Fot. Krzysztof Szatkowski / Agencja Gazeta
Reklama.
Czołgi Abrams już rozgrzewały silniki. Lada moment miały wjechać na poligon w Żaganiu (województwo lubuskie). To tu miały się odbyć ćwiczenia strzeleckie. Ale trzeba było je przełożyć, bo na teren czynnego poligonu tłumnie wkroczyli grzybiarze. – Winne są grzyby – miał powiedzieć dowódca batalionu John Donlin, cytowany przez Tagesspiegel. Swoje zrobiła też gęsta mgła. Niemiecki dziennik pisze, że "dowódca nie chciał ryzykować jakiegoś nieszczęścia". Zarządził, by ćwiczenia przełożyć na kolejny dzień. Grzybiarzy będzie to sporo kosztować. Ale ten przypadek, szeroko opisany przez ogólnopolskie media, zwraca uwagę na poważny problem.

Wojsko strzela, nie wchodź

Ksiądz z ambony ostrzega, w szkołach ostrzegają. Na stronach urzędów, w witrynach sklepów wywieszają informacje, że "będą strzelać". Zresztą mieszkańcy miasteczek, które znajdują się w pobliżu poligonów, doskonale znają odgłosy wybuchów. Wojsko alarmuje, że obowiązuje "bezwzględny zakaz wchodzenia na teren poligonu". "Grzybiarze lub inne osoby, które ignoruj ten zakaz, narażają się w najlepszym razie na otrzymanie wysokiego mandatu, w najgorszym razie na utratę zdrowia, a nawet życia" – czytamy na stronie Urzędu Miasta w Żaganiu. Jego pracownicy mówią nam, że takie informacje publikują cyklicznie, przed każdymi ćwiczeniami. Podobne ogłoszenia znajdziemy zresztą na stronach wielu urzędów.
logo
Władze Żagania ostrzegają mieszkańców przed ćwiczeniami wojsk na tutejszym poligonie. Fot. Screen ze strony Urzadmiasta.zagan.pl
Jeden z pracowników poligonu opowiada nam, że przed rozpoczęciem ćwiczeniami, wysyłają ogłoszenia nie tylko do szkół, kościołów, urzędów, ale i do rozgłośni radiowych, redakcji prasowych. Dziennikarze "Gazety Lubuskiej" odebrali zresztą niedawno telefon od komendanta poligonu. – Nie można normalnie ćwiczyć, bo tłumy grzybiarzy zjeżdżają na poligon. A to przecież teren zamknięty – mówił podpułkownik Marek Gmurski, prosząc tym samym, by nagłośnili sprawę.
St. chorąży Marcin Czerwiński, rzecznik prasowy Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych Drawsko, zaznacza, że dodatkowo teren poligonu jest zabezpieczany tzw. kulami. – W każdej miejscowości, przy każdym wjeździe są informacje, że jest strzelanie na poligonie. Jeżeli jest to większe ćwiczenie, to na drogach dojazdowych wystawieni są żołnierze – mówi nam Czerwiński. A takich na poligonie drawskim odbywa się sporo, jak np. Anakonda, Bison.
Urzędnik z Drawska Pomorskiego

Czy legalnie można dostać się na teren poligonu? Na naszym poligonie drawskim każdy może wystąpić o okresową przepustkę, by wejść na jego teren. Może się to odbyć w celu zbierania runa leśnego lub połowu ryb. By wejść musi zadzwonić do oficera dyżurnego i otrzymać zgodę. Oczywiście może się to odbyć, kiedy nie ma ćwiczeń. Teren poligonu jest patrolowany przez Żandarmerię Wojskową i firmę ochroniarską, a za wejście bez przepustki i zgody grożą mandaty.

