
Trudno zliczyć, jaki procent spośród internetowych trolli to gramatyczni naziści. Osoby, które niezależnie od treści postu czy komentarza z uporem maniaka odnoszą się do tych trzech na krzyż zasad, które zapamiętali ze szkoły i wywiadu z profesorem Bańką. Przeczytajcie, jeśli należycie do tej grupy i trochę znudził się wam wasz stały repertuar poprawek lub wręcz przeciwnie – uciekacie przed karzącymi komentarzami samozwańczych polonistów.
Proszę pani, moja pani prosi panią
Sformułowanie, które nagminnie można usłyszeć nie tylko w podstawówkach, ale i na komisjach sejmowych. Forma „proszę Pani” to zwrot grzecznościowy, używany kiedy zwracamy się do kobiet, z którymi nie jesteśmy na ty. Z kolei „proszę Panią” wymaga dopełnienia wyrażającego konkretną prośbę np. „Proszę Panią o drobną przysługę”.
Jak pisze dr Maciej Malinowski na blogu Obcy Język Polski, dopełniaczowa forma „Proszę Pani” to pozostałość po używanym jeszcze w XIX wieku połączeniu prosić + dopełniacz (np. prosić łaskę zamiast prosić o łaskę). W niektórych domach nadal można usłyszeć wynikające z tej samej tradycji formy „Proszę babci”, utrwalone także w wierszu Tuwima „O Grzesiu kłamczuchu i jego cioci” („List proszę cioci? List? Wrzuciłem ciociu miła!”).
30 złoty, 18 luty
W lwiej części przypadków słowa w języku polskim (jednak) się odmieniają – dotyczy to nawet dziwacznie brzmiących po deklinacji zagranicznych nazwisk, np. Rabelais – Rabelais’go (czyt. rablego), a co dopiero tak podstawowych wyrazów jak nazwy miesięcy, czy waluty. I to waluty naszej. Zatem nie 18 luty, a 18 lutego i nie 30 złoty, a 30 złotych. Prze Bóg, odmieniajmy!
Mi się należy! Czyżby?
„Mi” i „mnie” to dwie formy celownikowej odmiany „ja”. Żeby pojąć zasady ich stosowania trzeba się odrobinę wysilić, nie wspominając o zapamiętaniu ich na dłużej. Chodzi bowiem o akcent. Kwestię w języku polskim marginalizowaną (wszak nawet prezenterzy telewizyjni zdają się nie rozróżniać takich niuansów, jak akcentowanie słów „muzyka”, „liceum" czy „opera”).
Naukę poprawnego używania „mi” i „mnie” warto zacząć od zapamiętania, że na początku zdania zawsze pojawi się forma dłuższa („Mnie się wydaje” a nie „Mi się wydaje”). Najłatwiej zapamiętać to przez analogię – nie powiemy wszak „Ci się na pewno spodoba”, ale „Tobie się na pewno spodoba?”. Kolejnym przypadkiem w którym zawsze użyjemy „mnie”, a nie „mi”, jest zdanie przeciwstawne, np. „wyjaśnij to mnie, a nie im” (znowu analogia – „wyjaśnię to tobie”, a nie „wyjaśnię to ci”)
Półtora czy półtorej – oto jest pytanie
W zestawieniach popularnych błędów językowych można natrafić na przykład „półtorej pomarańczy, nie: półtora pomarańcza”, jednak bohaterem jest w nim nie nieszczęsne przełożenie 1,5 na język, ale pomarańcza (nie pomarańcz!). Wbrew temu, co sądzi wiele osób, zarówno forma „półtora”, jak i „półtorej” są poprawne, haczyk tkwi w rodzaju rzeczownika, do którego doczepiamy określenie. „Półtora” stosujemy do rodzaju męskiego (półtora roku, półtora etatu), natomiast „półtorej” do rzeczowników w rodzaju żeńskim (półtorej godziny, półtorej szklanki).
Oferta dedykowana
Każda szanująca się skrzynka ze spamem jest zawalona nimi. Ofertami dedykowanymi. Dedykowanie i personalizacja to słowa klucze marketingowej nowomowy ostatnich lat. Tyle że w języku polskim dedykowanie, dedykacja i czasownik dedykować mają jedno znaczenie, wiążące się z poświęceniem czy ofiarowaniem komuś utworu lub dzieła. Można więc napisać dla kogoś piosenkę lub wpisać dedykację do kupionej książki, ale nie „dedykować ofertę”. Błąd wynika z nałożenia znaczenia określenia używanego w języku angielskim (dedicated) na jego polski odpowiednik brzmieniowy, który funkcjonował wcześniej w innym znaczeniu.
Przysłowiowy dress code
Używanie określenia „przysłowiowy” spowija mówiącego w nęcący nimb świetnego gawędziarza. Niestety, tego określenia można użyć w bardzo niewielu przypadkach. Jeśli nie wiecie, czy wasz dress code jest przysłowiowy, czy niezbyt przysłowiowy, odpowiedzcie sobie na jedno, proste pytanie – jakie przysłowie z dress code’em znacie? Czyżby żadne? Zatem użycie połączenia wyrazów „przysłowiowy dress code” nie jest uprawione. Z dużym prawdopodobieństwem nadawca komunikatu miał w tym przypadku na myśli nie tyle „przysłowiowy”, ile „tak zwany”. Jeśli chodzi o nieszczęsny przymiotnik, to można użyć go choćby w określeniach takich, jak np. „przysłowiowa baba z wozu” (Baba z wozu, koniom lżej), czy „przysłowiowy piernik do wiatraka” (Co ma piernik do wiatraka?).
Więcej o częstych błędach językowych Polaków pisałam w tym artykule. Bliss – lifestyle'owa część na:temat jest też na Instagramie. Śledź nas (jeśli chcesz)
