
Prezydent USA zarzeka się, że tego nie powiedział. Ale demokratyczna kongresmenka oraz matka żołnierza, który zginął w Afryce, są przekonane, że tak. Obie były wtedy w samochodzie razem z wdową Myeshią Johnson, gdy zadzwonił Donald Trump. Obie słyszały rozmowę, która odbyła się w trybie głośnomówiącym. I właśnie tedy miały paść słowa, które oburzyły Amerykę: "Wiedział na co się pisze".
REKLAMA
Sierżant La David Johnson zginął w Nigrze na początku października, razem z trzema innymi żołnierzami sił specjalnych USA. Prezydent Trump przez kilkanaście dni nie wspomniał o tym publicznie, nie zadzwonił też do rodzin ofiar, choć wcześniej robili tak poprzedni prezydenci. Atakowany przez dziennikarzy stwierdził wreszcie, że ani prezydent Barack Obama, ani większość innych prezydentów, nie dzwoniła w takiej sytuacji do wdów po amerykańskich żołnierzach.
Oburzenie już w tym momencie było ogromne. Spotęgowało się jeszcze bardziej po kolejnych słowach, które miały paść z jego ust. Gdy wreszcie zdecydował się porozmawiać z rodzinami żołnierzy.
Demokratyczna kongresmenka oraz matka żołnierza, twierdzą, że prezydent powiedział do żony sierżanta: "Wiedział na co się pisze". Myeshia Johnson ma 24 lata, jest w szóstym miesiącu ciąży i bardzo to przeżyła – tak twierdzi Frederica Wilson. Gdy Trump zadzwonił, kobiety jechały limuzyną na lotnisko, wraz z dwójką dzieci w wieku 2 i 6 lat. Tego dnia do Miami miały przylecieć z Afryki trumny ze zwłokami żołnierzy.
Donald Trump natychmiast zareagował. Oznajmił, że nic takiego nie powiedział i jest to sfabrykowana informacja, na co on ma dowód. Twierdził, że rozmowa z wdową przebiegała zupełnie inaczej.
Matka żołnierza potwierdziła jednak w rozmowie z agencją AP, że to, co mówi demokratka jest prawdą. Nie ma jednak nagrania rozmowy.
Frederica Wilson, pytana przez dziennikarzy, czy jest pewna tego, że słyszała takie słowa z ust prezydenta, powtórzyła, że tak. – Tak. Powiedział to – odpowiedziała. Cytowana przez CNN powiedziała jeszcze, że prezydent kłamie.
