, którym najnowsza produkcja Vegi przypadła do gustu. Frekwencyjny rekord nie wziął się przecież znikąd.

Jeszcze przed premierą o filmie było głośno, napędzały to też niepochlebne recenzję, a tu proszę - "Botoks" osiągnął najlepszy wynik otwarcia w tym roku, przyciągając do kin ponad 700 tysięcy osób. To kinowy cud, biorąc pod uwagę cały hejt w internecie. Dam sobie rękę uciąć, że duża część widzów poszła na "Botoks" z ciekawości, bo przeczytali, że jest fatalny lub to, że ludzie na nim mdleją.

"BOTOKS" - NAJLEPSZE OTWARCIE 2017 ROKU - 711 TYSIĘCY WIDZÓW W 3 DNI Kochani, W ciągu ostatnich dni wielu z Was pytało...

Opublikowany przez Patryk Vega na 2 października 2017
Zbulwersowanych widzów nie brakuje - wystarczy wejść na forum serwisu Filmweb. Oprócz recenzji z jedną gwiazdką, znajdziemy tam też sporo maksymalnych ocen - wystawionych przez świeżo założone, fikcyjne konta. Najśmieszniejsze w tym jest to, żę wcześniej sam reżyser zarzucał, że wysyp negatywnych ocen i recenzji to zasługa internetowych trolli. Nie zdziwiłbym, jeśli jeden z kolejnych filmów poświęciłby użytkownikom internetu.

Pozytywnych recenzji jak na lekarstwo
Można tylko współczuć osobom, którzy idą na Vegę, a chcą Felliniego. Od lat przyzwyczaił nas do niezbyt wymagającego kina brutalno-rozrywkowego. Naprawdę ktoś wierzył w to, że nagle się to zmieni? Po ostatnich "Pitbullach" i jego filmach pokroju "Ciacha" czy "Hansa Klossa" postanowiłem go bojkotować i nie dawać powodów do kręcenia kolejnych bubli. Zwłaszcza, że powstaje tyle dobrych filmów i seriali, na których nie zmarnuję ani czasu, ani pieniędzy.

Już sam zwiastun "Botoksu" pokazywał z czym będziemy mieć do czynienia. Wulgaryzmy, "mocne" sceny i niewybredny humor. A przecież to w "teledyskowych" zapowiedziach zawsze pokazuje się to co najlepsze film ma do zaoferowania.
Nawet nie wiecie jak trudno mi było znaleźć osoby, którym "Botoks" się w miarę podobał. Chodzi mi o takich, którzy nie są "typowymi" Vegemaniakami, dla których szczytem ambitnego kina jest "Pulp Fiction", chadzają na dyskoteki disco-polo i ekscytują się walkami KSW przed telewizorami. Taki się właśnie prezentuje obraz fanatyka twórczości Patryka Vegi, bo i taki poziom nam serwuje. Na pewno nie zawiedli się ci, co szli do kina nie na Felliniego czy Bergmana, ani nawet coś w stylu kultowego serialu "Pitbull", ale po prostu na niezbyt wymagającą sensację.
Łukasz

"Problem z "Botoksem" jest taki, że to fajne widowisko, ale bardzo słaby film. Oglądałem to bardziej jak kompilację śmieszno/tragicznych filmików na YouTubie niż coś co mnie przyciągnęło fabułą. Takowej w tym nie uświadczymy, a przynajmniej nie takiej, która może zainteresować. Zwyczajnie umiem rozróżnić widowisko od filmu ambitnego, potrafię się dobrze bawić ogladając "Sharknado", bo to widowisko i temu ma służyć: dobrej zabawie, a nie refleksji nad życiem."

Problemem jest też "siła sugestii". – Osobiście znam kilka osób, które wychodzą z kina i mówią/myślą "o ten film był fajny, takie 8/10” po czym zerkają w net i widzą średnią ocen 5.5-6 i stwierdzają "nie no przecież tyle osób nie może się mylić. Na pewno nie podobał mi się ten film tak bardzo jak mi sie podobał” i wystawiają 6-7. Takie społeczeństwo – tłumaczy Łukasz, który ocenił "Botoks" na 5.


