
Praca dziennikarza bywa niebezpieczna. Stres połączony z upałem przyprawia reporterki o omdlenia. Kłopotu mogą narobić też goście, którzy sięgają nie tylko po merytoryczne argumenty. Trzeba także uważać, by samemu niczego nie popsuć, bo nie każdy reporter trafi na tak spokojnego rozmówcę, jak jeden z Amerykanów.
REKLAMA
Nie trzeba być reporterem wojennym, by narazić się na niebezpieczeństwo postrzelenia. Nawet praca w studiu telewizyjnym, wydawałoby się spokojna i zupełnie bezpieczna, może się okazać groźna. Przynajmniej jeśli pracuje się w Jordanii. Podczas jednego z realizowanych na żywo programów Mohammad Shawabka, członek jordańskiego parlamentu zaczął grozić bronią swojemu adwersarzowi. Całe szczęście prowadzącemu udało się opanować rozgniewanego gościa i nic poważnego się nie stało.
Zobacz też: Serial prawdę Ci powie? Pytamy prawnika, lekarza i reportera co sądzą o najnowszych produkcjach
Podobnie jak w przypadku reporterki Superstacji, która zemdlała przygotowując się do wejścia na antenę. Także jej we znaki dał się panujący od kilku dni upał. Do tego doszedł stres związany z trybem pracy i nieszczęście gotowe. Jednak pomoc nadeszła szybko, a dziennikarce nic się nie stało.
Tak jak reporterowi jednej z południowoamerykańskich telewizji, który podczas raportowania sytuacji powodziowej wpadł do wyrwy w ziemi. Całe szczęście w pobliżu była grupka strażaków i policjantów, którzy pospieszyli pechowcowi z ratunkiem i wyciągnęli go z wody. Zastanawia obowiązkowość operatora, który nie przerwał nadawania na żywo i nadal nagrywał to, co się działo.
Jeszcze więcej zimnej krwi, albo raczej instynktu reporterskiego miał dziennikarz, który podczas rozmowy z artystą rzeźbiącym w lodzie, zniszczył jego dzieło. Pomimo, że przez jego głowie zapewne biło się milion myśli, nadal podsuwał mikrofon do ust piekielnie zdenerwowanego rzeźbiarza. Swoją relację zakończył nawet oddaniem głosu do studia, tak jak podczas standardowego łączenia na żywo.
