
Rząd PiS obiecał to niemal dokładnie tak samo jak 500+ i trzeba przyznać, że tak samo konsekwentnie tę obietnicę realizuje. W czasie swoich rządów w całej Polsce reaktywował już blisko 60 posterunków policji, które zamknięto za czasów PO. Robi to z wielką pompą i rozmachem, nie raz z osobistym udziałem ministra Błaszczaka i nie tylko. Jak można sobie wyobrazić – mieszkańcy małych miasteczek zachwyceni. I nic, że gdzieniegdzie policjanci nie mają za wiele do roboty. Ważne, że są. A władza w ich oczach punktuje coraz bardziej.
Taką potrzebę mieli mieszkańcy. Liczne debaty i konsultacje społeczne to wykazały. To oni zgłaszali takie postulaty. To potrzeba, płynąca wprost od społeczeństwa. Wyszliśmy jej naprzeciw. Takie słowa – to są dokładne cytaty – padają od pond roku w różnych małych miejscowościach, z których większość liczy kilka tysięcy mieszkańców.
Ostatni raz w czwartek. W miejscowości Lubniewice, w województwie lubuskim, które ma 2 tysiące mieszkańców, a cała gmina o tysiąc więcej. Latem ściągają tu jednak tysiące turystów, co – jak stwierdził Komendant Wojewódzki Policji – "zwiększa ryzyko wystąpienia zagrożeń kryminalnych". Dlatego zamknięty wcześniej posterunek został właśnie uroczyście przywrócony.
Ma w nim pracować 5 policjantów. Otrzymają nowoczesny samochód terenowy ISUZU D-MAX, a latem motorówkę. Policja podkreśla, że to po to, aby sprawnie patrolować gminę i aby "szybko zareagować na niebezpieczeństwo". Koszt otwarcia posterunku oceniono 336 tys. zł. Przed nim w całym województwie przywrócono już sześć innych posterunków. Na przykład w Dobiegniewie, dokąd, z tej okazji, przybył nie tylko minister Mariusz Błaszczak, ale nawet minister rodziny Elżbieta Rafalska.
min. Mariusz Błaszczak
Do końca roku ponad 20 Skala przywracania posterunków może robić wrażenie i pewnie na części elektoratu robi, bo kto nie chce czuć się bezpieczniej? Można powiedzieć, że PiS idzie tu jak burza. Według informacji MSWiA, za rządów PO-PSL zniknęła ponad połowa posterunków i – jak słychać zewsząd – miało to ogromnie negatywne skutki. Wcześniej było ich 817, a zlikwidowano 418. PiS reaktywował ich już blisko 60, a do końca roku planuje jeszcze ponad 20.
Z tych "otwarć" można by stworzyć niezłą galerią. Pod hasłem, jak rząd właśnie przywraca w Polsce bezpieczeństwo, bo wcześniej bezpiecznie nie było. W podświadomości wielu na pewno wywołując efekt – "poprzednia władza zabrała, a my oddajemy".
Tylko w czwartek przywrócono jeszcze jeden posterunek zlikwidowany w 2012 roku – w Porębie, w województwie śląskim. Siedmiu policjantów, skoda yeti do dyspozycji i koszt remontu i przystosowania budynku w wysokości pół miliona złotych, który pokryła gmina. A także, jak wszędzie, na pewno wielkie zadowolenie mieszkańców.
min. Mariusz Błaszczak
Rokietnica, woj. wielkopolskie. Wrzesień 2017
"Jest mniej aktów wandalizmu" Reakcje? W tych miejscowościach, gdzie posterunki działają już kilka miesięcy, właściwie są jednoznaczne. – Czujemy się bezpieczniej. Policjantów widać na ulicach, w razie niebezpieczeństwa szybciej dotrą na miejsce. Mają nowy, widoczny z dala budynek. Odkąd są, to małolaty trochę przestały szaleć. Aż strach było patrzeć, jak wariują samochodami na rondzie – mówi nam jeden z mieszkańców miejscowości Przytyk. Tu w otwarciu posterunku kilka miesięcy temu brał udział marszałek Senatu Stanisław Karczewski, a także min. Błaszczak. Była to 9 taka placówka reaktywowana na Mazowszu.
– Gdy zamknięto nam posterunek, najbliższa komenda znajdowała się 40 km dalej, w Białymstoku. Sama miałam wtedy taką sytuację, że w lokalu gastronomicznym, w którym pracuję, potrzebna była bardzo szybka interwencja policji. I niestety nie doczekaliśmy się jej na tyle, na ile była potrzebna. Dziś w takiej sytuacji na pewno będzie szybciej. Zdecydowanie mieszkańcy są zadowoleni, że mamy swoją policję – słyszę w Michałowie, gdzie posterunek, po dwóch latach od zamknięcia, ponownie otwarto w czerwcu tego roku. Jako ósmy już w województwie podlaskim.
– Mogę powiedzieć, że teraz mniej jest aktów wandalizmu i niszczenia. Młodzież jakby trochę się uspokoiła. Pracuję w szkole, więc zwracam na to uwagę. Myślę, że wszyscy są zadowoleni, widać patrole policji na ulicach, jest większe poczucie bezpieczeństwa – to mieszkaniec Koszęcina, gdzie posterunek przywrócono w grudniu 2016 roku.
Min. Mariusz Błaszczak
"Finansujemy im dodatkowe patrole" Wójt gminy Szumowo też "dostał" taki posterunek w grudniu ubiegłego roku, choć mówi, że jego gmina i tak była najbezpieczniejsza w powiecie nawet bez posterunku. Działa monitoring, który bardzo się sprawdzał. Policjanci też byli widoczni, choć teraz faktycznie bardziej.
– Otwarcie posterunku znacząco wpłynęło na poprawę bezpieczeństwa i bez dwóch zdań jest to dobra sprawa – przyznaje w rozmowie z naTemat Jarosław Cukierman. Policjanci działają tu głównie w prewencji, a gmina mocno ich wspomaga. – Finansujemy im dodatkowe patrole. Prowadzimy akcję "Bezpieczna Kobieta", która bardzo się przyjęła. Jest samoobrona, pierwsza pomoc, prowadzą to policjanci. Gdyby nie przywrócono posterunku, pewnie tej akcji by nie było – mówi wójt. Jarosław Cukierman ma więcej podobnych pomysłów. – Chcemy wychodzić do szkół. Mamy wioskę, gdzie jest problem alkoholowy i tu też jest pole do popisu – mówi wójt. I ma to ogromny sens.
"Po po policjanci biorący pensje co miesiąc?" Nie wiadomo, jak liczne były konsultacje przed otwarciem tych posterunków. Niektórzy, choć zadowoleni, mówią, że decyzje nie zapadły "na dole". I być może nie wszystkie z tak szumnie otwieranych placówek w ogóle są potrzebne. Tu pojawiają się głosy odmienne, choć zdecydowanie są mniej słyszalne. "U nas jest w miarę spokojnie. Po po policjanci biorący pensje co miesiąc?" – to jeden z internetowych komentarzy.
Poza tym – w małej miejscowości policjanci znają wszystkich. Jest większe bezpieczeństwo, ale i kontrola. Władza bliżej ludzi – w tym sensiem może to nabierać innego znaczenia.
Trudno jednak wyobrazić sobie, by wyborcom w tych małych miastach dbałość o ich bezpieczeństwo się nie spodobała, co przed wyborami też może mieć to znaczenie. Niczym 500+, tylko w innym wymiarze.