Nastawienie to ważna sprawa i przez nie nawet najdurniejsza komedia amerykańska może być świetnym filmem - zwłaszcza jeśli oglądamy ją z kumplami na imprezie, a nie idąc naburmuszonym do kina. Choć jeśli jest odpowiednio dobra (co raczej jest oksymoronem), to może też poprawić humor. Rozmawiałem też z koleżanką z radia, która jak lwica broni "Botoksu". – Potraktujmy film całościowo. Jeśli ktoś się burzy, że produkcja jest brutalna, chyba żyje na innym świecie albo niewiele na nim doświadczył. Ktoś też chyba zapomniał, że to nie dokument ani reportaż, to... fabuła. Niektóre sceny są więc owszem, przerysowane w brutalności, ale tak... że stają się wręcz komiczne w swojej wymowie. To wszystko jest po coś. Żeby podkreślić tragizm sytuacji, w jakiej niejednokrotnie znajduje się człowiek – tłumaczy Agnieszka.
Agnieszka

"Jest jednak coś, o czym nie wiedzieliśmy przed pójściem do kin. To miał być film o lekarzach. A okazał się tak naprawdę bardziej filmem o kobietach. O naszych kobiecych problemach i rozterkach, poniżaniu w pracy, męskim ego, rodzicielstwie, ciężkim wbijaniu się na szczyt, zdradach i cierpieniu. To absolutnie wartość dodana, a wręcz może nawet stanowiąca o jakości tego filmu. Filmu dobrej jakości."

– Eksperymentalny sex, martwe spojrzenia lekarzy, poniżanie kobiet, szowinizm, męskie zdrady, zaćpani przez przepracowanie pracownicy medyczni, sukces osiągnięty dzięki ładnym piersiom i sprytowi - tego nie ma? Czy żyjemy na innym świecie? – pyta retorycznie.

Strach iść teraz do szpitala
Najnowszy film Patryka Vegi okazał się sukcesem frekwencyjnym równiez ze względu na tematykę. Ten, kto nie miał problemów z polską służbą zdrowia, niech pierwszy rzuci kamieniem. Reżyser zawsze produkuje kontrowersyjne filmy reklamowane jako "obnażające prawdę o [wstaw grupę zawodową]". W wielu głosach pojawia się też wątek filmu szkodliwego społecznie. Lekarze nie mają tak dobrej renomy jak strażacy, ale po "Botoksie" wielu widzów ich jeszcze bardziej nienawidzi, choć to przecież nie jest historia oparta na faktach.
– Jest przerysowany i momentami okropny np. na scenie z aborcją zakrywałam oczy. Jednak ogólnie mi się podobał, bo choć sama rzadko miałam do czynienia z lekarzami, to kilka razy się na nich zawiodłam. Nawet na tych w prywatnych szpitalach. A o strasznych rzeczach, które się dzieją w filmie co chwilę się słyszy i czyta w mediach – mówiła mi Agata. Inna znajoma również uwierzyła filmowej fikcji.
Lidia

"Ten film wzbudził we mnie pozytywne emocje, chodź był przerażający na swój sposób. Odniosłam wrażenie, że tak naprawdę jest, że nie jest to żadna ściema. Przerażające, ale prawdziwe. Momentami bawił, momentami sprawiał, że chciało mi się płakać. Uważam, że Patryk Vega zrobił kawał dobrej roboty, a ci co uważają to za ścierwo, są po prostu idiotami. Nie wiem, może mają jakieś klapki na oczach i nie dopuszczają do siebie myśli , że taka jednak może być prawda."

"Botoks" tylko narobił apetytu
Są filmy, które mają skłaniać do myślenia i takie, które dostarczą nam po prostu rozrywkę - jak wyjście do wesołego miasteczka. Patryk Vega chciał połączyć obie misje z wiadomym skutkiem. Niesławnemu reżyserowi jest blisko do Eda Wooda, Uwe Bolla lub Tommy'ego Wiseau. Ci również mieli wizję, która najpierw została wyśmiana, a teraz są uznawani za kultowych artystów. Jestem pewien, że taki los czeka i Vegę.
Patryk Vega
Wywiad dla "Głosu Wielkopolski"

"Kolejny mój obraz do kin trafi 23 lutego 2018 roku i to będzie mój nowy film policyjny. Tym razem po raz pierwszy odsłaniający operację pod przykryciem Centralnego Biura Śledczego i pokazujący, w jaki sposób polska policja działa w skali Europy i współpracuje z policjami z innych krajów w walce z międzynarodową przestępczością." Czytaj więcej

Reżyser nie płacze w poduszkę po wielu głosach krytyki, ale szykuje już kolejne filmy. I wcale się nie dziwię ani jemu, ani dystrybutorom. W przyszłym roku do kin wejdzie produkcja w jego ulubionych klimatach "Kobiety mafii", potem planuje międzynarodowy obraz o handlu dziećmi - "Small World" i film o rosyjskiej mafii o roboczym tytule "Wora w zakonie".
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...