
Oferta wydaje się całkiem atrakcyjna – w końcu proponowane wynagrodzenie jest o wiele wyższe niż etat lekarza rezydenta. Tu zaś wymagania wydają się niezbyt wysokie. No i pracuje się zaledwie 4 godziny dziennie. Takie ogłoszenie o pracę ukazało się na Facebooku na grupach związanych z mediami, filmem czy modelingiem. No i wzbudziło wiele emocji, choćby z tego względu, że miejscem pracy ma być Budapeszt.
Wspomniana w ogłoszeniu węgierska firma TeleMedia to koncern zajmujący się m.in. telemarketingiem i obsługą call-center. Ale nie tylko – jest też potęgą na telewizyjnym rynku programów interaktywnych. Na tyle potężnym, że produkuje je niemal na cały świat. I nie ma w tym stwierdzeniu cienia przesady.
"Łatwa kasa"
To już nie są te same złote czasy programów interaktywnych, gdy prawie na każdym kanale telewizyjnym wieczorem, w nocy, ale także w środku dnia występowały młode dziewczyny z zagadkami, kalamburami, krzyżówkami czy innymi rebusami lub oferujące jakieś niesamowite okazje. Była "Wielka wygrana", "Zagadkowa noc", "Rusz głową", "Po co spać, jak można grać". Telewizja TVN utworzyła nawet oddzielny kanał, TVN Gra. Z Budapesztu non stop przekazywane były dla polskich nadawców różne programy, ale ten czas minął.
"Nie straćcie tej okazji"
Jednak Węgrzy naszego rynku sobie nie odpuścili. Nie wychodzi w telegrach – to spróbowali sił na innym polu. I jakoś się trzymają. Przed laty trudno było mi sobie wyobrazić, że ktokolwiek ogląda nocne programy z zagadkami. Teraz z jeszcze większym trudem przychodzi mi oswojenie się z myślą, że i ten program znajduje swoich widzów. Mało tego – ktoś chyba musi pod podawane w nim numery dzwonić i kupować to, co jest oferowane na ekranie. Inaczej ten interes by się nie opłacał. I inaczej by nie poszukiwano prezenterek do tego programu.
O tym, jak wygląda praca prezenterki telewizyjnej w programach nadawanych z Budapesztu, opowiedziała w swojej internetowej "spowiedzi" youtuberka Klaudia Klara. Gdy miała 23 lata, pracowała właśnie dla TeleMedia, prowadząc telegry. Jak przyznała, w tym, co działo się na antenie, nie było za grosz prawdy. "W telewizji nic nie jest prawdą" – stwierdza Klaudia i podaje przykład, jak to jest, że przez pół programu nikt nie był w stanie wygrać nagrody.
W słuchawce od reżysera słyszę, że będziemy tę zagadkę grać przez 40 minut. Wiecie co to oznacza? To że przez 40 minut będę mówiła, że nikt się nie dodzwonił do studia. I teraz pytanie – czy ja kłamię? Nie, bo do studia się nikt nie dodzwonił. A to, że dzwonią pod 0 704... itd. i dodzwaniają się do jakiejś sekretarki, która im mówi: 'byłeś o krok od wygranej, spróbuj jeszcze raz', to to jest takie nie kłamstwo, ale nie prawda. Czyli idealny chwyt telewizyjny.
Zarabiałam od 8 do 10 tys. zł miesięcznie. Przy czym nie miałam żadnych kosztów utrzymania, ponieważ firma utrzymywała moje mieszkanie, opłacała moje rachunki. Kiedy mi się zbiła szklaneczka albo nie miałam pościeli, to robiłam listę i przynosiłam ją do pani z HR do biura. Ona wtedy wysyłała kierowcę, kierowca przynosił mi te rzeczy na górę, ja odhaczałam tylko "Klara - tak", odbierałam swoje rzeczy i miałam życie jak w Madrycie w tym Budapeszcie, gdzie było plus 40 stopni, wieczne imprezy, fantastyczna atmosfera, piękna stolica... I miałam 23 lata, także... (śmiech)
