Minister Mariusz Błaszczak otworzył we wrześniu posterunek policji w Rokietnicy w Wielkopolsce.
Minister Mariusz Błaszczak otworzył we wrześniu posterunek policji w Rokietnicy w Wielkopolsce. Fot. Screen/Twitter/WUW Poznań

Rząd PiS obiecał to niemal dokładnie tak samo jak 500+ i trzeba przyznać, że tak samo konsekwentnie tę obietnicę realizuje. W czasie swoich rządów w całej Polsce reaktywował już blisko 60 posterunków policji, które zamknięto za czasów PO. Robi to z wielką pompą i rozmachem, nie raz z osobistym udziałem ministra Błaszczaka i nie tylko. Jak można sobie wyobrazić – mieszkańcy małych miasteczek zachwyceni. I nic, że gdzieniegdzie policjanci nie mają za wiele do roboty. Ważne, że są. A władza w ich oczach punktuje coraz bardziej.

REKLAMA
Taką potrzebę mieli mieszkańcy. Liczne debaty i konsultacje społeczne to wykazały. To oni zgłaszali takie postulaty. To potrzeba, płynąca wprost od społeczeństwa. Wyszliśmy jej naprzeciw. Takie słowa – to są dokładne cytaty – padają od pond roku w różnych małych miejscowościach, z których większość liczy kilka tysięcy mieszkańców.
Ostatni raz w czwartek. W miejscowości Lubniewice, w województwie lubuskim, które ma 2 tysiące mieszkańców, a cała gmina o tysiąc więcej. Latem ściągają tu jednak tysiące turystów, co – jak stwierdził Komendant Wojewódzki Policji – "zwiększa ryzyko wystąpienia zagrożeń kryminalnych". Dlatego zamknięty wcześniej posterunek został właśnie uroczyście przywrócony.
Ma w nim pracować 5 policjantów. Otrzymają nowoczesny samochód terenowy ISUZU D-MAX, a latem motorówkę. Policja podkreśla, że to po to, aby sprawnie patrolować gminę i aby "szybko zareagować na niebezpieczeństwo". Koszt otwarcia posterunku oceniono 336 tys. zł. Przed nim w całym województwie przywrócono już sześć innych posterunków. Na przykład w Dobiegniewie, dokąd, z tej okazji, przybył nie tylko minister Mariusz Błaszczak, ale nawet minister rodziny Elżbieta Rafalska.
min. Mariusz Błaszczak

"Skoro społeczeństwo takie potrzeby sygnalizuje, to my powinniśmy je respektować. Dlatego Posterunki wracają, a wraz z nimi do pracy wracają policjanci. Dzięki temu mieszkańcy mogą coraz bezpieczniej czuć się we własnym kraju, we własnym domu". Czytaj więcej

Do końca roku ponad 20
Skala przywracania posterunków może robić wrażenie i pewnie na części elektoratu robi, bo kto nie chce czuć się bezpieczniej? Można powiedzieć, że PiS idzie tu jak burza. Według informacji MSWiA, za rządów PO-PSL zniknęła ponad połowa posterunków i – jak słychać zewsząd – miało to ogromnie negatywne skutki. Wcześniej było ich 817, a zlikwidowano 418. PiS reaktywował ich już blisko 60, a do końca roku planuje jeszcze ponad 20.
Z tych "otwarć" można by stworzyć niezłą galerią. Pod hasłem, jak rząd właśnie przywraca w Polsce bezpieczeństwo, bo wcześniej bezpiecznie nie było. W podświadomości wielu na pewno wywołując efekt – "poprzednia władza zabrała, a my oddajemy".
Tylko w czwartek przywrócono jeszcze jeden posterunek zlikwidowany w 2012 roku – w Porębie, w województwie śląskim. Siedmiu policjantów, skoda yeti do dyspozycji i koszt remontu i przystosowania budynku w wysokości pół miliona złotych, który pokryła gmina. A także, jak wszędzie, na pewno wielkie zadowolenie mieszkańców.
min. Mariusz Błaszczak
Rokietnica, woj. wielkopolskie. Wrzesień 2017

"To jest zadanie, które postawiłem sobie, kiedy objąłem funkcję ministra spraw wewnętrznych i administracji, to zadanie konsekwentnie realizowane. Posterunek w Rokietnicy jest 54 posterunkiem przywróconym do życia od czasu, kiedy Prawo i Sprawiedliwość objęło rządy, kiedy Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory w listopadzie 2015 roku. (...) W Wielkopolsce nie jest to ostatni posterunek. Będziemy konsekwentnie przywracać poczucie bezpieczeństwa mieszkańcom Polski lokalnej". Czytaj więcej

