Fot. YouTube

Pani Małgorzata sądziła, że ma jakieś omamy wzrokowe, gdy zobaczyła, że mięso, które kupiła parę godzin wcześniej, świeci w ciemności. Pracownicy sanepidu podkreślili, że pierwszy raz spotkali się z takim przypadkiem. Sprawę opisał portal Krakow.naszemiasto.pl.

REKLAMA
Pani Małgorzata kupiła kurczaka w jednym z sieciowych marketów w powiecie gorlickim w Małopolsce. Jak przyznała w rozmowie z portalem "Nasze miasto", skusiła ją promocja. Niecałe sześć złotych za kilogram. Nie byłoby w tej historii nic dziwnego, gdyby nie to, że mięso w ciemności zaczęło świecić i przybrało seledynowy kolor. Pani Małgorzata zamarynowała kurczaka i pozostawiła go w kuchni. Po powrocie, zanim zapaliła światło, na blacie zobaczyła bijącą poświatę.
logo
Tak "świeciło" mięso, które w sieciowym markecie kupiła pani Małgorzata Fot. Screen z Facebooka / Kraków Nasze Miasto
– W pierwszej chwili pomyślałam, że ktoś zostawił na stole wyciszony telefon, który teraz dzwoni – opowiedziała dziennikarzom portalu. – Podeszłam do stołu i to, co zobaczyłam, po prostu mnie przeraziło. Mięso świeciło, to było takie światło jak od odpustowych figurek. Pewnie każdy je widział, świecą w ciemności na seledynowo i właśnie tak świecił mój obiad – dodała kobieta.
Sprawę skierowała do sanepidu. – To pierwszy taki przypadek, z jakim się spotkałam. Na podstawie wydruku z kasy fiskalnej zidentyfikowaliśmy placówkę. Na miejscu sprawdziliśmy partię towaru, zgodnie z dokumentami i fakturami udostępnionymi przez właściciela sklepu. Przy okazji skontrolowano całe stoisko mięsno-wędliniarskie, jak również książeczki zdrowia pracowników. Wszystko było w porządku – powiedziała w rozmowie z portalem Jadwiga Wójtowicz z sanepidu.