
Polityk Prawa i Sprawiedliwości z podejrzliwością odnosi się do protestu medyków. Dała temu wyraz na Facebooku – w swoim wpisie zainteresowała się tym, skąd wzięły się pieniądze na jednakowe, czarne koszulki głodujących rezydentów. I choć tym razem obyło się bez "Targowicy", to poseł partii rządzącej tradycyjnie wspomniała o "ulicy i zagranicy".
REKLAMA
"Kto płaci za jednakowe czarne koszulki strajkujących młodych lekarzy i dla 'zawodowo' wspierających ich grupek, np. aktorów? Były gotowe już w dniu rozpoczęcia akcji..." – zastanawia się na Facebooku poseł PiS. Ale to nie koniec jej wątpliwości ws. protestu medyków, którzy domagają się zwiększenia nakładów na służbę zdrowia do niezbędnego według WHO minimum 6,8 proc. PKB. "A kto płaci za plakaty? A za jedzenie dla strajkujących i głodujących? I za całą resztę niezbędnego, nie taniego oprzyrządowania strajkowo-głodowego?" – mnoży kolejne pytania poseł PiS, a my zachowujemy oryginalną pisownię.
W rozmowie z "Super Expressem" polityk przyznała, że należy zwiększyć środki na ochronę zdrowia, ale ostro skomentowała postulat lekarzy, który nie chcą czekać 8 lat, aż rząd zacznie chronić życie i zdrowie pacjentów na minimalnym poziomie wyznaczonym przez Światową Organizację Zdrowia. – Nie rozumiem żądania, że to ma być spełnione już, dziś, natychmiast, pod przymusem głodówki. To dziecinne. Wiadomo, że tego nie da się tak szybko zrobić – skomentowała poseł PiS.