Na stronie żagańskiego urzędu – zapewne ku przestrodze – opisano historię jednej z czytelniczek, która nie słyszała odgłosów strzelania i była przekonana, że jest bezpiecznie. Weszła więc na poligon, nie zaszła jednak daleko. Amerykanie natychmiast kazali opuścić teren poligonu. – Zawróciłyśmy, a kawałek dalej, na szczęście już za terenem wojskowym spotkałyśmy leśników i naszych żołnierzy. Ostrzegali nas przed konsekwencjami i grzywną w wysokości 5 tys. zł. Gdy tylko wyjechałyśmy na rowerach z lasu, na poligonie zaczęli strzelać. Było bardzo głośno i miałyśmy wrażenie, że się trzęsie ziemia. Bardzo się przestraszyłyśmy i już więcej tam nie pojedziemy – czytamy na stronie urzędu.

Ale te prawdziwki

Ale co tam ogłoszenia, co tam ostrzeżenia, jak na poligonach takie okazy. Alicja uległa kiedyś pokusie i weszła na teren nieczynnego już poligonu na Półwyspie Helskim. I do dziś pamięta, że znalazła tam największego w swoim życiu prawdziwka. – Pomyślałam, że to jakiś radioaktywny mutant – żartuje dziś. Marcin był bardziej nieroztropny. Na grzyby regularnie jeździł na teren czynnego poligonu drawskiego. – Zawsze sprawdzaliśmy, czy nie ma tam żadnych strzelań. My tam głównie na prawdziwki – opowiada nam. Dlaczego akurat poligon? – Bo grzybów tam jest. Ludzie nie mogą tam chodzić. Dlatego ci, którzy pójdą koszyczki mają pełne – przyznaje nie kryjąc przy tym rozbawienia. Słyszał miejskie legendy, że kogoś na poligonie poraził prąd, ale – jak zaznacza – „młody był” i nie sądził, że przytrafi mu się coś takiego. Marcin zbierał grzyby dla babci, mamy, żeby sobie ususzyły na Boże Narodzenie. Ale są i tacy, którzy ryzykują dla zarobku. O tym pisała także „Gazeta Lubuska”, cytując żołnierzy ćwiczących akurat na poligonie. – Niektórych to już dobrze znamy. Często wracają i nie odstraszają ich nawet wysokie mandaty – mówili dziennikarzom żołnierze strzegący poligonu.
Pytam pracowników poligonu, jakim sposobem grzybiarze przedostają się na jego teren. Należy oczywiście podkreślić, że poligon drawski czy poligon w Żaganiu zajmują wiele tysięcy hektarów. Ten pierwszy jest największym w Europie – ma powierzchnię ponad 36 tys. hektarów, ten drugi – 34 tys. hektarów. – Mamy system ubezpieczenia poligonu. Są odpowiednie oznakowania. Zgodnie z przepisami zamykamy główne drogi wjazdowe na teren poligonu, jeśli są to drogi publiczne, to jest to obowiązkowe. Rozstawiamy także żołnierzy, ale ze względu na ogromną powierzchnie poligonu, nie stoją oni co 25 metrów, ale w większych odległościach. Są miejsca, które można przekroczyć i wejść od strony lasu na teren poligonu – mówi nam pracownik poligonu.
Bezpieczeństwo ponad wszystko
Ale wcale nie jest tak łatwo oberwać. Na dwie godziny przed ćwiczeniami kierownik strzelania musi objechać poligon i sprawdzić, czy nikogo tam nie ma. – Strzelanie może się rozpocząć, kiedy obserwator znajdujący się przez cały czas na wieży, uzna, że nikogo nie ma – mówi nam Czerwiński. Gdyby w międzyczasie zauważył, że ktoś wtargnął na poligon, zarządza przerwę.
Dodatkowo, nasi żołnierze, straż pożarna, osoby które mają megafon w trakcie większych ćwiczeń jeżdżą dookoła poligonu informując, że rozpoczęto strzelanie – mówi nam Czerwiński.
Jaką karę ponosi osoba, która przebywa na poligonie w trakcie ćwiczeń? – Taki człowiek jest karany mandatem w wysokości do 500 zł – słyszę od jednego z pracowników. Inny mówi, że można dostać nawet 5 tys. zł. I tego chyba najbardziej boją się grzybiarze. Lokalni dziennikarze donoszą, że gdy na teren poligonu wjeżdża żandarmeria, to grzybiarze natychmiast uciekają w krzaki.