
Rząd PiS obiecał to niemal dokładnie tak samo jak 500+ i trzeba przyznać, że tak samo konsekwentnie tę obietnicę realizuje. W czasie swoich rządów w całej Polsce reaktywował już blisko 60 posterunków policji, które zamknięto za czasów PO. Robi to z wielką pompą i rozmachem, nie raz z osobistym udziałem ministra Błaszczaka i nie tylko. Jak można sobie wyobrazić – mieszkańcy małych miasteczek zachwyceni. I nic, że gdzieniegdzie policjanci nie mają za wiele do roboty. Ważne, że są. A władza w ich oczach punktuje coraz bardziej.
"Skoro społeczeństwo takie potrzeby sygnalizuje, to my powinniśmy je respektować. Dlatego Posterunki wracają, a wraz z nimi do pracy wracają policjanci. Dzięki temu mieszkańcy mogą coraz bezpieczniej czuć się we własnym kraju, we własnym domu". Czytaj więcej
Skala przywracania posterunków może robić wrażenie i pewnie na części elektoratu robi, bo kto nie chce czuć się bezpieczniej? Można powiedzieć, że PiS idzie tu jak burza. Według informacji MSWiA, za rządów PO-PSL zniknęła ponad połowa posterunków i – jak słychać zewsząd – miało to ogromnie negatywne skutki. Wcześniej było ich 817, a zlikwidowano 418. PiS reaktywował ich już blisko 60, a do końca roku planuje jeszcze ponad 20.
"To jest zadanie, które postawiłem sobie, kiedy objąłem funkcję ministra spraw wewnętrznych i administracji, to zadanie konsekwentnie realizowane. Posterunek w Rokietnicy jest 54 posterunkiem przywróconym do życia od czasu, kiedy Prawo i Sprawiedliwość objęło rządy, kiedy Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory w listopadzie 2015 roku. (...) W Wielkopolsce nie jest to ostatni posterunek. Będziemy konsekwentnie przywracać poczucie bezpieczeństwa mieszkańcom Polski lokalnej". Czytaj więcej
Reakcje? W tych miejscowościach, gdzie posterunki działają już kilka miesięcy, właściwie są jednoznaczne. – Czujemy się bezpieczniej. Policjantów widać na ulicach, w razie niebezpieczeństwa szybciej dotrą na miejsce. Mają nowy, widoczny z dala budynek. Odkąd są, to małolaty trochę przestały szaleć. Aż strach było patrzeć, jak wariują samochodami na rondzie – mówi nam jeden z mieszkańców miejscowości Przytyk. Tu w otwarciu posterunku kilka miesięcy temu brał udział marszałek Senatu Stanisław Karczewski, a także min. Błaszczak. Była to 9 taka placówka reaktywowana na Mazowszu.
Kiedy w 2012 roku ten posterunek był likwidowany, ówczesny rząd mówił, że formuła „policjanta na telefon” będzie lepszym pomysłem. Okazało się to nieprawdą. Obecność policji w małych miejscowościach ma znaczenie prewencyjne. Ten, kto chciał dopuścić się przestępstwa, z całą pewnością rozważy swoje działanie, kiedy będzie widział, że są tu policjanci. Zastanowi się, czy warto ryzykować, bo stróże prawa są na miejscu i dbają o bezpieczeństwo". Czytaj więcej
Wójt gminy Szumowo też "dostał" taki posterunek w grudniu ubiegłego roku, choć mówi, że jego gmina i tak była najbezpieczniejsza w powiecie nawet bez posterunku. Działa monitoring, który bardzo się sprawdzał. Policjanci też byli widoczni, choć teraz faktycznie bardziej.
Nie wiadomo, jak liczne były konsultacje przed otwarciem tych posterunków. Niektórzy, choć zadowoleni, mówią, że decyzje nie zapadły "na dole". I być może nie wszystkie z tak szumnie otwieranych placówek w ogóle są potrzebne. Tu pojawiają się głosy odmienne, choć zdecydowanie są mniej słyszalne. "U nas jest w miarę spokojnie. Po po policjanci biorący pensje co miesiąc?" – to jeden z internetowych komentarzy.
