
Jako sześciolatka przeżyła piekło. Jak setki milionów dziewczynek na całym świecie została okaleczona w imię tradycji. Bez znieczulenia, tępą żyletką, odcięto jej zewnętrzne narządy płciowe, a potem zszyto ranę. Skutki tego bestialstwa odczuwa do dziś. W swojej książce "Cięcie" Hibo Wardere, która przeniosła się z Somalii do Wielkiej Brytanii, pragnie uświadomić, że ochrona dziewczynek jest obowiązkiem nas wszystkich, a egzotyczna z pozoru praktyka to element zbyt dobrze znanej męskiej kontroli nad kobiecą seksualnością.
Tak. Ten ból wrasta w człowieka. Staje się częścią tożsamości. Niechcianą częścią, ale mimo wszystko czymś, co zawsze jest obecne.
Z każdym ruchem żyletki odcinała kolejny fragment mojego ciała. Mój mózg nie miał nawet czasu rejestrować tego wszystkiego, co działo się między moimi nogami. Przypominałam ochłap mięsa, od którego rzeźnik odkrawa kawałki tłuszczu. Nie byłam już dzieckiem, jednostką ludzką, sześciolatką błagającą o ratunek.
Ponieważ moja cewka moczowa została zasłonięta płatem skóry, cierpiałam na nawracające infekcje. Ciągle trafiałam do szpitala, gdzie leczono mnie antybiotykami, podobnie jak wszystkie znane mi dziewczynki. A jednak nawet wtedy nie rozmawiałyśmy o tym, co nam się przydarzyło.
Już mam na nich sposób. Ostatnio przemawiałam w kanadyjskim parlamencie. Naprzeciwko mnie grupa składająca się głównie z białych mężczyzn, którym wygodnie będzie pomyśleć, że to ich nie dotyczy. Poprosiłam ich, by zamknęli oczy a potem wyobrazili sobie, że są małymi chłopcami. Bawią się, uczą, odkrywają świat, aż tu nagle pewnego dnia ich najbliżsi rzucają się na nich, przytrzymują ich za ręce i nogi a potem odcinają im penisa.
Widać było, że nagle poczuli się niekomfortowo. Jedni się skrzywili, inni zacisnęli nogi. Osiągnęłam cel: poczuli empatię wobec okaleczanych dziewczynek.
