Przystanek jest, zatoczka jest, ale... zamiast autobusów  od miesięcy stają tu jedynie auta osobowe.
Przystanek jest, zatoczka jest, ale... zamiast autobusów od miesięcy stają tu jedynie auta osobowe. naTemat

Na warszawskiej Białołęce skasowano rondo, zamiast niego powstało skrzyżowanie z sygnalizacją świetlną, a bokiem puszczono tory tramwajowe. Na przebudowanej ulicy Ordonówny wybudowano przystanek autobusowy i… już od kilku miesięcy parkują tam samochody osobowe. Autobusu nikt nigdy na przystanku nie widział.

REKLAMA
Przebudowa trwała długo, ale chyba warto było. Rondo Ligi Morskiej i Rzecznej w zmieniającej się rzeczywistości tej części Białołęki nie miało już racji bytu po tym, jak wreszcie dociągnięto w tę okolicę tory tramwajowe. I choć inwestycja ZTM wciąż nie jest zakończona i na wybudowanie pętli tramwajowej trzeba będzie jeszcze poczekać, to mieszkańcy Nowodworów i tak odetchnęli z ulgą. Tramwaj, nawet w wersji "jedna linia i ruch wahadłowy" to i tak najszybsze połączenie tej części miasta z lewobrzeżną częścią stolicy.
Przy okazji przebudowy na ulicy Hanki Ordonówny powstał przystanek autobusowy. Mieszkańcy długo zachodzili w głowę, jaką to linię zamierzają włodarze puścić wąską uliczką, skoro uznano, że potrzeba postawić wiatę i zatoczkę. Pytania stawiają już od wielu miesięcy i …nic. Przystanek jest, wiata stoi, a autobusu jak nie było tak nie ma. Zresztą i tak nie miałby jak stanąć. W zatoczce od miesięcy parkują samochody.
– Chyba ktoś o nim zapomniał – śmieje się pan, którego spotykam na spacerze w pobliżu przystanku. Codziennie przechodzi obok i nigdy nie widział, żeby coś się tu działo. – Przystanek widmo – wyrokuje i odchodzi.
Anna Kowelska, mieszkanka jednego z okolicznych bloków, parkuje tu czasem samochód. – Wcześniej, jak jeszcze tu było rondo nie było jak się zatrzymać. Jechałam do domu, przebierałam się, szłam do sklepu. Ale wolę tu na rogu robić zakupy, mają lepsze ceny i świeże owoce – przekonuje. Parkuje auto na przystanku po drodze z pracy i robi szybkie zakupy. Dzięki temu już nie musi potem wychodzić z domu. – A miejsce jest świetne, dwa kroki i jestem w sklepie – cieszy się pani Anna.
Jej radość nie będzie jednak wieczna. Jak się dowiadujemy w ZTM Warszawa, już wkrótce za parkowanie w tym miejscu będzie mogła dostać mandat, a ulicą wreszcie pojadą autobusy. – Ten przystanek powstał w związku z planowaną zmianą w trasie linii 518 – tłumaczy nam Maciej Krzysztoszek ZTM. – Czekamy na koniec przebudowy skrzyżowania ulic Świderskiej i Mehoffera, gdy ten się skończy autobus będzie mógł pojechać nową trasą – dodaje Krzysztoszek.
– To fatalny pomysł – twierdzi pani Katarzyna, mieszkanka jednego z pobliskich osiedli. – Na tym odcinku ulica jest wąska. To właściwie bardziej droga dojazdowa do jednego z trzech osiedli niż ulica. Puszczanie tędy autobusu nie jest nikomu do szczęścia potrzebne. Stworzy tylko niepotrzebne korki i dodatkowy hałas – przekonuje nasza rozmówczyni.
Takich przystanków, jak ten przy ulicy Hanki Ordonówny jest w Warszawie więcej. Niektóre powstają z myślą o przyszłych inwestycjach, inne wypadają z obiegu, bo nie było chętnych by w danym miejscy wsiadać lub wysiadać z autobusu. Warszawiacy stawiają tam swoje auta, czasem na pięć minut, czasem na dłużej. Warto jednak sprawdzać, czy w międzyczasie ktoś nie oklei przystanku i nie powiesi w środku wiaty rozkładu jazdy. Wówczas parkowanie w zatoczce może kosztować nawet 100 złotych, co będzie trzeba uwzględnić w kosztach szybkich zakupów w sklepie na rogu.