
Wojsko strzela, nie wchodź
Ksiądz z ambony ostrzega, w szkołach ostrzegają. Na stronach urzędów, w witrynach sklepów wywieszają informacje, że "będą strzelać". Zresztą mieszkańcy miasteczek, które znajdują się w pobliżu poligonów, doskonale znają odgłosy wybuchów. Wojsko alarmuje, że obowiązuje "bezwzględny zakaz wchodzenia na teren poligonu". "Grzybiarze lub inne osoby, które ignoruj ten zakaz, narażają się w najlepszym razie na otrzymanie wysokiego mandatu, w najgorszym razie na utratę zdrowia, a nawet życia" – czytamy na stronie Urzędu Miasta w Żaganiu. Jego pracownicy mówią nam, że takie informacje publikują cyklicznie, przed każdymi ćwiczeniami. Podobne ogłoszenia znajdziemy zresztą na stronach wielu urzędów.
Czy legalnie można dostać się na teren poligonu? Na naszym poligonie drawskim każdy może wystąpić o okresową przepustkę, by wejść na jego teren. Może się to odbyć w celu zbierania runa leśnego lub połowu ryb. By wejść musi zadzwonić do oficera dyżurnego i otrzymać zgodę. Oczywiście może się to odbyć, kiedy nie ma ćwiczeń. Teren poligonu jest patrolowany przez Żandarmerię Wojskową i firmę ochroniarską, a za wejście bez przepustki i zgody grożą mandaty.
Ale te prawdziwki
Ale co tam ogłoszenia, co tam ostrzeżenia, jak na poligonach takie okazy. Alicja uległa kiedyś pokusie i weszła na teren nieczynnego już poligonu na Półwyspie Helskim. I do dziś pamięta, że znalazła tam największego w swoim życiu prawdziwka. – Pomyślałam, że to jakiś radioaktywny mutant – żartuje dziś. Marcin był bardziej nieroztropny. Na grzyby regularnie jeździł na teren czynnego poligonu drawskiego. – Zawsze sprawdzaliśmy, czy nie ma tam żadnych strzelań. My tam głównie na prawdziwki – opowiada nam. Dlaczego akurat poligon? – Bo grzybów tam jest. Ludzie nie mogą tam chodzić. Dlatego ci, którzy pójdą koszyczki mają pełne – przyznaje nie kryjąc przy tym rozbawienia. Słyszał miejskie legendy, że kogoś na poligonie poraził prąd, ale – jak zaznacza – „młody był” i nie sądził, że przytrafi mu się coś takiego. Marcin zbierał grzyby dla babci, mamy, żeby sobie ususzyły na Boże Narodzenie. Ale są i tacy, którzy ryzykują dla zarobku. O tym pisała także „Gazeta Lubuska”, cytując żołnierzy ćwiczących akurat na poligonie. – Niektórych to już dobrze znamy. Często wracają i nie odstraszają ich nawet wysokie mandaty – mówili dziennikarzom żołnierze strzegący poligonu.
Ale wcale nie jest tak łatwo oberwać. Na dwie godziny przed ćwiczeniami kierownik strzelania musi objechać poligon i sprawdzić, czy nikogo tam nie ma. – Strzelanie może się rozpocząć, kiedy obserwator znajdujący się przez cały czas na wieży, uzna, że nikogo nie ma – mówi nam Czerwiński. Gdyby w międzyczasie zauważył, że ktoś wtargnął na poligon, zarządza przerwę.
Dodatkowo, nasi żołnierze, straż pożarna, osoby które mają megafon w trakcie większych ćwiczeń jeżdżą dookoła poligonu informując, że rozpoczęto strzelanie – mówi nam Czerwiński.