
Samopodpalenie Piota S. pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie odbiło się szerokim echem w całym kraju. Ten desperacki czyn miał wstrząsnąć Polakami i pokazać, że to co dzieje się w polskiej polityce i społeczeństwie doprowadzi do katastrofy. W wywiadzie dla radia TOK FM, o rodzinie i o tym, co zmienił 19 października w jej życiu opowiada żona Piotra S.
Życie rodziny państwa S. przed desperackim czynem pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, wyglądało jak tysiące innych. Dom w spokojnej okolicy, kolekcja płyt, oglądanie filmów o Jamesie Bondzie czy spacery z psem – nic, co mogłoby wskazywać na to, że 19 październik będzie przełomowym momentem w życiu całej rodziny.
Co prawda, jak przyznaje żona Piotra S., mąż od czasów liceum był zaangażowany w sprawy społeczno-polityczne i bardzo przeżywał zmiany roku '89, to, co dzieje się obecnie w naszym kraju uwierało go najbardziej.
Żona Piotra S.
Dopiero po podpaleniu i odwiezieniu do szpitala, rodzina odkryła, że to co stało się w centrum Warszawy, było starannie zaplanowane i przemyślane.
Żona Piotra S.
I pomimo cierpienia, jakie odczuwa cała rodzina, pani S. mówi o pełnym zrozumieniu i szacunku do tego, co zrobił jej mąż, a także o tym, jak ważne jest dbanie o to, żeby przekaz tego czynu nie poszedł na marne.
źródło: wyborcza.pl
