
Jedzenie typu fast food serwowane w dużych supermarketach nie jest wcale pomysłem nowym, choć w Polsce wciąż rzadko stosowanym. Marketingowo to rozwiązanie więcej niż sprytne. Co bowiem zatrzyma dłużej w sklepie głodnego klienta, który chciał już porzucić zakupy na rzecz obiadu, niż tania i ciepła przekąska?
W Polsce takie rozwiązanie stosuje od lat Ikea, w której można zjeść klasycznego hot-doga za 2 zł. Kilka dni temu, za sprawą viralowego nagrania „Faktu”, zrobiło się głośno o Lidlu, który w wybranych sklepach w całej Polsce zaczął testować sprzedaż cheeseburgerów. I to nie takich do odgrzania w mikrofali, ale podawanych na ciepło. W Warszawie można je kupić choćby w sklepie marki przy ulicy Wołoskiej 16.
Nietrudno domyślić się dlaczego takie informacje ekscytują internautów – po pierwsze cheeseburger to pozycja klasyczna, którą na pewnym etapie życia zajadali się wszyscy. Nieważne czy w 1993 po otwarciu w Polsce pierwszego McDonalda, czy dekadę temu celem podreperowania studenckiego budżetu. A że wszyscy jedli, to i wszyscy mają coś do powiedzenia. Do tego cena ustalona przez Lidla – 5 zł to kwota, którą większość z nas jest w stanie wydać na jedzenie poza domem bez wyrzutów sumienia. Bez wątpienia sprowadzenie przez market rzadkiej odmiany białych trufli nie wzbudziłoby nawet połowy zainteresowania, które wywołały cheeseburgery.

Czy jednak kanapka Lidla jest warta choćby i 5 zł? Poszliśmy po burgery z serem do 3 popularnych sieciówek, po czym obwąchaliśmy, zważyliśmy, spróbowaliśmy i zrobiliśmy zdjęcia. Kto jest królem sieciowych cheeseburgerów i gdzie stosunek jakości (no ok, smaku) do ceny jest najkorzystniejszy? Powściągnijcie emocje, ostudźcie podniecenie i czytajcie. Kanapki uszeregowane od najtańszej do najdroższej.
Burger King
„Nasz Cheeseburger jest iście królewski! Kto nie próbował, ten nie wie, jak powinien smakować prawdziwy Cheesburger. Kropka.” – kusi samozwańczy król burgerów na stronie (pisownia oryginalna). Jeśli tak ma smakować prawdziwy cheeseburger, to chyba lepiej postawić na podróbki. Cena 3,95 zł kusi, kotlet (podobno 100-procentowa wołowina z grilla) jest całkiem niezły, ale w połączeniu z dużą, nadmuchaną bułą i niewystarczającą ilością sosu bez puszki coli lepiej do cheeseburgera z Burger Kinga się nie zbliżać. Bez „popity” przeżuwanie suchej papki do przyjemnych nie należy. Kanapka waży 120 g, czyli jest drugą najlżejszą w naszym zestawieniu. Odgrzewana (i to w folii) staje się średnio zjadliwa nawet dla miłośników śmieciowego jedzenia i wołowiny. Zamienniki evergreenów z McDonalds w Burger Kingu wypadają tradycyjnie blado. Jednogłośnym werdyktem czworga niezawisłych sędziów cheeseburger zdecydowanie najgorszy.

McDonald's
Powroty z imprez nad ranem dla lwiej części warszawskich millenialsów mają smak cheesburgera z McDonalda. To stawia kanapkę największej z amerykańskich sieci restauracji w tym samym rzędzie, co sernik babci i Proustowska magdalenka. To też kanapka legendarna mająca, wedle miejskich podań, zawierać środek przeciwwymiotny (zauważyliście to dziwne wgniecenie na spodzie? TO TAM). Trzymajmy się jednak faktów. Cheeseburger z McDonalda kosztuje 4 zł, waży 112 g, czyli najmniej spośród porównywanych kanapek i wypada całkiem nieźle na tle konkurentów. Przyznaliśmy mu zaszczytne, drugie miejsce. Oczywiście nie jest to burger smakujący jak burger, ale raczej przyjemna konsystencja i zbitka smaków. Nie bez przyczyny to kanapka lubiana przez osoby, którym mięso do szczęścia niepotrzebne.

Lidl
Reporter „Faktu” zwrócił tu uwagę na przyklejoną do burgera naklejkę z pełnym składem. Ale nie czarujmy się, ktoś, kto pasjami wczytuje się w składy produktów raczej nie żywi się cheeseburgerami z marketu. Burger Lidla nie powala, wygląda delikatnie mówiąc niezbyt apetycznie. Po przekrojeniu na pół (czego klienci Lidla raczej praktykować nie będą) jeszcze mniej apetycznie, a to za sprawą struktury kotleta, która nie bardzo przypomina burgera, ale raczej pasztet. Na ciepło to ta sama kategoria, co hot-dogi z Ikei – można zjeść, skoro nie ma nic innego pod ręką. Lidl powinien jednak pomyśleć o obniżeniu cen – 5 zł to o złotówkę drożej niż w McDonald's kosztuje kanapka analogiczna, ale smaczniejsza. Wagowo wypada za to lidlowski burger przyzwoicie – ma 140 g, co czyni go drugą najcięższą kanapką w naszym zestawieniu. W ogólnej klasyfikacji miejsce trzecie, biorą pod uwagę ograniczoną liczbę konkurentów – niezbyt zaszczytne.

Bobby Burger
Porównywać cheeseburgera z Bobby Burgera do trzech poprzednich, to trochę jak porównywać Porsche do Skody. Niemniej lokale tej polskiej sieciówki, której historia zaczęła się 5 lat temu od dwóch chłopaków i food trucka, można już napotkać niemal w każdej dzielnicy Warszawy. Cheeseburger Bobby’ego to 15 zł i aż 270 gramów, a zatem pełnoprawny obiad. W bułce z sezamem znajdziemy kotlet z wołowiny, ser gouda, sałatę, czerwoną cebulę, plastry pomidora, ogórki konserwowe i dwa sosy. Zaskoczenia nie ma – największy, najdroższy, najsmaczniejszy, a do tego nie traci walorów smakowych w momencie w którym stygnie. Tyle że jeśli idziemy już do Bobby’ego żal wybierać z menu jedną z najmniej urozmaiconych pozycji.
Bliss – lifestyle'owa część na:temat jest też na Instagramie, śledź nas (jeśli chcesz).