"Jest mniej aktów wandalizmu"
Reakcje? W tych miejscowościach, gdzie posterunki działają już kilka miesięcy, właściwie są jednoznaczne. – Czujemy się bezpieczniej. Policjantów widać na ulicach, w razie niebezpieczeństwa szybciej dotrą na miejsce. Mają nowy, widoczny z dala budynek. Odkąd są, to małolaty trochę przestały szaleć. Aż strach było patrzeć, jak wariują samochodami na rondzie – mówi nam jeden z mieszkańców miejscowości Przytyk. Tu w otwarciu posterunku kilka miesięcy temu brał udział marszałek Senatu Stanisław Karczewski, a także min. Błaszczak. Była to 9 taka placówka reaktywowana na Mazowszu.
– Gdy zamknięto nam posterunek, najbliższa komenda znajdowała się 40 km dalej, w Białymstoku. Sama miałam wtedy taką sytuację, że w lokalu gastronomicznym, w którym pracuję, potrzebna była bardzo szybka interwencja policji. I niestety nie doczekaliśmy się jej na tyle, na ile była potrzebna. Dziś w takiej sytuacji na pewno będzie szybciej. Zdecydowanie mieszkańcy są zadowoleni, że mamy swoją policję – słyszę w Michałowie, gdzie posterunek, po dwóch latach od zamknięcia, ponownie otwarto w czerwcu tego roku. Jako ósmy już w województwie podlaskim.
– Mogę powiedzieć, że teraz mniej jest aktów wandalizmu i niszczenia. Młodzież jakby trochę się uspokoiła. Pracuję w szkole, więc zwracam na to uwagę. Myślę, że wszyscy są zadowoleni, widać patrole policji na ulicach, jest większe poczucie bezpieczeństwa – to mieszkaniec Koszęcina, gdzie posterunek przywrócono w grudniu 2016 roku.
Min. Mariusz Błaszczak

Kiedy w 2012 roku ten posterunek był likwidowany, ówczesny rząd mówił, że formuła „policjanta na telefon” będzie lepszym pomysłem. Okazało się to nieprawdą. Obecność policji w małych miejscowościach ma znaczenie prewencyjne. Ten, kto chciał dopuścić się przestępstwa, z całą pewnością rozważy swoje działanie, kiedy będzie widział, że są tu policjanci. Zastanowi się, czy warto ryzykować, bo stróże prawa są na miejscu i dbają o bezpieczeństwo". Czytaj więcej

"Finansujemy im dodatkowe patrole"
Wójt gminy Szumowo też "dostał" taki posterunek w grudniu ubiegłego roku, choć mówi, że jego gmina i tak była najbezpieczniejsza w powiecie nawet bez posterunku. Działa monitoring, który bardzo się sprawdzał. Policjanci też byli widoczni, choć teraz faktycznie bardziej.
– Otwarcie posterunku znacząco wpłynęło na poprawę bezpieczeństwa i bez dwóch zdań jest to dobra sprawa – przyznaje w rozmowie z naTemat Jarosław Cukierman. Policjanci działają tu głównie w prewencji, a gmina mocno ich wspomaga. – Finansujemy im dodatkowe patrole. Prowadzimy akcję "Bezpieczna Kobieta", która bardzo się przyjęła. Jest samoobrona, pierwsza pomoc, prowadzą to policjanci. Gdyby nie przywrócono posterunku, pewnie tej akcji by nie było – mówi wójt. Jarosław Cukierman ma więcej podobnych pomysłów. – Chcemy wychodzić do szkół. Mamy wioskę, gdzie jest problem alkoholowy i tu też jest pole do popisu – mówi wójt. I ma to ogromny sens.
"Po po policjanci biorący pensje co miesiąc?"
Nie wiadomo, jak liczne były konsultacje przed otwarciem tych posterunków. Niektórzy, choć zadowoleni, mówią, że decyzje nie zapadły "na dole". I być może nie wszystkie z tak szumnie otwieranych placówek w ogóle są potrzebne. Tu pojawiają się głosy odmienne, choć zdecydowanie są mniej słyszalne. "U nas jest w miarę spokojnie. Po po policjanci biorący pensje co miesiąc?" – to jeden z internetowych komentarzy.
Poza tym – w małej miejscowości policjanci znają wszystkich. Jest większe bezpieczeństwo, ale i kontrola. Władza bliżej ludzi – w tym sensiem może to nabierać innego znaczenia.
Trudno jednak wyobrazić sobie, by wyborcom w tych małych miastach dbałość o ich bezpieczeństwo się nie spodobała, co przed wyborami też może mieć to znaczenie. Niczym 500+, tylko w innym wymiarze.