
Wraz z narodzinami "Ucha Prezesa" do prezydenta przylgnęło przezwisko "Adrian". Serialowy Andrzej Duda przez cały pierwszy sezon "Ucha" przesiadywał przed drzwiami gabinetu prezesa PiS. I choć był tam stałym gościem, sekretarka Jarosława Kaczyńskiego nigdy nie była w stanie spamiętać jego imienia. Ale przezwisko "Adrian" jest stosunkowo świeże. Wcześniej Andrzeja Dudę jego koledzy nazywali zupełnie inaczej.
Ta ksywka wywodzi się od nazwiska głowy państwa i – co tu kryć – nie licuje z powagą urzędu, jaki sprawuje. O tym, jak przed laty Andrzej Duda był nazywany, powiedział w programie "Fakt Opinie" poseł Arkadiusz Mularczyk, który przed laty wprowadził obecnego prezydenta na polityczne salony. Otóż był on czule nazywany... "Dudusiem". A sprawa wypłynęła przy okazji pytania o prezydenckie weta.
Arkadiusz Mularczyk
Solidarna Polska
Arkadiusz Mularczyk jest o rok starszy od Andrzeja Dudy. Obaj politycy ukończyli studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego, przy czym Mularczyk pierwsze kroki w polityce samorządowej zaczął stawiać już 3 lata po studiach, w 1998 r. Duda zaś polityczną przygodę zaczął w roku 2000 od Unii Wolności. Dopiero 2005 r. na dobre związał się z Prawem i Sprawiedliwością – wtedy Arkadiusz Mularczyk był już parlamentarzystą PiS.
Po latach między politykami doszło jednak do rozłamu – Mularczyk odszedł z PiS w ślad za Zbigniewem Ziobrą. Duda, choć należał do tego samego środowiska, zadeklarował wówczas wierność Jarosławowi Kaczyńskiemu. Jak pisał "Newsweek" – to zaważyło o dalszej karierze Andrzeja Dudy a jednocześnie stało się kością niezgody między obecnym prezydentem a ministrem sprawiedliwości.
źródło: fakt.pl